Chyba idzie jesień - zamieszkał u nas w klatce kolejny gej.
Piszę kolejny, bo to już czwarty. Dwaj tworzą Podstawową Komórkę Społeczną, jeden mieszka solo (czasem tylko odwiedzany przez kumpli), a ten - jeszcze nie wiadomo. Ale zdążył się z nami zapoznać, z przytupem zrobił coming out przed lokatorami i zaskarbił sobie "przyjaźń" sąsiadki. Ot, taki chłopak, co to się z niczym nie pierdoli.
Wracam wczoraj styrany po robocie do domu. Na korytarzu stoi jeden z sąsiadów - gejów z kimś nowym. Podszedłem przybić piątkę i zapoznać się z nowym "ktosiem":
- Cześć, jestem Koziołek
- Cześć. A ja jestem Stefan i jestem pedałem. A ty może też nim jesteś?
- U&TE&QT#BUFB Aha... No nie, ja bzykam tylko panie...
No ale po chwili zapowietrzenie mi przeszło i rozmowa powróciła na wcześniejsze tory, to jest na temat przyszłego koncertu Georga Michaela.
Traf sprawił, że przyplątała się moja ulubiona - sprawna umysłowo inaczej - sąsiadka (ta od turysty zastrzelonego ze sznaucera i przesypiających codziennie zimę niedźwiedzi):
- [Sąsiadka & Stefan] (BUZI, DUPCI)
.
.
.
- [Sąsiadka] Lubię dżordża majkela... Mmm... Taki przystojny jest... Szkoda że jest gejem!
- [Stefan] A co, myślisz że to ma jakieś znaczenie?
- [Sąsiadka] A co, nie ma?
- [Stefan] No pewnie, że nie ma. Nie ma znaczenia ani dla mnie - mimo że jestem pedałem, ani dla ciebie. Gdyby nawet był hetero i tak by cię nie wyruchał.
Sąsiadka na bezdechu dała natychmiast nogę, a my z chłopakami zastanawiamy się teraz, czy Stefan zdąży odkręcić sprawę, nim dostanie w mordę od wkurwionego małżonka. W końcu chciał tylko babce zasugerować, że bogowie nie spółkują ze śmiertelnikami...