się żalę

środa, 25 maja 2016

Mój brat twierdzi, że Kuba ma murzyński głos. Ja bym traktował to jako komplement. Zwłaszcza, że chłopaki (i dziewczyna) są IMHO naprawdę dobrzy. Zdegustowany małą popularnością SoundQ, pozwoliłem sobie wysmażyć maila do Bartka Chacińskiego, krytyka muzycznego Polityki, w którym zawarłem swoje Gorzkie Żale :)

Szanowny Redaktorze Bartku,

Mieliśmy okazję parę lat temu wymienić kilka maili, przy okazji poświęconych polskiej muzyce, wpisów na moim blogu: http://przepraszamzacrossposta.blox.pl

Teraz oczywiście znów muzycznie. Czy wielu znasz wykonawców, tak niedocenionych,  jak dziewczyna i chłopaki z SoundQ? IMHO to niezła partia: potrafią grać, śpiewać na żywo:

https://www.youtube.com/watch?v=nMro9SsSVt0

i https://www.youtube.com/watch?v=K6kr88KboJE

Nagrali niezłą płytę, która często gości w moich odtwarzaczach:

http://artrock.pl/recenzje/52579/soundq_barbarians.html

Do tego występowali w telewizji (kilka razy):

https://www.youtube.com/watch?v=L1BBcVW6mRo

Na festiwalach:

https://www.youtube.com/watch?v=VISn_BMMzBY

No i – IMHO w obecnych czasach równie ważne jak zrobienie dobrej muzyki – wyprodukowali klipy, których mało który wykonawca by się powstydził:

https://www.youtube.com/watch?v=027VmzRgs9w

https://www.youtube.com/watch?v=6eh9SLZv0WQ

…i parę innych.

Więc chciałbym Cię spytać. Co się dzieje z naszym krajem, szołbizem i w ogóle, że ich produkcje mają na YT, 10x mniej wyświetleń, niż wrzucane przeze mnie, robione smartfonem, filmiki z gaworzeniem i zabawami moich dzieci?

Trzy tysiące wyświetleń? Przecież to, do cholery, smutne :-/ Czy naprawdę tu zaistnieć da się tylko przez udział w talent szoł?

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ich muzyka nie jest lekka i przyjemna, dla każdego. Ale to mnie, kurwa, nieco przytłacza…

Aha, gwoli wyjaśnienia. Nie jestem ich agentem, ani zdesperowanym członkiem rodziny któregoś z muzyków. Jestem po prostu fanem ich muzyki, trzymającym kciuki za to, żeby rozwinęli skrzydła, zanim się zniechęcą.

Z harcerskim pozdrowieniem,

Sebastian vel. Koziołek

 



01:30, koziolek_matolek_1234 , się żalę
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 kwietnia 2016

W ramach przygotowań do poniedziałkowego zabiegu musiałem wykonać kilka badań. Wśród nich było badanie krwi - robiłem je pierwszy raz od trzech lat. Oddałem zatem krew i następnego dnia zalogowałem się z numerem badania do serwisu www laboratorium analitycznego, by ściągnąć wyniki.

Jakież było moje zdumienie, gdy dla pięciu parametrów ujrzałem pogrubienia i czerwone wykrzykniki - normy zostały przekroczone. Zagłębiłem się bardziej w rozkminki, by zorientować się, o co kaman i zdrętwiałem - przekroczenia były kilkukrotne.

Szybko odpaliłem wujka gugla, by wyjaśnić znaczenie skrótów i otrzymanych wartości. Zbladłem jak ściana, oblał mnie zimny pot, a nogi zrobiły się jak z waty: wniosek był jeden - nowotwór lub białaczka.

Chłopaki od razu zobaczyli, że coś ze mną jest nie tak. Na pytanie, o co chodzi, odpowiedziałem, że mam cholernie złe wyniki i wskazują one na jakąś grubą chorobę. Po czym spieprzyłem do kibla i nie wychodziłem z niego dobre pół godziny.

Po wyjściu zasiadłem ponownie do kompa, by bardziej zagłębić się w temat. No i nie chciało być lepiej - przy odrobinie szczęścia miałem szansę na ciężką anemię, ale tylko tyle.

Autentycznie przerażony napisałem do przyjaciółki, która z racji, że sama dużo przeszła, lepsza jest niż niejeden psycholog. No i okazało się, że dobrze zrobiłem, bo przedstawiła kilka argumentów, które stłumiły mój lęk i pozwoliły nieco ochłonąć. Dzięki temu znacznie spokojniejszy mogłem pójść do mojego lekarza.

U lekarza wyszło szydło z wora: okazało się, że czytając tabelki, popierdoliłem sobie kolumny. Analizowałem "widełki" - wartość minimalną i maksymalną, interpretując pierwszą jaką tą właściwą, a drugą jako mój wynik. I stąd wyszło mi na przykład 500% normy dla takich Eozynofilów... W rzeczywistości zaznaczone na czerwono parametry minimalnie wychodziły poza zakres i wg mojego lekarza nie ma to najmniejszego znaczenia.

No i wyszedłem kurna na hipochondryka. A co się strachu najadłem, to moje. Już po wszystkim akcję podsumował Pablo:

- No, Sebek. Po twoim wyjściu z kibla wiedziałem, że znowu kilo mniej!

16:40, koziolek_matolek_1234 , się żalę
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 kwietnia 2016

...ale wielki krok dla ludzkości! - powiedział dzisiaj wieczorem Koziołek, gdy po raz pierwszy udało mu się ululać dwójkę swoich dzieci w jednym pokoju, a następnie go opuścić bez obudzenia latorośli :)

22:50, koziolek_matolek_1234 , się żalę
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 marca 2016

Stało się. Zdecydowałem się na zabieg laserowej plastyki podniebienia miękkiego. Znaczy, jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, nie będzie akcji typu tej, jaka przytrafiła mi się dawno, dawno temu, na południowych brzegach Morza Bałtyckiego.

Gdy dobrych dwadzieścia lat nazad pojechałem z kolegami do Łeby, coby zażyć uciech w postaci wolności, alkoholu i przychylnych chłopcom dziewoj, zdarzyło się, że zmęczony tańcem, przed północą zaległem w namiocie. Kumple jeszcze nie spali. Siedzieli sobie grzecznie na rozłożonych obok namiotu karimatach i rozmawiali o życiu. Byli dzięki temu świadkami dwóch rzeczy: po pierwsze - zacząłem chrapać i robiłem to z donośnością spalinowej piły łańcuchowej. Po drugie - po pół godzinie koncertu, z namiotu oddalonego od naszego o dobrych dwadzieścia metrów, wypełzł odziany tylko w slipki koleś i rozpaczliwie zawołał:

- Kurwa! Kto tu tak chrapie?!!!

Chrapanie to nie "to nie pluszowy miś ani kwiaty" - parafrazując piosenkę Happysad. "To też nie diabeł rogaty" - więc można z tym gównem walczyć. Dał mi przykład Pablo, kiedy parę miesięcy temu udał się na identyczny zabieg. Od tego momentu - nie licząc dwóch tygodni katorgi w postaci bóli pooperacyjnych - nie żałuje całej akcji. W sześć godzin doskonale się wysypia, a do tego nie musi wysłuchiwać utyskiwań wkurwionej małżonki, syna i sąsiadów.

Postanowiłem zatem pójść w jego ślady i dzisiaj stawiłem się na badaniu w krakowskim Szpitalu Bonifratrów. Zakwalifikowali mnie i jedenastego kwietnia, odziany w kusą piżamkę, zalegnę na sali operacyjnej, gdzie pod narkozą zrobią mi z gardła jesień średniowiecza.

Każda narkoza niesie ze sobą ryzyko, że już człek nie wstanie. Dlatego zawczasu, gdyby się okazało, że powinęła mi się noga, chuj bombki strzelił i się nie wybudziłem, zapraszam was na mój pogrzeb. Zatem jeśli w ten pamiętny poniedziałek po południu, na fejsie nie odezwę się ja, to jakiś czas później zrobi to Pablo, zapodając na moim fejsbukowym łolu info o tym gdzie i kiedy przykryje mnie pierzynka z krakowskiej gleby.

Aha. I jeśli ktoś będzie miał wtedy ochotę odwiedzić mnie w mojej ostatniej drodze, mam sugestię odnośnie kwiatków: otóż ostatnio lubię "czarne" róże. A robi się je tak: trzeba kupić bardzo świeże, ścięte tego ranka białe różyczki. Końcówki łodyg rozcinamy wzdłuż na cztery, pięciocentymetrowej długości, części. Następnie wstawiamy je do wazonu / słoika / wiaderka, do którego wlaliśmy dwie do trzech buteleczek chińskiego, czarnego atramentu Hero i wodę. Po trzech dniach atrament naciągnie kwiaty i będę mógł cieszyć się biało - szaro - czarnymi różami, złożonymi na moim grobie.

Ale to oczywiście ekstremum. No bo kto będzie was zabawiał durnymi wpisami na blogu, jeśli zabraknie Koziołka? ;)

22:36, koziolek_matolek_1234 , się żalę
Link Komentarze (3) »
środa, 02 września 2015

Miesiąc temu wybraliśmy się na "polskie" wczasy - znaczy, że w Bory Tucholskie. Wynajęliśmy domek nad jeziorem, w Kamieniu Krajeńskim. Tak się składa, że parę kilometrów od Kamienia mieszka moja ciocia, chrzestna brata. I do niej właśnie zawitaliśmy z żoną i dzieciarnią na jedną noc - przed zabukowaniem się na kempingu.

Jako świadomy, a do tego kochający swe dziateczki ojciec, opiekowałem się nimi, kąpałem i usypiałem, dając Mojemu Kochaniu odpocząć. Doszło do tego, że moja żona siedziała z ciocią w kuchni, popijały winko, a ja młodemu (bo młoda już spała) opowiadałem improwizowane bajki.

Jakież było moje zdziwienie tydzień po powrocie, gdy odwiedziłem moich rodziców. I usłyszałem tekst mamy:

- [Ciocia] Halincia powiedziała, że jesteś pod pantoflem
- Pantoflem? A dlaczego?!
- Bo ty zajmowałeś się dziećmi, a nie Aga

Przyznam, że się zdziwiłem.

I gdzie te chóry feministek, stających w mojej obronie???

01:44, koziolek_matolek_1234 , się żalę
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Moja Ukochana Szwagierka ma firmę geodezyjną. Ponieważ ostatnio podłapała grubsze zlecenie (wektoryzacja map geodezyjnych i wprowadzanie do komputera tak zwanych operatów - co by to wszystko nie znaczyło), poprosiła moją żonę o pomoc przy jego realizacji - czytaj: wklepywanie danych.

Sprawa jest dość pilna, a ja jestem bardziej biegły, jeśli chodzi o napierdalanie w klawiaturę, więc uzgodniliśmy podział: Moje Kochanie zajmuje się dziećmi, ja wpisuję operaty. Robię to wieczorami, ewentualnie w weekendy wyprowadzam się na pół soboty / niedzieli do szwagierki.

Idzie mi to w miarę sprawnie, jeśli nie liczyć pojedynczych "zonków", jak dzisiaj. Otóż siedząc nad laptopem należącym do szwagierki, bardzo się zapomniałem. Wszystko szło mi tak ładnie, że umknęła mi drobna, aczkolwiek ważna, rzecz. Zabyłem otóż, by robić CTRL+S. Po trzech godzinach siedzenia nad laptopem bez zapisywania pracy zebrało mi się na kichanie. No i sobie kichnąłem. Nieszczęśliwie oplułem monitor.

Mały pikuś: bierzemy szmatkę i ścieramy smarki z ekranu. Duży pikuś pojawia się wtedy, gdy przypominamy sobie, że ekran lapka jest ekranem dotykowym, a my właśnie dosłownie wyczyściliśmy sobie trzy godziny pracy...

21:59, koziolek_matolek_1234 , się żalę
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 kwietnia 2015

Zapewne kojarzycie ostatnio wysyp maili z załącznikiem zip (a w nim przeważnie siedzi sobie spakowany pliczek z rozszerzeniem exe)? Różne są "legendy", dołączane przez wiruso - spamerów, a mające zachęcić do otwarcia gówna na naszym komputerze.

Dzisiaj natomiast szczerze ubawiła mnie jedna z takich wiadomości - pod tytułem "Prośba o sprawdzenie umowy" - jej tekst:

"Nie zjebałem tylko twardą rozmowę narzuciłem. Musisz, kiedyś przyjechać na budowę to zobaczysz jak rozmawiają ze sobą chłopy.
Ja nie chcę od Ciebie „za free” tej umowy. Wystawisz mi normalnie fakturę za usługę. To jest dla mnie oczywiste?
W następnym mailu odniosę się do umowy.
Na czerwono zaznaczyłem to do czego nie mam pewności "

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że kupa jest chyba bardzo ciepła, bo zaktualizowany Norton 360 nie wykrył zagrożenia...

10:08, koziolek_matolek_1234 , się żalę
Link Komentarze (5) »
niedziela, 19 kwietnia 2015

Przyznam szczerze, że nie wiem.

Gdyby nie miał go mój młody - było nie było, malutki mężczyzna - Moje Kochanie nie zadzwoniło by dzisiaj do mnie do roboty (musiałem "przy niedzieli" wyrwać się na parogodzinną fuszkę):

- Kochanie, Mateusz dłubie w nosie.
- I to jest tak ważne, że odrywasz mnie od roboty? Powiedz mu, że nie wolno.
- Powiedziałam.
- No i w porządku.
- Nie jest w porządku. Powiedział, że tatuś też dłubie...

Co za wstrętny kłamczuch. Przecież zawsze obracałem się do niego plecami...

22:44, koziolek_matolek_1234 , się żalę
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 marca 2015


Od paru tygodni walczymy z młodym. Znaczy, z jego skłonnością do sikania w majtki - wszystko to skutek tak zwanego odzwyczajania od pieluchy.

Generalnie nie jest najgorzej. Jeżeli się Mateusza tak raz na pół godziny posadzi na nocnik, lub wysika "na stojaka", spodnie są suche, a majtki prawie. Jeżeli natomiast tajmingu się zaniedba - dokładka do prania murowana.

Wydaje się, że powinno być tip - top: Matuś potrafi siąść w kąciku i powtarzać sobie, co nauczyli go rodzice, a co ma mówić, gdy się chce siku: "Tata si si. Mama si si. Ciocia si si. Babuś si si." - i tak w kółeczko. Niestety jak przyjdzie co do czego, "tata si si" słyszę, gdy portki są już do wymiany.

Dzisiaj po kolejnym razie (było grubo, młody przeszczał się do skarpetek) Moje Kochanie spytało:

- Co się dzieje? Gdzie popełniamy błąd? Przecież wie, co ma mówić, jak chce mu się sikać albo kupę, a kończy się jak zwykle. - Zadumałem się, podrapałem w kroku i rzekłem:
- Chyba wiem, o co chodzi.
- O co?
- Mateusz zostanie naukowcem na jednej z uznanych, polskich uczelni. - żona zbaraniała. Zrobiła wielkie oczy i spytała:
- Skąd wiesz?!
- To elementarne, drogi Watsonie. Po prostu nasz syn to teoretyk, a nie praktyk...

21:26, koziolek_matolek_1234 , się żalę
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 lipca 2014

(CIACH TREŚĆ NOTKI)

 

Niestety z pewnych względów jestem zmuszony wykasować tę notkę. Ktoś z bliskich coś sobie znadinterpretował, ja kogoś przeprosiłem i jest git ;)

Stąd chwilowa przerwa w nadawaniu (włączyłem opcję "blog prywatny" - a byłem bliski jego zlikwidowania), ale wszystko powinno być oki :)

22:07, koziolek_matolek_1234 , się żalę
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5



GG:23200496