Będę teraz rozkminiał tajemnicę, o której wspomniałem parę dni temu nazad. Nie będzie to długa opowieść. Rzekłbym nawet: krótka. Tak w sam raz by pomiędzy pracą a sikaniem poznać niebezpieczeństwa, czyhające na porządne, polskie kobiety.
Dżani to ksywka której źródłem jest boska, niemal cygańska uroda mojego znajomka. Tak więc tę część mamy odfajkowaną ;)
Co do części drugiej: pewnego razu Dżani odwiedził swojego kolegę z pracy w celach - jak się to mówi - służbowych. Znaczy się mieli jechać w delegację. Czekając pod blokiem na kolesia, zapoznał się przypadkowo z wynoszącą śmieci sąsiadką - panią dojrzałą, atrakcyjną, a do tego niemiłosiernie stęsknioną męskiego członka. Wyposzczoną do tego stopnia, że sama od siebie (podobno) zagadała śniadego przystojniaka.
Książę rozrywany pomiędzy obowiązkiem czekania na kolegę a przyjemnością chędożenia wybrał to drugie. Mając jednak na uwadze fakt, że ktoś tam niedługo zejdzie i pofatyguje się do jego samochodu, postanowił sprawę załatwić bardzo szybko: ponoć już po paru minutach nader ryzykownego seksu (bo bez gumy) poczuł nadchodzącą rozkosz, wycofał się na z góry upatrzone pozycje i zaszczycił swoim życiodajnym strumieniem od dawna niedepilowany i tym samym bardzo zapuszczony wzgórek łonowy swojej królewny. Po czym ubrał gacie na dupę i spierdolił do auta.
Nie wiem, na ile jest to prawda. Wieść gminna jednak niesie, że siakieś ziarnko w tym jest. W każdym razie od tego czasu Cygański Książę zwany jest za plecami Mokrym Futrem...