Piętno dla przymusowej wizyty w warsztacie.
W czwartek po południu podjechałem na chwilę naszym roboczym "struclem" (kangoo blaszak) pod pracownię - nie gasząc silnika, wysiadłem na pół minety z auta żeby coś podać chłopakom. Wracam, a tu jakieś klekotanie i warczenie spod maski. Podnoszę machę, a tam pasek klinowy tylko fruwa, do tego wszystko mokre od oleju. To ok, jadę do warsztatu, 50 metrów, da radę, pomimo że nie ma wspomagania kierownicy.
Pan Czesio Złota Rączka powiedział, że sika spod pokrywy zaworów. Zobowiązał się umyć silnik i wymienić paski (jeden w strzępach, drugi tylko zleciał) które wg niego poszły się jebać przez kąpiel w oliwie. Korzystając z okazji, bo pora ku temu już była najwyższa, zleciłem wymianę rozrządu. Całość miała kosztować cirkaabałt 800 złotych płatne w piątek, przy odbiorze auta.
W piątek - lipa. Wszystko zrobione, za wyjątkiem zamontowania nowych pasków - okazało się, że z jakiegoś powodu spadają momentalnie po włączeniu silnika. Trzeba wszystko demontować dla zbadania przyczyny którą jest prawdopodobnie skrzywienie jakiejś ośki napinacza czy innego gówna. Tu pan Czesio podrapał się się w głowę i stwierdził, że pierwszy raz w swojej długoletniej karierze mechesa - złotej rączki spotkał się z czymś takim: żeby zerwany pasek klinowy spowodował wygięcie osi koła pasowego wału korbowego i napinaczy (? - o ile dobrze zapamiętałem).
Sobota rano. Trzeba kupić nowy zestaw: koło pasowe, napinacz etc. Pan Czesio właśnie uderza na miasto i napewno coś znajdzie - jak nie zamiennik, to jakąś używkę. "Bo to, panie, rzadko się psuje i znajdę dobre na szrocie - po co przepłacać" Auto ma być na poniedziałek, ale z ośmiu zrobiło się stówek dwanaście.
Poniedziałek. "Na szrocie nic nie było, zamienników nie ma. Zamówiłem u Lisowskiego, będzie na jutro". Chuj, niech będzie. Wprawdzie pracownia tonie w papierach których nie ma jak wywieźć a towar wysyłamy bagażówkami, ale mówi się trudno.
Wtorek. Hura, auto zrobione. Tylko zamiast tysiąca dwustu - tysiąc kurwa dziewięćset czterdzieści złotych. No ale za to wartość śmieciary wzrosła o 30% ;)
A pokrzywiło się dlatego, że jeden z pasków - ten zerwany - owinął się jakoś tak, że zdemolował koło pasowe. To ostatnie jak się okazało nie było żadna "nówka sztuka", tylko nitowane i klejone silikonem po dzwonie poprzedniego właściciela i dlatego pieprznęło :-/
Koziołek