Koziołkowy post - odpowiedź w wątku nt. "tirowców" na pl.misc.samochody. Za tydzień część druga - z pl.soc.prawo i pl.pregierz.
Było: Taxi i Tir'y... Jest: Opowieść o Tirowcu ;) (pl.misc.samochody, 3 października 2005)
To nie jest tak, że szufladkujemy itp.
Mój stary ma teorię, że zawodowymi kierowcami zostają przeważnie debile, tzn. ktoś ma problem ze skończeniem podstawówki (o zawodówce nie wspominając) więc może co najwyżej kopać rowy lub zostać kierowcą ;)
Oczywiście mój ojciec zdaje sobie sprawę, że uogólnia i że są wyjątki. Jednak potwierdzeniem tej tezy jest gość, którego sąsiadem zostałem, gdy zacząłem jakiś czas temu wynajmować obecne mieszkanie. Facet 26 lat, dwójka dzieci (8 i 6 lat), żona w tym samym wieku co mąż, kasjerka w hipermarkecie od kilku lat. Ok. 1,70 wzrostu, brak górnej jedynki (do tego chwali się, że już 10 lat nie był u dentysty), "polski" wąsik, wypasiony.
Pracował jako kierowca: za mojej kadencji (2,5 roku) była to hurtownia napojów, następnie chemii gospodarczej a potem w hurtowni kosmetyków. Trzy prace w dwa lata (do początku tego roku. Wszędzie płakał, jak mu źle, ile to on się musi natyrać, że nie jest wyrobasem i nie będzie zap...ał na jakiegoś ch...ja właściciela.
Mieli kupę długów (mieszkanie, media itp - w sumie ok 10 tysięcy). Facet miał jedno marzenie: "pójść na TIRy" :) W momencie jak już by poszedł na te tiry, otworzyłoby się niebo i spadła by manna - zarobki po 3 - 5 tysięcy (w zależności ile by jeździł). Problemem była kasa na kurs prawa jazdy.
Słyszałem to dziesiątki razy - ponieważ żal mi było dzieciaków, gostek dorabiał u mnie w ubiegłoroczne wakacje remontując mi dopiero co wynajęte biuro. Tak więc po skończonej we wrześniu robocie coś mi odbiło i zaproponowałem mu, że bez żadnych warunków pożyczę mu 2 kzł na kurs które mi odda, jak zacznie zarabiać. Tak też zrobiłem.
Gość w styczniu odebrał prawko, w marcu znalazł robotę... i w chwili obecnej jest już w trzeciej firmie!!! I znów stara śpiewka - że nie jest wyrobasem itp. Najlepsze, że już słyszę o pracy w czwartej firmie: w ubiegły czwartek lub w piatek wpada do mnie gość i zaczyna płakać (dosłownie - łzy z oczu). Że dlaczego on ma tak prze...bane, ciągle coś go spotyka itp itd.
Co się okazało: poprzedniego dnia po południu, na autostradzie w okolicach Wrocławia, facet wjechał w dupę innego tira. Standardzik: niezachowana odległość przy chyba śliskiej nawierzchni i 80 km/h. Ponoć ściągali go z drogi 6 godzin. On potłuczony, kabina chyba niezbyt strasznie pokiereszowana.
Dostał zjebkę od szefa, mają mu z pensji ściągnąć 1500 zł na jakieś tam koszta. Ale dostanie nowe auto, nie wywalają go z pracy. No i słyszę jeszcze że szef sku...syn, jak on mu może te półtora koła potrącić :)
Najlepsze:
- Krystian, nie płacz, będzie ok, szef cię nie wywalił
- Ale nie mogę przestać (chlip, chlip)
- A co, stała się komuś w wypadku krzywda?
- Krzywda nie, tylko nie mam pieniędzy żeby kupić flaszkę i się napierdolić....
No i jak tu nie mówić, że to nie są półgłówki? A co do mojej pożyczki: wkrótce będzie rocznica jak jej udzieliłem i nie odzyskałem nawet złotówki... Ot, sfrajerzyłem ;)
Aha, jeszcze jedno: jak tylko został "tirowcem", jego żonka zwolniła się z roboty, siedzi w domu i nic nie robi, no bo mąż na tirze jeździ :) Do tego była już z nim na miesięcznej wycieczce po Europie... No nic, tylko eksterminować takich ludzi...