Wpisy z tagiem: dług

wtorek, 13 lipca 2010

Pardones, ale obiecany w wpisie z dwudziestego maja tydzień nieco mi się wydłużył ;) Niniejszym zarzucam ciąg dalszy mojego wołania na puszczy.

Szansa na odzyskanie długu, czy już tylko robienie smrodu? (pl.pregierz, pl.soc.prawo, 28 czerwca 2008)

Przepraszam za crossposta, ale chciałem napiętnować swoje frajerstwo i miękką dupę, zrobionego za moje pieniądze tirowca i jego żonę.

Parę lat temu, zanim jeszcze przeprowadziliśmy się z moją lepszą połową do własnej nory, wynajmowaliśmy mieszkanie w niskim bloku z wielkiej płyty. Pewnego pięknego dnia do drzwi zapukał niewinnie wyglądający chłopczyk z karteczką w dłoni, na której spracowane ręce jego mamusi kasjerki napisały prośbę o kilkudniową pożyczkę dwudziestu złotych na chleb. Tej prośbie stało się zadość.

Nie będę opisywał, jak to zadzierzgnęły się więzi wielkiej przyjaźni. W każdym razie wzruszony opowieściami o ciężkiej sytuacji kierowcy w firmie XXXX robiącego za wyrobasa i tyrającego na tego sku...yna właściciela za nędzne 1100 na rękę postanowiłem w miarę możliwości im pomóc, zlecając różne prace - czy to przy wykończeniu biura, czy to przy montażu reklam, etc.

Marzeniem kolesia było "pójść na TIRy, co znaczyło zostać kierowcą ryczącego kilkuosiowego potwora. Miał się wtedy odmienić ich los - zamiast nędznego tysiaka facet miał zarabiać 2 ~ 3 razy więcej. Więc wyszedlem z inicjatywą i zaproponowałem sierotce (opowiadał, jak to płacząc nad grobem swojego taty, dziękował Bogu i JPII że spotkał na swojej drodze sąsiadów - przyjaciół) pożyczkę w wysokości dwóch tysięcy złotych, przeznaczoną na zrobienie prawa jazdy na ciężarówkę z naczepą. Warunkiem była spłata całości w 10 miesięcy, w ratach po 200 złotych, od momentu, gdy nowo upieczony kierowca podejmie pracę w jakiejś firmie transportowej. Pieniążki przekazałem z rączki do rączki, bez podpisywania jakichkolwiek papierów i świadków.

No i stało się ;) Sąsiad zrobił kurs, za drugim podejściem zdał egzamin, zwolnił się ze starej firmy i zaczął jeździć po Europie. Niestety wtedy też odebraliśmy mieszkanie i przeprowadziliśmy się na drugi koniec Krakowa. Nie będę opisywał detali, w każdym razie zacząłem odliczać dni do pierwszej spłaty raty pożyczki. No i jak to często bywa, zaczęły się schody: żona się zwolniła z pracy, no bo żona TIRowca nie będzie tyrać na kasie w hipermarkecie. Za to zaczęła - od czasu do czasu - zwiedzać z mężem Europę. "Zaczniemy spłacać, jak tylko Renia znajdzie lepszą pracę" I tak dalej, i tym podobnie ;) Więc na razie zajęty ważniejszymi sprawami dałem im nieco luzu.

Po dwóch latach - w kwietniu 2007 roku - delikatnie pozwoliłem sobie przypomnieć im o zobowiązaniu. Oczywiście zaczęły się pojawiać kolejne niedotrzymywane terminy. Historie typu "byliśmy umówieni na 10-tego, nie było cię -  dzisiaj jest 12-sty, nie ma już pieniędzy, przyjedź za miesiąc". Żeby nie było: przed klatką stanął paroletni szrocik.

Niestety nie mam niczego na papierze. Telefon którego używam nie zapisuje wysłanych esemesów - mam tylko esemesy odebrane  - w dodatku wysyłane z internetowej bramki esemes ale powiązanej z ich numerem. Pozwolę je sobie zacytować:

Cześć Seba kase zaczniemy oddawać ci każdego 10 od stycznia 300 zł maximum "w tym miesiącu nie ma takiej możliwości,,, zapraszam 10 stycznia

Człowieku ja ci nic nie dam, zwłaszcza że mam na kogo wydawać kasę zwłaszcza że bede miała dzidziusia. jak bede miała cośto na pewno bedziesz wiedział. A pozatym nie pisz do mnie. Wszystko poszło się rąbać i jestem spłukana

Słuchaj nie interesuje mnie co masz gdzie i kiedy, odwal się raz na zawsze. I ty mowisz o pomocy, tyle ile naobiecywałeś. Daj sobie spokój.

Ja mam wydatki i nie zarabiam kokosów. Teraz miałam jeszcze komunie. Myślisz że sram pieniędzmi. Jak będę miała to dam znać. Narazie.....

Nie to że nie mamy ci oddaćale teraz mieliśmy komunie i jesteśmy spłokani a to ty urwałeś kontakt a nie myi jeżeli masz troszke ambicji to nie bedziesz pisał do cieżarnej a tak pozatym to w tym roku bedziesz miał kasę na którą nie masz potwierdzenia! Przyjedź sobie 15 czerwca po 200 zł*

*Esemes po tym gdy zagrałem vabanque i napisałem, że im odpuszczam, bo mają sobie szykować pieniądze na adwokata. Szły tylko esemesy, bo nie odbierali telefonów: mężuś nie odpisywał nawet na szorty, bo zawsze był za granicą ;)


W związku z tym - jako frajer - mam pytania:
- czy z jedynym dowodem w postaci wyżej cytowanych esemesów - mam możliwość odzyskać te 2000 zyli?
- jeżeli nie (czego jestem niemal pewien), czy jestem w stanie założyć im sprawę tak, żeby ich to finansowo bolało?
- a jeśli punkt 1 i 2 nie zadziałają - czy mam jakiś sposób, żeby uprzykrzyć im życie?

Zakładam że tyle, ile im pożyczyłem, jestem w stanie wydać na kurs uświadamiający dla kierowcy TIRa i jego żony. Oczywiście nie mam zamiaru nikogo bić, zakopywać w lesie, czy strzelać w kolana. Wystarczy, że tyle może mnie kosztować sprawa w sądzie albo "wpisowe" do firmy windykacyjnej.

czwartek, 20 maja 2010

Koziołkowy post - odpowiedź w wątku nt. "tirowców" na pl.misc.samochody. Za tydzień część druga - z pl.soc.prawo i pl.pregierz.

Było: Taxi i Tir'y... Jest: Opowieść o Tirowcu ;) (pl.misc.samochody, 3 października 2005)

To nie jest tak, że szufladkujemy itp.

Mój stary ma teorię, że zawodowymi kierowcami zostają przeważnie debile, tzn. ktoś ma problem ze skończeniem podstawówki (o zawodówce nie wspominając) więc może co najwyżej kopać rowy lub zostać kierowcą ;)

Oczywiście mój ojciec zdaje sobie sprawę, że uogólnia i że są wyjątki. Jednak potwierdzeniem tej tezy jest gość, którego sąsiadem zostałem, gdy zacząłem jakiś czas temu wynajmować obecne mieszkanie. Facet 26 lat, dwójka dzieci (8 i 6 lat), żona w tym samym wieku co mąż, kasjerka w hipermarkecie od kilku lat. Ok. 1,70 wzrostu, brak górnej jedynki (do tego chwali się, że już 10 lat nie był u dentysty), "polski" wąsik, wypasiony.

Pracował jako kierowca: za mojej kadencji (2,5 roku) była to hurtownia napojów, następnie chemii gospodarczej a potem w hurtowni kosmetyków. Trzy prace w dwa lata (do początku tego roku. Wszędzie płakał, jak mu źle, ile to on się musi natyrać, że nie jest wyrobasem i nie będzie zap...ał na jakiegoś ch...ja właściciela.

Mieli kupę długów (mieszkanie, media itp - w sumie ok 10 tysięcy). Facet miał jedno marzenie: "pójść na TIRy" :) W momencie jak już by poszedł na te tiry, otworzyłoby się niebo i spadła by manna - zarobki po 3 - 5 tysięcy (w zależności ile by jeździł). Problemem była kasa na kurs prawa jazdy.

Słyszałem to dziesiątki razy - ponieważ żal mi było dzieciaków, gostek dorabiał u mnie w ubiegłoroczne wakacje remontując mi dopiero co wynajęte biuro. Tak więc po skończonej we wrześniu robocie coś mi odbiło i zaproponowałem mu, że bez żadnych warunków pożyczę mu 2 kzł na kurs które mi odda, jak zacznie zarabiać. Tak też zrobiłem.

Gość w styczniu odebrał prawko, w marcu znalazł robotę... i w chwili obecnej jest już w trzeciej firmie!!! I znów stara śpiewka - że nie jest wyrobasem itp. Najlepsze, że już słyszę o pracy w czwartej firmie: w ubiegły czwartek lub w piatek wpada do mnie gość i zaczyna płakać (dosłownie - łzy z oczu). Że dlaczego on ma tak prze...bane, ciągle coś go spotyka itp itd.

Co się okazało: poprzedniego dnia po południu, na autostradzie w okolicach Wrocławia, facet wjechał w dupę innego tira. Standardzik: niezachowana odległość przy chyba śliskiej nawierzchni i 80 km/h. Ponoć ściągali go z drogi 6 godzin. On potłuczony, kabina chyba niezbyt strasznie pokiereszowana.

Dostał zjebkę od szefa, mają mu z pensji ściągnąć 1500 zł na jakieś tam koszta. Ale dostanie nowe auto, nie wywalają go z pracy. No i słyszę jeszcze że szef sku...syn, jak on mu może te półtora koła potrącić :)

Najlepsze:

- Krystian, nie płacz, będzie ok, szef cię nie wywalił

- Ale nie mogę przestać (chlip, chlip)

- A co, stała się komuś w wypadku krzywda?

- Krzywda nie, tylko nie mam pieniędzy żeby kupić flaszkę i się napierdolić....

No i jak tu nie mówić, że to nie są półgłówki? A co do mojej pożyczki: wkrótce będzie rocznica jak jej udzieliłem i nie odzyskałem nawet złotówki... Ot, sfrajerzyłem ;)

Aha, jeszcze jedno: jak tylko został "tirowcem", jego żonka zwolniła się z roboty, siedzi w domu i nic nie robi, no bo mąż na tirze jeździ :) Do tego była już z nim na miesięcznej wycieczce po Europie... No nic, tylko eksterminować takich ludzi...

GG:ZAPOMNIALEMHASLA