się chwalę

niedziela, 06 marca 2016

I znów się pochwalę.

Od trzech dni trzymam z rańca dziewięćdziesiąt sześć kilosów - to cztery kilo mniej, niż się ostatnio chwaliłem. Jako dowód zapodaję fotkie :)

...a jak już się oswoiłem z tym moim szczęściem, przyszło mi do głowy: a może by się tak obnażyć? ;) Postanowiłem więc pstryknąć sobie słit focię i zarzucić ją na fejsa - i tutaj.

Zatem tak wczoraj wyglądał Koziołek :)

22:16, koziolek_matolek_1234 , się chwalę
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 25 stycznia 2016

W sumie nie wiem, czy powinienem się tym chwalić. Ale dobra, niech będzie, w końcu wspominałem Wam o mojej diecie.

Osiem lat temu minąłem pędem "setkę", mknąc w górę skali mojej wagi łazienkowej. Wyhamowałem dwa lata temu, naście kilogramów powyżej, by następnie zacząć mozolny pochód w dół.

Przyspieszyłem znacznie opadanie dwa miesiące temu, by wczorajszego ranka, po raz pierwszy od 2007 roku, nie ujrzeć znienawidzonego Centum.

Tak więc potraktujcie mój wpis jako tzw. samomotywujący, w upartym dążeniu do położonego niżej celu :)

22:37, koziolek_matolek_1234 , się chwalę
Link Komentarze (6) »
wtorek, 11 sierpnia 2015

Mój nowy blat - marzenie każdego flejtucha. On nawet wypucowany wygląda jak usyfiony i porżnięty nożem. I nie był, kuźwa, tani. Ale tak wybrało Moje Kochanie, a ja będę mógł więcej odpoczywać:
- Kotku, umyłeś blat? Bo wygląda jak brudny!
- Kierowniczko. Ja tu cały czas myję. Kuchnia jest - to musi być brudny - parafrazując dialog z Misia.

A zdjęcie chwilowo tylko na moim fejsie - zalałem klawiaturę desktopa i nową notkę skrobnąłem z telefonu.

23:29, koziolek_matolek_1234 , się chwalę
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 stycznia 2015

Eksporterem jestem od wielu, wielu lat. Eksporter - w moim przypadku - to taki koleś, co od czasu do czasu sprzeda małe co nieco na zachód, korzystając z przelicznika 1:1 (złotówka tu, to jak euro tam). I jakoś się to kręci. Nie, żeby dużo tego było, ale zawsze dawało siakiś przychód.

Dzisiejsza transakcja nie przyniosła dochodu, ale za to maksimum ukojenia. Tego ostatniego tyle, ile można zyskać, mogąc spokojnie otworzyć piwo, puścić na słuchawki secik Ludvigusa (https://soundcloud.com/ludvigus) i zrelaksować się, nadrabiając zaległości w tworzeniu projektów dla klienta.

Co wyeksportowałem, spytacie? Otóż ząbkującą od tygodnia roczną córkę. Wprost w objęcia babci :))))

JULKA NA MOTORKU

23:17, koziolek_matolek_1234 , się chwalę
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 marca 2014

"Słuszną linię ma nasza władza" rzekła by zapewne położna odbierająca Koziołka, gdyby oglądała Misia (nb. nakręconego kilka lat później) - miałem grubo ponad cztery kilo i tak mi już zostało ;)

Trzy tygodnie temu postanowiłem zrzucić co nieco. Po raz enty, ale po raz drugi*** zawodowo i naukowo. Stwierdziłem, że uderzę w dietę "1500 kalorii", zapodaną mi swego czasu przez dietetyczkę.

Pochwaliłem się chłopakom, na co usłyszałem śmiech i tekst Kuby - "Prędzej mi kaktus wyrośnie, niż schudniesz" - chodziło o to, że zwierzyłem się z mojego planu: 18 kilogramów do końca czerwca.

I tak pierwszego czerwca mam stanąć publicznie na wagę. Jeśli będzie 95 lub mniej, chłopaki - Kuba i Wspólnik - wyskakują z litrowego Dżeka Danielsa każdy. Jeśli więcej - ja stawiam dwa litry ww. trunku.

Więc chodzi o to, żebyście mnie dopingowali. Trzy kilosy w trzy tygodnie schudłem, i oby tak dalej. Podobno to bezpieczne (dla organizmu i wykluczające ewentualny efekt jo-jo) tempo.

A wszystko to za sprawą pięciu lekkich posiłków dziennie, niepodżerania w przerwach i chlania wytrawnego winka zamiast piwka.

Powiem wam, że nawet nie jest tak źle. Ale... Trzymajcie kciuki!

*** Po raz pierwszy w dwa miesiące schudłem osiem kilogramów. Poddałem się, gdy poradnia dietetyczna do której zasuwałem, z lekka przygrała ze mną w chuja jako z  tzw.  pacjentem enefzetowym... Ale to już inna historia ;)

22:39, koziolek_matolek_1234 , się chwalę
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 07 października 2013

Tak się składa, że poza moją główną działalnością, dorabiam sobie na boku. Mała chałturka, sklepik na Allegro. Średnia sprzedaż to dwie stówki w tygodniu: dwie aukcje. Zarobku tyle co na flaszkę. Ot tak, żeby nie wyjść z wprawy detalisty (miałem kiedyś stragan z książkami i zabawkami na wadowickim "rynku", siakieś dwadzieścia lat temu z hakiem).

Dzisiaj stał się cud: na jednej aukcji klient zrobił mi trzytygodniowy obrót. Kupił sześć sztuk. Gdy to zobaczyłem, podskoczyłem z radości jak małpa na drucie i pobiegłem do Mojego Kochania z niemym (bo młody śpi) wrzaskiem radości:
- Kotku! Zalicytowali sześć sztuk! I kasę wpłacili!!! Wiesz kto? Szkoła katolicka! - na co żona, z kamienną twarzą: - No widzisz. Pan Bóg nad tobą czuwa - a ty nie wierzysz!

21:37, koziolek_matolek_1234 , się chwalę
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Wazelinuję - bo sześć tygodni temu począłem drugiego potomka ;)

22:17, koziolek_matolek_1234 , się chwalę
Link Komentarze (1) »
środa, 21 listopada 2012

Dawno temu, gdy chodziłem do technikum, część naszej klasy uczęszczała na nieobowiązkowe zajęcia z języka niemieckiego. Fakt ten utkwił mi w pamięci dzięki mojemu koledze, Ryśkowi. Rysio - pomimo że obcojęzykowo był nogą chyba większą niż ja, postanowił być ambitny i zapisał się na te lekcje.

Pewnego dnia, gdy wracaliśmy pociągiem ze szkoły, chłopak z pomocą kumpla powtarzał sobie materiał z zajęć. Wyglądało to tak, że jeden z nich rzucał jakiś zwrot po polsku, a drugi tłumaczył go na niemiecki. Generalnie Rychu miał straszny problem z wysławianiem się w języku Hitlera, ale wtedy przeszedł samego siebie, gdy coś w stylu "od rana strasznie męczą mnie hemoroidy" przetłumaczył na "Drimpcyk pimpcyk" - a tak przynajmniej wtedy usłyszeliśmy i męczyliśmy go tym do samej matury

Siakieś dwadzieścia lat później - czyli wczoraj - zadzwonił do mnie jeden z moich ulubionych klientów z informacją, że jego szef akceptuje postawione przeze mnie warunki finansowe i zaprasza na trzy, cztery dni do Wiednia (sesje foto odrestaurowanych przez jego firmę, dziewiętnastowiecznych wind). Po telefonie pobiegłem do sąsiedniego sklepiku po niegazowaną wodę mineralną. I spotkałem władającego perfekt niemieckim znajomka. Nie omieszkałem zagrać dziewicy i pożalić się na moją nieznajomość języka tambylców. Na co on zapodał dwie historie z jęzorem w tle.

Pierwsza była o tym, jak to w zamierzchłych czasach (przedszengenowych) jego kolega przekraczał autkiem granicę czesko - niemiecką. Pogranicznik, studiując paszport, spytał Pana Dokąd Jedzie. Ni chuja nie władający niemieckim, gdy tylko usłyszał standardowe Drimpcyk Pimpcyk i wypuścił nadmiar powstałej w trakcie zagotowania zwojów kory mózgowej pary, odpowiedział:

- Ja, ja. Volkswagen!

Druga natomiast przygoda przytrafiła się w skromnych progach domostwa, gdzie w pizdu poszły nasze polskie zasady i Wanda jednak Niemiaszka wybrała: do swej polskiej oblubienicy zadzwonił absztyfikant z Berlina. Traf sprawił, że Wandzia wyszła po fajki, a telefon odebrał władający wyłącznie polskim brat przyszłej pani młodej:

- [Niemiaszek] Drimpcyk pimpcyk [X 10]
- [Brat] Ty poczekać. Ja powiedzieć. Ona do ciebie TELEFUNKEN!

23:25, koziolek_matolek_1234 , się chwalę
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 czerwca 2012

He he. Potężna jest moc głównej strony (nawet tej od szybkich linków) JoeMonstera: dzięki niej Koziołek wskoczył na I miejsce najchętniej odwiedzanych blogów ubiegłego tygodnia w kategorii Pamiętnik Osobisty.

Z drugiej strony to tyle co nic, bo to tylko 63 miejsce bloxowego Top 1000. Ale choć przez chwilę poczułem się jak Morfeusz :)

To tak dla odnotowania w kronikach ;)

NUMERO UNO

20:52, koziolek_matolek_1234 , się chwalę
Link Komentarze (2) »
wtorek, 18 października 2011
Byłem dzisiaj z moim kochaniem u ginekologa, coby w końcu na własne oczy lajf przekonać się, jak wygląda ten, któremu za czterdzieści lat uroczyście przekażę prowadzenie bloga. Zresztą oceńcie sami, jak to to wygląda...

Tagi: koziołek
23:11, koziolek_matolek_1234 , się chwalę
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2



GG:23200496