No dobra. Gwoli sprawiedliwości nie tylko ja byłem ofiarą, lecz również Wspólnik i Pablo.
Otóż okradziono nam tydzień temu spiżarnię. Za lodówkę robi u nas zewnętrzny parapet pracowni, na którym w porze zimnej składujemy takie frykasy, jak salceson z włosami, musztarda, pasztet i inne margaryny. Czasem również chleb.
Przeważnie jest tam musztarda solo plus smarowidło - wtedy, gdy chce nam się zaszaleć i z Palermo na Płaszowie zamawiamy Obiad Szefa Kuchni ze Zniżką dla Firm (polecam - za czternaście zyli minus rabat można opierdolić naprawdę dobry i syty obiad, np. znakomitą ogórkową + przepyszne ziemniaczki z kotletem w chrupiącej panierce + zestaw surówek - jeśli ktoś z was wybierze się kiedyś pociągiem do Krakowa, to niech wysiądzie na stacji Kraków Płaszów i wstąpi do znajdującej się obok dworca restauracji & pizzerii).
Feralnego dnia zamówiliśmy żarło (ja zjadłem zajebisty zapiekany makaron z sosem serowym i szpinakiem, ale bez surówek - zresztą i bez nich mi prawie dupa pękła), prócz tego skończyło się masło. Tym samym ostał się nam tylko krem z gorczycy z miodem.
W pewnym momencie za oknem mignął siakiś cień. Wybiegliśmy z pracowni (Pablo od razu rozkminił sytuację i stwierdził, że ktoś zapieprzył coś z parapetu) i zobaczyliśmy pustą "lodówkę" i plecy biegnącego pokurcza w podrabianej, brudnej kurtce Adidasa.
Gdy nazajutrz poszedłem uzupełnić zapasy w sąsiednim sklepiku i wyżaliłem się Pani Marysi, ta pocieszyła mnie mówiąc, że nie było szans uchronić tę musztardę przed pisanym jej losem. Otóż złodziej to znany na dzielni żul który swego czasu zasłynął z tego, że nawiedził po pijaku panimarysiny sklep i w ciągu dziesięciu sekund wypłoszył z niego wszystkich klientów.
Na moje pytanie: "Co w tym dziwnego? Przecież nie raz ktoś po pijaku robi zakupy?" usłyszałem:
- No tak. Ale nie każdemu przy ladzie wypada gówno z nogawki!
Z harcerskim pozdrowieniem - bo muszę jeszcze napisać postscriptum ;)
PS.
Z góry uprzedzam - to żaden prodaktplejsment ani inna reklama Palermo, jak również nie jest to mój klient - po prostu robię to z sympatii dla dobrego żarcia i jednej ichniej pani kelnerki. Gdybym nie był żonaty, pewnie bym się w tej pięknie do mnie uśmiechającej czarnulce zakochał...