sobota, 06 sierpnia 2016

Do Chuja Wacława. Nie wiem - śmiać się, czy płakać. I pomału zaczynam się bać tego, co stanie się za lat kilka.

Taka sytuacja.

Wracaliśmy sobie parę dni temu nazad z urlopu. W Siewierzu to było: tam zawsze wielki korek, więc po paru godzinkach autostradowo - gierkówkowej napierdalanki zwolniłem niemal do zera, jak jeden z wielu kierowców tego pięknego, sierpniowego dnia.

Zmiana tempa jazdy wybudziła moje dzieciaki, więc wdałem się z nimi w rozmowę, jednocześnie żonglując po kanałach w poszukiwaniu siakiejś fajnej stacji (a konkretnie Antyradia, które mój pierworodny bardzo lubi).

Nagle Mati zaczął krzyczeć:

- Tatuś Sebuś! Nie przełączaj! Tam jest reklama, ja chcę słuchać!!!
- Matuś, jaka reklama? - spytałem zdezorientowany, bo akurat obił mi się o uszy może nawet nie najgorszy, ale jednak popowy kawałek.
- Tak, tatuś! To jest taka reklama, co idzie pan, ale śpiewa jak pani! - i mój czterolatek zaczął sobie nucić co nieco pod nosem.

Zaciekawiony i nierozumiejący, jednocześnie błogosławiąc zdobycze "postępu" technologii, odpaliłem Shazam. Wyskoczył wynik, który wklepałem w Wujka Gugla (tak, wiem, że siedząc za kierownicą, ale akurat od paru minut nie przejechaliśmy nawet metra, więc czuję się rozgrzeszony) i zakumałem: w radiu produkowała się niejaka Natalia Nykiel. Natomiast kawałek został wykorzystany w reklamie Świętej Pamięci Ery, ze Zbyszkiem Religą*** w roli głównej, którą właśnie skojarzył Mateusz. I te właśnie puzzle połączył w całość mój synonimek. A co ciekawe: nasze dzieciaki w tiwi praktycznie oglądają tylko dobranockę na kanale dla dzieci...

Strach się bać. W takim tempie przed pięćdziesiątką dzieciaki pochowają mnie w małej, szykownej urnie. Byle nie z melodyjkami.

*** Dla tych, co nie oglądali tego naprawdę dobrego filmu: "Bogowie", z główną rolą Tomasza Kota.

 

Reklama, o której mówiłem:

I oryginał:

00:46, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (2) »
wtorek, 02 sierpnia 2016

Dawno, dawno temu (osiem miesięcy pewnie będzie), przy okazji czyichś imienin albo urodzin, siedzieliśmy sobie z chłopakami przy alko. Po południu już było - maszyny powyłączane, mieliśmy za godzinkę jechać na kręgle, więc byliśmy zrobieni. Nagle - niczym Pomysłowemu Dobromirowi (kto ma czterdzieści lat z hakiem - jak ja - skuma czaczę) - pękła nad głową piłeczka: z kolejnym pomysłem na biznes!

- Chłopaki. Mam pomysł. A gdyby tak założyć salon sprzedaży łazienek? Sprzedajemy między innymi kabiny prysznicowe, dostępne na rynku za cirkaabałt minimum trzy koła, w cenie 30% wyższej. Czyli taką dostępną w kastoramie za trójkę, luniemy za czwórkę. Jest to do zrobienia - po ostatnich słowach sięgnąłem w miarę jeszcze pewną dłonią po miks lidlowego burbona z kokakolą.
- Niby jest - rzekł Adam. Ale jak niby wytłumaczysz przeciętnemu frajerowi, żeby po pierwsze primo: w ogóle do nas przyszedł? Po drugie primo: zostawił u nas sałatę?
- Sprawa prosta jak budowa cepa. Działamy a la salon samochodowy: zapraszamy na jazdę próbną!
- ...
- To elementarne, drogi Adamie Łotsonie. Potencjalny klient, zdecydowany zanabyć kabinkę prysznicową, takową kupuje. Zwrotów ofkors nie ma. Po zakupie, spośród np. dziesięciu dostępnych w tej cenie, wybiera sobie tę jedną.
- No dobra, Szerloku Koziołku. Ale spytam jeszcze raz. Po kiego Chuja Wacława ktoś ma u nas wykupić jazdę próbną tylko w jedną stronę?
- No bo będzie sobie mógł wybrać: w każdej z dostępnych kabin będzie czuwać cud dziewczyna, albo miód adonis, który to młodzianek w każdej z kabin umyją mu plecy.  I nie ma to, czy tamto: dziewucha w gaciach i cyckonoszu, a chłopaczek w gatkach - Adaś podumał chwilę, uraczył się drinkiem i spytał:
- A czy to czasem nie podchodzi pod stręczycielstwo?
- Adaś, a czy ja wyglądam na alfonsa? Przecież nawet futra nie mam... - w tym momencie wrypał się Pablo. Przygotowywał kolejkę drinów, ale jako czujny, wyrobiony w bojach pracownik, był na na nasłuchu:
- Seba. Uwzględniłeś w biznesplanie stalowe szelki?
- Po chuj? - spytałem skonsternowany.
- Ano taki, że jak napalona MILF złapie "pomywacza" za jaja. Żebyście nie płacili odszkodowania za moje straty moralne, jak mnie pielgrzymi ŚDM bez gaci zobaczą...

00:44, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 lipca 2016

Siedzimy dzisiaj z naszymi gośćmi na tarasie domku. Ciągnę Młodego za język, a ten opowiada:

- Matuś. Powiedz cioci i wujkowi, którą koleżankę lubisz najbardziej?
- Karolinkę T. Bardzo ją lubię!
- A za co ją lubisz? - drążę temat, pod kątem tego, co już jakiś czas temu wrzucałem na fejsa: że Karolinka ma fajne zabawki i "mu pokazuje". Okazało się, że nie doceniłem Młodego, a całości rozkminki nie dointerpretowałem ;)
- Bo Karolinka T. mi pokazuje: zdjęła majtki i pokazała mi pupę i pisię! - ciotka z wujkiem płaczą ze śmiechu, a ja przeżywam chwilę konsternacji. Ale nie odpuszczam, nie można być miętkim:
- Matuś. A ty pokazywałeś Karolince susiaka?
- Tatuś Sebuś. No co ty! Siusiaka dziewczynom pokazują tylko głuptasy!

20160728_175947540x523

 

00:38, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 lipca 2016

Złe języki mawiają, że księża to forpoczta zabobonu, zacofania i siusiak wie czego. Otóż nie. Po ostatnim spotkaniu z Wielebnym muszę odszczekać, skulony pod naszym stołem do cięcia banerów.

Jak zapewne wiecie, w naszym świętojebliwym mieście, w którym zamiast "na dwór" wychodzi się "na pole", organizuje się SMK - Spęd Młodzieży Katolickiej. Zjadą się ledwoletni z całego świata.

Jak to zwykle bywa, przed "dedlajnem" (który w tym przypadku wypada na początku przyszłego tygodnia) cała masa ludzi budzi się z ręką w nocniku - że niby dzisiaj przypomnieli sobie o tym, że coś było do zrobienia "na wczoraj".  Tak też było z pewnym panem, który w swej farbowanej na czarno sukience stanął w naszych drzwiach.

Okazało się, że zlecenie w ciągu dwóch dni i za oferowane z tacy pieniążki jest przez nas nie do przemielenia. I gdy już miałem statecznemu, brzuchatemu panu w średnim wieku to uświadomić, rozćwierkał się jego fon:

- No cześć Franiu... Tak, dzwoniłem... - tu ksiądz spojrzał na nas przepraszająco, przysłonił słuchawkę i powiedział: - przepraszam, panowie. Pilny telefon.
- Słuchaj. Miałem taką akcję na Piastowskiej. Zaatakowała mnie jakaś czarownica z rudymi włosami!
- (...)
- Tak, strzelałem do niej. Ale nic to nie dało. Zeżarło mi wszystkie bolle [??? - Koziołek], a jej nie ubiłem!
- (...)
- Spierdolił!

I tak gadka w ten deseń trwała minutę. Po czym plebanek pożegnał się z kolegą, a nas przeprosił:

- Przepraszam, panowie. Gram w Pokemony.



00:39, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 lipca 2016

Na fejsbukowej odnodze grupy dyskusyjnej pl.pregierz Wojciech Piotr zarzucił taki, wyszperany przez niego gdzieś w sieci, soczysty tekst :)

A teraz wyobraźmy sobie zamach stanu w Polsce.
1. Wybucha w środę.
2. Miał wybuchnąć w poniedziałek, ale jest obsuwa.
3. W piątek - oczywiście, że nie, bo weekend i wojsko przecież nie będzie pracować.
4. Od dwóch miesięcy wszyscy wiedzą, że jebnie, bo dowodzący zamachem łazili po telewizjach i się tym chwalili, ale rząd ma sondaże CBOS, że zamach nie ma poparcia w narodzie.
5. CBOS myli się o 70%.
6. Zamachowcy zajmują telewizję bez jednego wystrzału.
7. Wszyscy dziennikarze płaszczą się i proponują pomoc w przejęciu władzy.
8. Poza tymi, którzy są tradycyjnie rządowi przychylni.
9. "Zamachowcy powinni rozmawiać z demokratycznie wybranym rządem, a nie poszerzać rowy podziałów i budować w społeczeństwie mury".
10. W telewizjach bez zmian.
11. W TVN Gromosław Czempiński chwali skuteczność wojskowych.
12. W TVP Roman Polko gani wojskowych za brak skuteczności.
13. W TVN Hołdys mówi o podziałach z winy rządu.
14. W TVP Zelnik mówi o podziałach z winy wojska.
15. KOD wychodzi na ulicę.
16. W liczbie 300 osób.
17. Gazeta Wyborcza podaje, że Polacy masowo wspierają zamach stanu, a TVP że to tylko małe grupki KOD-owców.
18. Zwolennicy rządu wychodzą na ulice.
19. W liczbie 100 000 osób.
20. Warszawski ratusz wskazuje, że wyszło 5 osób a rząd, że 10 000 000.
21. Po 3 godzinach od wybuchu zamachu wojsku kończy się paliwo
22. TVP przeprowadza wywiady z wkurwionymi kierowcami, którzy nie mogą przejechać przez Most Łazienkowski bo czołg blokuje przejazd
23. "Panie, to niech robią zamach stanu w sobotę, a nie jak wszyscy do roboty jadą. Mam spotkanie planowane od tygodnia, a ci sobie jakieś imprezy robią na środku ulicy. Gdzie jest policja?"
24. Opozycja nie zabiera głosu, bo nie może dojść do porozumienia, kto będzie ich reprezentował w Pytaniu na Śniadanie.
25. W efekcie szefowie opozycyjnych partii łażą po mediach i napierdalają na innych, że ci nie potrafią w obliczu takiego wydarzenia się zjednoczyć.
26. Rząd odważnie czeka.
27. W sumie chja tam odważnie, bo pan prezes Kaczyński jest na wakacjach we Fromborku i jeszcze nie wiadomo, co ma rząd myśleć.
28. Około godziny 16 większość żołnierzy wraca o koszar, bo 8 godzin pracy i fajrant.
29. Wróciłoby więcej, ale straż miejska ponakładała blokady na gąsienice czołgów i koła BWP.
30. Żołnierze opuszczają telewizję.
31. Wszyscy dziennikarze plują na podłych niedemokratycznych zamachowców i wychwalają skuteczną politykę rządu.
32. Poza tymi, którzy tradycyjnie są antyrządowi.
33. "Rząd powinien rozmawiać z zamachowcami, a nie budować w społeczeństwie mury i rozszerzać rowy podziałów."
34. 30 lat po zamachu zapadają wyroki w pierwszej instancji.
35. Główni twórcy zamachu stanu dostają po dwa lata w zawieszeniu na trzy.
36. Wkurwiony Mateusz Kijowski rzuca tortem w sędziego krzycząc, że to hańba.
37. Dostaje rok bezwzględnej odsiadki...

21:34, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 lipca 2016

Kocham moje dzieciaczki. One mnie też - wiem to, pomimo tego, że często dają mi w palnik, a sąsiedzi na sto procent mają dość ich pohukiwań i tuptania małych stópek nad głowami. I dlatego skrzętnie konotuję akcje z udziałem moich małych przemądrzałków :)

Młody jakiś czas temu dostał nowy tapczanik - ten z wyścigówką.

Pewnego wieczora kładę go spać. Rozkładam tapczan, zaścielam. Mati z Julką już w piżamach stoją pod ścianą i tylko się przyglądają.
Nagle Mateusz obejmuje siostrę i mówi:

- Zobacz Julcia. Jakby tatuś miał taki tapczanik, jak ja, to by sobie inaczej życie ułożył...

***

Moja rozbrykana parka po kolacji wpadła do łazienki. Złapali za szczoteczki, po czym zamiast myć ząbki zjedli pastę i zaczęli pluć na siebie pianą.

Wkurwiłem się trochę, ale jak nakazuje kodeks współczesnego rodzica, powściągnąłem emocje. Powiedziałem tylko, lekko podniesionym głosem:

- Dzieci. Jak dalej będziecie niegrzeczne, nie opowiem bajki na dobranoc! - efekt był, niestety połowiczny. Dzieciaki się uspokoiły, ale po chwili Mati przygarnął Julę do siebie i wyszeptał jej do uszka:
- Julcia. Choć, zrobimy tatusiowi na złość, bo go nie lubimy - następnie napluł jej na głowę.

***

Odebrałem młodego z przedszkola. Tradycyjnie wymógł na swym uległym ojcu wizytę w sklepie - czasem konsumuje bułkę, czasem loda, przeważnie bierzemy coś do picia: soczek w kartoniku, lub niegazowaną wodę. Tym razem zażyczył sobie aż trzy pudełka soku jabłkowego i od razu po wyjściu ze sklepu wytrąbił dwa, jeden po drugim. Gdy sięgał po trzeci, zszokowany rzekłem:

- Mateuszku, ale zawsze mamusia z tatusiem ci mówią, byś tak dużo i tak szybko nie pił, bo się zsiusiasz.
- Tatuś Sebuś, ale właśnie ja muszę dużo pić, żeby dużo siusiać!
- Synku, ale dlaczego?!
- Bo jak będę dużo siusiać, to będę mieć dużego siusiaka - jak ty!

 

23:09, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (2) »
środa, 29 czerwca 2016

Dziś jeszcze odgrzewam - post z maja 2011. Następnym razem postaram się wysmażyć coś nowego :)

O krok od tragedii - zgubne skutki zaniedbań w zakładzie

Piszę tę notkę wszystkim szefom ku przestrodze, bowiem niejeden pracownik zginął śmiercią tragiczną z winy pracodawcy. Niewiele brakowało i ja miałbym na sumieniu jakieś życie, a na pewno nie otrząsnąłbym się z traumy do końca moich dni.

Tak się złożyło, że Pablo, pracownik mojego wspólnika został w naszej pracowni (tak, wiem, że to skomplikowane) sam. Niestety pod naszą nieobecność musiał wejść do Śluzy.

Śluza to pomieszczenie, w którym miedzy innymi składujemy zużyte wkłady do maszyn drukarskich - sama chemia i inny syf. Czekają tam sobie, dobrze zabezpieczone, na odbiór i utylizację przez wyspecjalizowaną firmę. Generalnie do śluzy wchodzi się tylko wtedy, gdy naprawdę trzeba. Ponieważ jest to miejsce niebezpieczne, jest ono zabezpieczone przed wyniesieniem czegokolwiek. Po prostu: w większości przypadków nie da się go opuścić bez wczytania i dekodowania w czytniku specjalnej taśmy celulozowej jednorazowego użytku. Trzeba by być przechujem, aby wykorzystać już raz użyty fragment taśmy, tak więc zabezpieczenie jest nie do złamania.

I tego właśnie, feralnego dnia odwiedziłem rano Śluzę i umieściłem w czytniku ostatni kawałek taśmy. Niestety zapomniałem o sprawdzeniu ilości rolek w sejfie i uzupełnieniu zapasu - Śluza dla samotnego delikwenta stała się pułapką bez wyjścia.

Parę godzin później "na mieście" zastał mnie telefon uwięzionego Pabla (wewnętrzny regulamin nakazuje udać się do Śluzy z dwoma sprawnymi telefonami komórkowymi). Wtedy właśnie uświadomiłem sobie, że dojebałem zostawiając go samego w firmie i nie uzupełniwszy uprzednio zapasu nośnika.

Gaz do dechy i nawrót o 180 stopni na najbliższym skrzyżowaniu. Myślę, że pobiłem swój rekord - odcinek od "Jubilata" (prawie centrum Krakowa) do pracowni na Bieżanowskiej pokonałem - w godzinach szczytu - w jakieś siedem minut. Całe szczęście zdążyłem - poziom toksyn w zamkniętej Śluzie nie przekroczył wartości krytycznej. Pablo nie stracił jeszcze przytomności i wyszedł ze środka o własnych siłach.

Niniejszym piętnuję własne zapominalstwo. Pamiętajcie! Nigdy w życiu nie zostawiajcie sracza bez zapasu papieru toaletowego!!!


Z harcerskim pozdrowieniem,

Koziołek



09:04, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 czerwca 2016

W ramach Dnia Odgrzewanego Kotleta kolejny post z początków bloga - tym razem zamieszczony na koziołkowym blogu sześć lat temu z hakiem :)


Wsadzenie komuś do kieszeni psiej kupy (pl.pregierz, pl.soc.prawo, 12 grudnia 2007)

Przepraszam za cross-posta.

Dzisiaj na trawniku naszej wspólnoty mieszkaniowej jedna pani z bloku na przeciwko "wyprowadziła" pieska - i nie posprzątała. Zwróciłem jej uwagę (są tabliczki - info dot. własności trawnika, tabliczka "zakaz wyprowadzania psów" - 10 metrów dalej jest miejsce o tym właśnie przeznaczeniu, dodatkowo z koszem i wiszącymi jednorazowymi rękawiczkami). Zaproponowałem jej taką właśnie rękawiczkę, na co ona rzuciła tekstem, że nic jej to nie obchodzi. Więc ja posprzątałem za nią (w rękawiczce), podszedłem i wrzuciłem g...no pieska do kieszeni jej płaszcza. No i ona mi teraz grozi sądem etc.

Moje pytanie jest takie: czy zwalenie kupy na moim trawniku przez jej pieska i nie posprzątanie to mniejsze zło niż to co ja zrobiłem? W końcu oddałem jej własność. Są świadkowie całej sytuacji, ja się niczego nie wypieram. Czy i co komu z nas grozi?

Pozdrawiam, Koziołek

Ps. Sytuacja na 100% autentyczna - nie trolluję. Pytam jak najbardziej poważnie, bo tak też skończy się sprawa.
Ps. 2: Cross na pręgierz: pręt tej babie.

 

I jeszcze jeden post - koziołkowa odpowiedź na post jednego z Grupowiczów:

KRZYZAK napisał:

Art. 191. § 1. Kto stosuje przemoc wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania, zaniechania lub znoszenia,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Ale to nie była przemoc. Stanąłem koło baby z g...nem w ręce i spytałem tylko, czy mam jej wsadzić kupę jej pieska do kieszeni. Ona odpowiedziała: "proszę bardzo, niech pan wsadzi" No to jej wsadziłem, i wtedy dopiero się zaczęło...

Koziołek



20:02, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (3) »
środa, 22 czerwca 2016

W poniedziałek z samego rana zdawaliśmy sobie relacje z tego, co kto przez weekend porabiał. Gdy już opowiedzieliśmy z Adasiem nasze historie, glos zabrał Pablo:

- A ja byłem na rybach!
- No i? - spytałem, wszakże wszyscy wiedzą, że Paweł jest zapalonym wędkarzem
- I widziałem kukułkę!
- Pffff... Co w tym dziwnego?

Okazało się, że Pablo widział nie tylko kukułkę, ale cały zegar. Otóż gdy przyjechał nad rzekę w swoje ulubione miejsce, na którym zazwyczaj łowi, zastał tam rozbity namiot. Ot, normalka. Nic nadzwyczajnego nad Rabą. Ciekawie zrobiło się później. Otóż w pewnym momencie ze środka zaczęły dochodzić dziwne odgłosy, a cały namiot zaczął się kołysać w przód i w tył. Na "drzwiach" zaś, dokładnie tam, gdzie dwie połówki spina zamek błyskawiczny, pojawiało się i znikało dziwne wybulenie - coś jak na brzuchu i klatce piersiowej ofiary Obcego, gdy stworek przegryzał się na wolność.

Nagle zamek nie wytrzymał i roztargał się z głośnym zgrzytem, a w utworzonej w ten sposób dziurze pojawiła się kobieca głowa. Która też pojawiała się i znikała.

Tajemnica wyjaśniła się po jakimś czasie, gdy białogłowa opuściła namiot, a za nią umęczony, spocony pan.

- No i się bzykali w tym namiocie - zakończył Paweł - a panna powinna była wołać "Ku - ku! Ku - ku! za każdym razem, jak  tylko wystawiała głowę, to bym sobie zegarek nastawił!

18:51, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 czerwca 2016

Bez bicia przyznaję, że ze mnie to raczej taki piknik. Przyjść na mecz, spokojnie go obejrzeć i nie dostać wpierdol. Jak się jeszcze człowiek piwa napije, to już prawie orgazm - kij, że na sucho.

Wytyczne realizuję zazwyczaj w osiedlowej knajpie - znaczy, Spaghetterii przy Kobierzyńskiej, żeby było światowo. W ostateczności przed telewizorem.

Na przykład przedostatnio. Przeszedłem się z żoną, naszą przyjaciółką Karolą i dzieciaczkami na seans, pod mrożącym krew tytułem: Polska - Irlandia. Stolik zarezerwowany tydzień wcześniej, młodzież (w rozpiętości dwa do czterech lat) przeszkolona, że rodzicom nie wolno przeszkadzać i że ma się wybrać na knajpiany plac zabaw.

Jak to w życiu bywa, skończyło  się na teorii. Dzieci szalały po knajpie, ja starałem się ogarnąć je i meczową rozkminkę, a żona się wkurzała. Wszystkiemu przyglądała się koleżanka - jej Nikuś był najgrzeczniejszym dzieckiem tego wieczora.

Kiedy już wygraliśmy z tymi nieszczęsnymi północnymi Irlandczykami, mieliśmy iść pod nóż Niemcom. Jak dzisiaj wiadomo, Krzyżakom nie udało się  nas dojechać ani w pierwszym, ani w drugim programie telewizji. Czyli sukces!

Zdopingowany i podjarany "prawie zwycięstwem" wydarłem na balkon, co by wciągnąć powietrza w płuca i z całych cycków zawołać: AMBROZJA!!! Niestety nie udało mi się. Podsłuchałem bowiem - niechcący ofkors - dialog na tarasie piętro niżej - na temat czekającego nas meczu z Ukrainą:

- Ale chyba przegramy z tymi Ukraińcami...
- Dlaczego, kochanie?
- No bo u nich gra ten słynny mistrz świata.
- Mistrz? Jaki mistrz?!
-No ten... Kuliczko???

00:39, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 51



GG:23200496