wtorek, 27 października 2015

Mój Mati kocha wszystkie ciocie - przedszkolanki, ale najbardziej ciocię Madzię. Do tego stopnia, że dopóki pani Magda nie poszła na L4 (będzie mieć dzidziusia), zawsze chwilę po przyprowadzeniu do przedszkola bardzo się jej wstydził i chował za moją nogą, ale później - jak już się rozkręcił - nie opuszczał cioci ani o krok, a od czasu do czasu ją bił.

Pewnego wieczora, po tym, jak opowiedziałem mu bajeczkę, młody ogłosił:

- Ciocia Madzia może u nas zamieszkać i spać, bo już jej nie biję!

A dzisiaj, gdy odbierałem Matusia z przedszkola, ciocia Sabinka opowiedziała mi, jaka to wśród przedszkolaków zapanowała konsternacja w związku z odejściem cioci Magdy na zwolnienie. Otóż Średniaki wiedzą, że coś się dzieje. Znaczy, że ciocia ma w brzuszku dzidziusia, brzuszek rośnie i dlatego ciocia musiała iść do domku, co by odpoczywać.

Doszło do tego, że ciocia Sabinka, która przejęła gros obowiązków związanych z młodszymi dzieciaczkami, stała się dla nich numerem dwa i dzieci boją się, że też odejdzie. Mati na przykład strasznie się ostatnio popłakał, gdy jego przyjaciółka Karolinka upomniała Ciocię Sabinkę:

- Ciociu. Nie jedz śliwek, bo urośnie ci brzuszek jak cioci Madzi i będziesz musiała iść do domku!

00:19, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 października 2015

Mój młody się rozchorował. Nie poszedł dzisiaj do przedszkola, zamiast tego wybrałem się z nim z rańca do lekarza.

Nie ma tragedii - ot, takie dość zaawansowane przeziębienie, bez antybiotyku, tylko "biseptol" w postaci syropku: Bactrim się owo cudo nazywa. Tak czy inaczej mój chorusek zamiast udać się do rówiesników i jak w każdy poniedziałek, uczyć się pływać na basenie, został w domu pod opieką mamy.

Godzina trzynasta. Dzwoni żona:

- Mati ma sprawę do ciebie - i podała młodemu telefon. Ten, prawie płacząc: - Tatuś! JA NIE MAM STARY PIT!!! STARY PIT, PROSZĘ!!!

Kurwa. Przyznaję, że mnie zagiął. Stary PIT? A na cholerę młodemu mój PIT z zeszłego (albo wcześniejszy) roku? Co on. W księgowego się bawi, albo - nie daj Bóg - kontrolera skarbowego? Na wszelki wypadek poprosiłem mamusię, co by mi przetłumaczyła z maluszkowego na nasze.

Otóż okazało się, że stary PIT to w rzeczywistości Stary Pit: Old Puffer Pete z ukochanej (ostatnio) bajki mojego młodego :)

22:47, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 października 2015

Dzisiaj w ramach co parodniowej głupawki zastanawialiśmy się, jak można by nazwać firmę - punktem wyjścia były popularne swego czasu końcówki: -ex i -pol. Pamiętacie może młode lata dziewięćdziesiąte i eksplozję polskiego kapitalizmu? Co drugi świeżo upieczony biznesmen nazywał tak założone przez siebie przedsiębiorstwo.

Ale zanim przejdę do meritum, dwie ciekawostki:

Wspólnik, zanim się poznaliśmy, pracował w firmie Opus B (działa nadal, mocna firma na rynku reklamy). Skąd nazwa? Otóż właściciel o nazwisku Budzik, postanowił uderzyć w podniosłe tony - Opus B to nic innego jak Dzieło Budzika :)

Już na studiach - siedemnaście lat temu - wymyśliłem nazwę dla swojej przyszłej agencji reklamowej. Miało to być Bordo. Wszystko było fajnie. A zrobiło się jeszcze weselej, gdy jeden niedosłyszący pracownik stacji benzynowej, zawołał, wystawiając mi fakturę: - Może pan powtórzyć nazwę firmy?! Porno?!!!

Wracając do tematu notki. Rzuciliśmy kilka propozycji, przy czym w głosowaniu naszej czwórki (wpadł na kawę Kuba z sąsiedniej firmy od szkoleń BHP) wygrała propozycja Pabla, lub Wspólnika (nie pamiętam):

Producent czopków. Zakłady farmaceutyczne "WDUPEX".

 

EDIT: Jak zwykle w takich przypadkach okazuje się, że ktoś ściemnił ;) Otóż "firma Wdupex" już funkcjonuje: http://wdu-pex.prv.pl

22:53, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (2) »
niedziela, 04 października 2015

Nie wiem, na ile to jest prawda, ale ponoć swego czasu pewien dowciapny komornik zadedykował swojemu opornemu "klientowi", którego majątku nie mógł namierzyć, tę oto piosenkę.

W Koncercie Życzeń to było - podobno...

21:16, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 28 września 2015

Był dzisiaj u nas ksiądz. Przyszedł z ulicy, jako potencjalny klient. Przyjął go Pablo.

Rozmawiali około pięciu minut, księżulo nic nie załatwił - okazało się, że robota raczej nie była dla nas. Gdy wychodził, Pablo pożegnał go donośnym "do widzenia", na co Koziołek huknął:

- Co ty Pablo, w chuja grasz? On może kiedyś będzie świętym! "Do widzenia"? jakie "do widzenia"? "Szczęść Boże" się mówi! - na co Paweł, z przebiegłym uśmiechem:

- A ja cały czas mówiłem mu "proszę pana"!

23:34, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 września 2015

Trójka idąca chodnikiem: Ona, On i Ten Drugi. Wszyscy koło trzydziestki, "z hipsterka" ubrani, podpici. Słychać głównie Jego, od czasu do czasu Ona próbuje sie bronić, Ten Drugi milczy:

- [On]: Ty suko! Co ty sobie, szmato, myślałaś? Że co? Że mi można ot taki sobie rogi przyprawiać?
- [Ona]: Chlip, chlip!
- [On]: I to z kim?! - pokazując na Tego Drugiego - Z moim najlepszym przyjacielem?!!!
- [Ona]: Ale on chciał! To mu dałam!!!  - Chlip, chlip!
- [On]: Nie próbuj mnie, dziwko, skłócać z moim najlepszym przyjacielem! Jak suka nie da, to pies nie weźmie!!! Gdzie tu jest, kurwa, całonocny?!

13:31, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 września 2015



Dzisiaj miała miejsce dyskusja.

Wpadł do nas znajomy - ten od seksu z kozą. Znany jest nam z tego, że umawia się z paniami z portali randkowych, a schadzki organizuje w godzinach pracy. Szefowi mówi, że niby musi pojechać do klienta, a w rzeczywistości jest na bzykanku.

Ostatnio jednak musiał wrzucić sobie na luz. Twierdzi, że zaczęła boleć go pikawa i trochę zluzował - boi się, że dostanie w trakcie ryćkania zawału. Na co Pablo:

- A czym ty się Rafał w ogóle przejmujesz?
- Jak to, kurde, czym? Zawałem!
- No i co. Zadzwonisz do nas, my po ciebie przyjedziemy i odstawimy do nas - rzekł wspólnik.
- Co mi z tego? Na miejscu to mnie przynajmniej uratują. Jak mnie weźmiecie do siebie, to umrę. - Pablo:
- Ale umrzesz z honorem, a nie jako dziwkarz!

10:51, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »

Wpadł do nas ostatnio Tomasz ze swoją żoną, Rysią. Można rzec, nasi klienci, a jednocześnie dobrzy znajomi. Tomek odwiedza nas niekiedy pięć razy w tygodniu, by wypić kawę i pogadać o głupotach. Dziś opowiadał o imprezach, jakie za młodu urządzał (obydwoje z żoną są koło pięćdziesiątki).

Szczególnie jedna opowieść utkwiła mi w pamięci:

"Zrobiliśmy z Rysią raz imprezę. Zwaliła się masa ludzi, niektórzy już byli trzaśnięci, jak do nas przyszli, niektórzy zrobili się dopiero u nas.
Jeden koleś był tak najebany, że napuścił sobie wody do wanny, rozebrał się, wykąpał, a na koniec się do niej zesrał. I nie wypuścił wody.
W międzyczasie wystapiła awaria - zabrakło żarcia. Nie było wtedy jeszcze sklepów nocnych i całodobowych stacji benzynowych, więc wszyscy chodzili głodni i wkurzeni. Dopiero jeden nasz koleś problem rozwiązał - wychodząc z łazienki z czymś brązowym w ociekającej wodą łapie zawołał:

- Kurwa, mówicie, że nie ma nic do żarcia, a tu w wannie pływa pasztet!"

09:34, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 września 2015

Wspólnik przed chwilą wrócił z hurtowni. Zatrzymał się przed pracownią, nie gasząc silnika wypakował folie do druku i ze "szczęśliwą" miną oznajmił, że wygrał małe co nieco u Opla (której to marki samochodem jeździ). Na nasze zdziwione miny i pytanie "co wygrałeś", oznajmił: - Wycieczkę!

Co się okazało. Zapchał się filtr FAP i musi zapierdalać na obwodnicę, co by go przepalić :)

10:53, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 września 2015

Dawno, dawno temu, zaraz po studiach, wpadłem do Wadowic, by spotkać się z kolegą. Powiedzmy Krzyśkiem Żet. Usiedliśmy w wiejskiej knajpce, walnęliśmy po parę browarów, następnie przenieśliśmy się na pobliską ławeczkę. Tam nabiłem Szamańskim Zielem fajeczkę i przypaliliśmy.

Traf sprawił, że całą akcję ktoś widział i po prawie roku podpierdolił Krzysia na policję. Niby że miał trawę i częstował jakichś tam małolatów, co było nieprawdą.

W związku z tym (pięć lat zapieprzania do jednej klasy w technikum zobowiązuje) postanowiłem zeznać w jego sprawie, wziąć wszystko na klatę i potwierdzić, że kolega "ma tyle z narkotykami, co z mercedesami", palenie było moje, bo lubię sobie przyjarać i robiłem to tylko ja - nikt nikogo nie częstował (za to było parę lat srania w pasiaki, nie wiem, jak jest teraz).

Specjalnie umówiłem się z śledczym na okolice Wielkanocy, co by upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i odwiedzić wraz z żoną - a wtedy narzeczoną - moich rodziców. Przy okazji spotkać się z rodzinką z Bydgoszczy, która rodziców akurat odwiedziła.

Idąc na przesłuchanie, naściemniałem mamie, że rzecz się tyczy jakiejś ukradzionej kosiarki spalinowej, o której nic nie wiem.

Po przesłuchaniu zadowolony z siebie wparowałem na rodzinny obiad, gotów opowiedzieć, jakie to kołomyjki są z nieszczęsną, skradzioną koledze kosiarką. I tu wyszło, że nie doceniłem mojej mamy, jej kontaktów i innych takich - mama przez dwadzieścia lat była kierowniczką centrali telefonicznej, po upadku komuny w TP i prawie wszystkich w tym nieszczęsnym, świętym mieście znała.

Gdy już wyluzowany usiadłem przy zastawionym stole obok Mojego Kochania, mama na cały głos spytała:

- To co, jaraliście z Krzyśkiem tę gandzię?

Przyznam, że szczęka mi opadła...



00:03, koziolek_matolek_1234 , Jak dziś pamiętam
Link Komentarze (2) »



GG:23200496