wytrzeszcz

poniedziałek, 05 września 2016

Ostatnio spotkałem się z kolegą ze studiów. Po paru piwkach ziomek rozochocił się do tego stopnia, że  sprzedał mi swoją historię.

Pewnego wieczora wybrał się on ze znajomymi do knajpy. Wypad w męskim gronie, więc poluzowali cugli i dali w palnik. Znaczy: zalali łby i to tak dość konkretnie. Kiedy najebany wsiadł do taksówki, było koło trzeciej w nocy.

Dotarł do domu. Ponieważ jednak przypomniał sobie, iż wychodząc obiecał żonie, że wróci koło północy, dopadł go stres. Postanowił zatem cichaczem położyć się pod kołderką obok niej i taką wersję zdarzeń sprzedać rankiem, następnego dnia.

Jednak jak wiadomo, pęcherze czterdziestoletnich panów nie są zrobione ze stali, więc majfrend poczuł zew i postanowił się odlać. Co by jednak za bardzo nie szumieć wodospadem niskopłuka, zamiast do kibla udał się do kuchni, stanął obok zlewozmywaka i wyjął z szafki swój ulubiony, litrowy kufel. Po czym z odmętów bokserek wyciągnął ptaka i oddał mocz do szklanego naczynia.

Traf sprawił, że w tym samym czasie na sikanie zebrało się jego pani. Ta idąc z pokoju do ubikacji, zauważyła w kuchni światło. Chcąc sprawdzić, czy przypadkiem siakiś włamywacz nie wyżera rodzynek ze świeżo upieczonego ciasta, podreptała w stronę jasności i przyłapała męża z pisiorem w jednej i pełnym słomkowego płynu kuflem w drugiej łapie.

Kolega powiedział, że jak zobaczył zszokowane spojrzenie swojej żony, momentalnie wytrzeźwiał (??? - Koziołek), a mózg wbił się na najwyższe obroty. I nie minęło dziesięć sekund, jak z twarzą Dżona Łejna wycedził:

- No co, kochanie. To w Afryce brakuje wody, a ja będę spuszczał ją w kiblu?

23:59, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 sierpnia 2016

Jak zapewne co niektórzy z was wiedzą, starym koniem jestem. Skończone czterdzieści dwa lata - znaczy byłem świadkiem (i współuczestnikiem: wraz z kolegą Darkiem S., na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych handlowałem książkami na wadowickim placu targowym) narodzin polskiego wilczego kapitalizmu.

Jednym "byznesmenom" się udało, innym mniej. A co poniektórzy spłodzili i urodzili jednocześnie cud perełki, jak na przykład serię napojów, rozlewanych we wchodzące wtedy przebojem na rynek półtoralitrowe butelki PET, pod wiele mówiącą nazwą Dick Black (sic!).

Pierwsze w życiu kieliszki "koszernej" wódki przepijałem colą o dwuznacznej nazwie, nieświadom zupełnie gry słów. Bo że "black" to "czarny" - wiedział każdy. Ale że "dick" po angielsku, to - cytując Wikisłownik: "kutas, członek, penis, fiut", dowiedziałem się parę lat później.

I czyż nie było by to ekscytujące? Gdyby - dajmy na to - nasze zawodniczki zakwalifikowały się do Klubowych Mistrzostw Świata Siatkarek, telewizje całego świata pokazały by, jak nasze powabne dziewoje wbiegają na parkiet z dumnym "Dick Black" na piersiach.



Przyznam szczerze, że byłem pod urokiem tej wizji dobrych kilka lat i w kwietniu dwa tysiące siódmego roku spłodziłem na grupie pl.comp.dtp poniższy wpis (wrzucony na koziołkowego bloga w sierpniu 2009):


Niespodzianka dla mamy (pl.comp.dtp, 21 kwietnia 2007)

Dzień dobry.

Moja mama kończy właśnie 40 lat. Ponieważ ma być u nas w domu z tej okazji duże przyjęcie, chcemy z młodszą siostrą zrobić mamusi niespodziankę. Mama pracuje teraz w takiej dużej firmie reklamowej w Warszawie, jest tam dyrektorem i zajmuje się m. in. układaniem różnych haseł reklamowych.

Kilkanaście lat temu mieszkaliśmy jednak w Andrychowie (ja nie pamiętam, bo mam 16 lat) i mama zawsze najmilej wspominała pracę w takiej fabryce napojów, gdzie robili colę Dick Black. No i ponieważ mają być zaproszeni wszyscy koledzy z firmy mamy, pragniemy żeby wiedzieli że mama zawsze była dobra w tym, co robi i chcemy z siostrą wywiesić transparent z hasłem które mama wtedy wymyśliła:

"Dick Black - zawsze w moich ustach!"

Myślę, że mama będzie z nas dumna, zrobimy jej w ten sposób miłą niespodziankę, a koledzy z pracy będą jej zazdrościć zdolnych dzieci i tego, że zawsze była profesjonalistką.

No i chodzi o to, że to ma być w ogrodzie i mam pytanie, na czym to zrobić, żeby w razie deszczu się nie rozmazało i żeby wyglądało ładnie i profesjonalnie?

Bardzo przepraszam, jeśli trafiłem na złe forum, ale na Onecie to nikt nie wiedział.

Pozdrawiam,


Wojtek


22:24, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 sierpnia 2016

Na grupie dyskusyjnej pl.misc.samochody toczy się właśnie zażarta dyskusja na temat tego, dlaczego kierowcy "tirów" wyprzedzają się na autostradach z niewielką różnicą prędkości, blokując tym samym lewy pas i osobówki.

Szczególnie mocno ujął mnie za serce jeden wpis, "popełniony" przez nadira, argumentującego przeciw tirmanom :)


W dniu 2016-08-10 o 13:21, Liwiusz pisze:

> To wyjedź wcześniej, 5 minut cię nie zbawi, jeśli już używać takiej
> inwalidzkiej argumentacji :) Poza tym tobie się nie spieszy, aby nie
> przekroczyć czasu jazdy.

To na nic. Mi się spieszy żeby puknąć żonę sąsiada, który jest kierowcą,
jeżeli on nie przekroczy czasu i nie stanie 300m od domu, to ja nie
porucham, i cały misterny plan w pizdu.
Sam widzisz, że każdy ma jakieś powody żeby się spieszyć i wyjazd x
minut wcześniej nic tu nie da.

LINK DO CAŁEGO WĄTKU

14:21, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 sierpnia 2016

Do Chuja Wacława. Nie wiem - śmiać się, czy płakać. I pomału zaczynam się bać tego, co stanie się za lat kilka.

Taka sytuacja.

Wracaliśmy sobie parę dni temu nazad z urlopu. W Siewierzu to było: tam zawsze wielki korek, więc po paru godzinkach autostradowo - gierkówkowej napierdalanki zwolniłem niemal do zera, jak jeden z wielu kierowców tego pięknego, sierpniowego dnia.

Zmiana tempa jazdy wybudziła moje dzieciaki, więc wdałem się z nimi w rozmowę, jednocześnie żonglując po kanałach w poszukiwaniu siakiejś fajnej stacji (a konkretnie Antyradia, które mój pierworodny bardzo lubi).

Nagle Mati zaczął krzyczeć:

- Tatuś Sebuś! Nie przełączaj! Tam jest reklama, ja chcę słuchać!!!
- Matuś, jaka reklama? - spytałem zdezorientowany, bo akurat obił mi się o uszy może nawet nie najgorszy, ale jednak popowy kawałek.
- Tak, tatuś! To jest taka reklama, co idzie pan, ale śpiewa jak pani! - i mój czterolatek zaczął sobie nucić co nieco pod nosem.

Zaciekawiony i nierozumiejący, jednocześnie błogosławiąc zdobycze "postępu" technologii, odpaliłem Shazam. Wyskoczył wynik, który wklepałem w Wujka Gugla (tak, wiem, że siedząc za kierownicą, ale akurat od paru minut nie przejechaliśmy nawet metra, więc czuję się rozgrzeszony) i zakumałem: w radiu produkowała się niejaka Natalia Nykiel. Natomiast kawałek został wykorzystany w reklamie Świętej Pamięci Ery, ze Zbyszkiem Religą*** w roli głównej, którą właśnie skojarzył Mateusz. I te właśnie puzzle połączył w całość mój synonimek. A co ciekawe: nasze dzieciaki w tiwi praktycznie oglądają tylko dobranockę na kanale dla dzieci...

Strach się bać. W takim tempie przed pięćdziesiątką dzieciaki pochowają mnie w małej, szykownej urnie. Byle nie z melodyjkami.

*** Dla tych, co nie oglądali tego naprawdę dobrego filmu: "Bogowie", z główną rolą Tomasza Kota.

 

Reklama, o której mówiłem:

I oryginał:

00:46, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (2) »
sobota, 30 lipca 2016

Siedzimy dzisiaj z naszymi gośćmi na tarasie domku. Ciągnę Młodego za język, a ten opowiada:

- Matuś. Powiedz cioci i wujkowi, którą koleżankę lubisz najbardziej?
- Karolinkę T. Bardzo ją lubię!
- A za co ją lubisz? - drążę temat, pod kątem tego, co już jakiś czas temu wrzucałem na fejsa: że Karolinka ma fajne zabawki i "mu pokazuje". Okazało się, że nie doceniłem Młodego, a całości rozkminki nie dointerpretowałem ;)
- Bo Karolinka T. mi pokazuje: zdjęła majtki i pokazała mi pupę i pisię! - ciotka z wujkiem płaczą ze śmiechu, a ja przeżywam chwilę konsternacji. Ale nie odpuszczam, nie można być miętkim:
- Matuś. A ty pokazywałeś Karolince susiaka?
- Tatuś Sebuś. No co ty! Siusiaka dziewczynom pokazują tylko głuptasy!

20160728_175947540x523

 

00:38, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 lipca 2016

Złe języki mawiają, że księża to forpoczta zabobonu, zacofania i siusiak wie czego. Otóż nie. Po ostatnim spotkaniu z Wielebnym muszę odszczekać, skulony pod naszym stołem do cięcia banerów.

Jak zapewne wiecie, w naszym świętojebliwym mieście, w którym zamiast "na dwór" wychodzi się "na pole", organizuje się SMK - Spęd Młodzieży Katolickiej. Zjadą się ledwoletni z całego świata.

Jak to zwykle bywa, przed "dedlajnem" (który w tym przypadku wypada na początku przyszłego tygodnia) cała masa ludzi budzi się z ręką w nocniku - że niby dzisiaj przypomnieli sobie o tym, że coś było do zrobienia "na wczoraj".  Tak też było z pewnym panem, który w swej farbowanej na czarno sukience stanął w naszych drzwiach.

Okazało się, że zlecenie w ciągu dwóch dni i za oferowane z tacy pieniążki jest przez nas nie do przemielenia. I gdy już miałem statecznemu, brzuchatemu panu w średnim wieku to uświadomić, rozćwierkał się jego fon:

- No cześć Franiu... Tak, dzwoniłem... - tu ksiądz spojrzał na nas przepraszająco, przysłonił słuchawkę i powiedział: - przepraszam, panowie. Pilny telefon.
- Słuchaj. Miałem taką akcję na Piastowskiej. Zaatakowała mnie jakaś czarownica z rudymi włosami!
- (...)
- Tak, strzelałem do niej. Ale nic to nie dało. Zeżarło mi wszystkie bolle [??? - Koziołek], a jej nie ubiłem!
- (...)
- Spierdolił!

I tak gadka w ten deseń trwała minutę. Po czym plebanek pożegnał się z kolegą, a nas przeprosił:

- Przepraszam, panowie. Gram w Pokemony.



00:39, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 lipca 2016

Kocham moje dzieciaczki. One mnie też - wiem to, pomimo tego, że często dają mi w palnik, a sąsiedzi na sto procent mają dość ich pohukiwań i tuptania małych stópek nad głowami. I dlatego skrzętnie konotuję akcje z udziałem moich małych przemądrzałków :)

Młody jakiś czas temu dostał nowy tapczanik - ten z wyścigówką.

Pewnego wieczora kładę go spać. Rozkładam tapczan, zaścielam. Mati z Julką już w piżamach stoją pod ścianą i tylko się przyglądają.
Nagle Mateusz obejmuje siostrę i mówi:

- Zobacz Julcia. Jakby tatuś miał taki tapczanik, jak ja, to by sobie inaczej życie ułożył...

***

Moja rozbrykana parka po kolacji wpadła do łazienki. Złapali za szczoteczki, po czym zamiast myć ząbki zjedli pastę i zaczęli pluć na siebie pianą.

Wkurwiłem się trochę, ale jak nakazuje kodeks współczesnego rodzica, powściągnąłem emocje. Powiedziałem tylko, lekko podniesionym głosem:

- Dzieci. Jak dalej będziecie niegrzeczne, nie opowiem bajki na dobranoc! - efekt był, niestety połowiczny. Dzieciaki się uspokoiły, ale po chwili Mati przygarnął Julę do siebie i wyszeptał jej do uszka:
- Julcia. Choć, zrobimy tatusiowi na złość, bo go nie lubimy - następnie napluł jej na głowę.

***

Odebrałem młodego z przedszkola. Tradycyjnie wymógł na swym uległym ojcu wizytę w sklepie - czasem konsumuje bułkę, czasem loda, przeważnie bierzemy coś do picia: soczek w kartoniku, lub niegazowaną wodę. Tym razem zażyczył sobie aż trzy pudełka soku jabłkowego i od razu po wyjściu ze sklepu wytrąbił dwa, jeden po drugim. Gdy sięgał po trzeci, zszokowany rzekłem:

- Mateuszku, ale zawsze mamusia z tatusiem ci mówią, byś tak dużo i tak szybko nie pił, bo się zsiusiasz.
- Tatuś Sebuś, ale właśnie ja muszę dużo pić, żeby dużo siusiać!
- Synku, ale dlaczego?!
- Bo jak będę dużo siusiać, to będę mieć dużego siusiaka - jak ty!

 

23:09, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (2) »
piątek, 24 czerwca 2016

W ramach Dnia Odgrzewanego Kotleta kolejny post z początków bloga - tym razem zamieszczony na koziołkowym blogu sześć lat temu z hakiem :)


Wsadzenie komuś do kieszeni psiej kupy (pl.pregierz, pl.soc.prawo, 12 grudnia 2007)

Przepraszam za cross-posta.

Dzisiaj na trawniku naszej wspólnoty mieszkaniowej jedna pani z bloku na przeciwko "wyprowadziła" pieska - i nie posprzątała. Zwróciłem jej uwagę (są tabliczki - info dot. własności trawnika, tabliczka "zakaz wyprowadzania psów" - 10 metrów dalej jest miejsce o tym właśnie przeznaczeniu, dodatkowo z koszem i wiszącymi jednorazowymi rękawiczkami). Zaproponowałem jej taką właśnie rękawiczkę, na co ona rzuciła tekstem, że nic jej to nie obchodzi. Więc ja posprzątałem za nią (w rękawiczce), podszedłem i wrzuciłem g...no pieska do kieszeni jej płaszcza. No i ona mi teraz grozi sądem etc.

Moje pytanie jest takie: czy zwalenie kupy na moim trawniku przez jej pieska i nie posprzątanie to mniejsze zło niż to co ja zrobiłem? W końcu oddałem jej własność. Są świadkowie całej sytuacji, ja się niczego nie wypieram. Czy i co komu z nas grozi?

Pozdrawiam, Koziołek

Ps. Sytuacja na 100% autentyczna - nie trolluję. Pytam jak najbardziej poważnie, bo tak też skończy się sprawa.
Ps. 2: Cross na pręgierz: pręt tej babie.

 

I jeszcze jeden post - koziołkowa odpowiedź na post jednego z Grupowiczów:

KRZYZAK napisał:

Art. 191. § 1. Kto stosuje przemoc wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania, zaniechania lub znoszenia,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Ale to nie była przemoc. Stanąłem koło baby z g...nem w ręce i spytałem tylko, czy mam jej wsadzić kupę jej pieska do kieszeni. Ona odpowiedziała: "proszę bardzo, niech pan wsadzi" No to jej wsadziłem, i wtedy dopiero się zaczęło...

Koziołek



20:02, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (3) »
piątek, 17 czerwca 2016

Bez bicia przyznaję, że ze mnie to raczej taki piknik. Przyjść na mecz, spokojnie go obejrzeć i nie dostać wpierdol. Jak się jeszcze człowiek piwa napije, to już prawie orgazm - kij, że na sucho.

Wytyczne realizuję zazwyczaj w osiedlowej knajpie - znaczy, Spaghetterii przy Kobierzyńskiej, żeby było światowo. W ostateczności przed telewizorem.

Na przykład przedostatnio. Przeszedłem się z żoną, naszą przyjaciółką Karolą i dzieciaczkami na seans, pod mrożącym krew tytułem: Polska - Irlandia. Stolik zarezerwowany tydzień wcześniej, młodzież (w rozpiętości dwa do czterech lat) przeszkolona, że rodzicom nie wolno przeszkadzać i że ma się wybrać na knajpiany plac zabaw.

Jak to w życiu bywa, skończyło  się na teorii. Dzieci szalały po knajpie, ja starałem się ogarnąć je i meczową rozkminkę, a żona się wkurzała. Wszystkiemu przyglądała się koleżanka - jej Nikuś był najgrzeczniejszym dzieckiem tego wieczora.

Kiedy już wygraliśmy z tymi nieszczęsnymi północnymi Irlandczykami, mieliśmy iść pod nóż Niemcom. Jak dzisiaj wiadomo, Krzyżakom nie udało się  nas dojechać ani w pierwszym, ani w drugim programie telewizji. Czyli sukces!

Zdopingowany i podjarany "prawie zwycięstwem" wydarłem na balkon, co by wciągnąć powietrza w płuca i z całych cycków zawołać: AMBROZJA!!! Niestety nie udało mi się. Podsłuchałem bowiem - niechcący ofkors - dialog na tarasie piętro niżej - na temat czekającego nas meczu z Ukrainą:

- Ale chyba przegramy z tymi Ukraińcami...
- Dlaczego, kochanie?
- No bo u nich gra ten słynny mistrz świata.
- Mistrz? Jaki mistrz?!
-No ten... Kuliczko???

00:39, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 czerwca 2016

Korzystając z okazji, że właśnie odpaliłem na FB oficjalnego fanpejdża mojego bloga, postanowiłem przypomnieć klasyk: mój ulubiony wpis, jeden z pierwszych.

Popełniłem go - trollując usenetowe grupy dyskusyjne pl.pregierz, oraz pl.regionalne.krakow - ponad osiem lat temu. A w sierpniu dwa tysiące dziewiątego roku wrzuciłem, jako jeden z pierwszych, na dopiero co założony koziołkowy blog.

No i kurna do dzisiaj darzę go sentymentem :)

 

Gdzie w Krakowie - Sztuczne włosy łonowe (pl.pregierz, pl.regionalne.krakow, 26 stycznia 2008)

Przepraszam za cross-posta, ale oprócz zapytania chciałem napiętnować niestałość kobiet.

Otóż kolega planuje zrobić zdjęcia do folderu reklamującego salon kosmetyczny, zajmujący się m. in. różnymi metodami depilacji. W tym celu jakiś czas temu dokonaliśmy "wyboru" (w cudzysłowie, ponieważ została nam ona praktycznie narzucona) modelki która posłuży widokiem swych wdzięków podczas sesji foto.

Zamysł jest taki, by zrobić zdjęcia takiego bardzo zapuszczonego wzgórka łonowego, z włosami niestrzyżonymi od paru miesięcy, kudłatymi i rozczochranymi, a następnie przeciwstawić mu tę samą panią "po zabiegu", z podbrzuszem eleganckim i gładkim jak dupcia niemowlęcia.

Wszystko zostało omówione z dziewczyną kilka miesięcy temu. Modelka zaczęła się zapuszczać. Sesja miała odbyć się w przyszłą środę. No i niestety "kimba" - panienka pojechała wczoraj po bandzie do tego stopnia, że po pijaku wygoliła się na łyso - kilka miesięcy hodowania zarostu diabli wzięli.

Niestety nie wchodzi w rachubę inna kobieta, ponieważ żona kumpla jest cholernie zazdrosna i w drodze wyjątku zezwoliła, aby jako łono robiła jej siostra. Na nikogo obcego się nie zgodzi.

No i teraz pytanie: czy jest możliwość wypożyczenia gdzieś w Krakowie sztucznego, damskiego owłosienia łonowego? Takiego dzikiego, skołtunionego buszu? Ewentualnie co innego można by zrobić? Doklejanie oddzielnych kosmyków nie wchodzi w rachubę.

Koziołek

22:41, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17



GG:23200496