sobota, 29 października 2011

Nie ma to jak sobie poklikać z księdzem ;) Produkcja nie moja - znalezione w Top Basha.

<sacrum_profanum> kurwa jak pomysle ze mam wstawac w niedziele o 6 rano to chuj mnie strzela normalnie
<Ja> a po co tak rano?
<sacrum_profanum> do roboty kurwa
<Ja> a gdzie pracujesz?
<sacrum_profanum> ksiedzem jestem 

21:34, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (3) »
czwartek, 27 października 2011

...parodniową grypę żołądkową piętnuję.

Zaczęło się przedwczoraj o dwudziestej drugiej. Cała noc i cały wczorajszy dzień jazda na dwa otwory. Dzisiejsza noc to już tylko mdłości i ból brzucha.

Kompa musiałem włączyć, żeby chłopakom projekt przerobić, to skrobnąłem przy okazji notkę.

Idę umierać dalej :(

11:24, koziolek_matolek_1234 , się żalę
Link Komentarze (2) »
wtorek, 18 października 2011
Byłem dzisiaj z moim kochaniem u ginekologa, coby w końcu na własne oczy lajf przekonać się, jak wygląda ten, któremu za czterdzieści lat uroczyście przekażę prowadzenie bloga. Zresztą oceńcie sami, jak to to wygląda...

Tagi: koziołek
23:11, koziolek_matolek_1234 , się chwalę
Link Komentarze (6) »
niedziela, 16 października 2011

Pozwolę sobie przytoczyć posta którego Bydlę wrzucił dzisiaj na pl.pregierz. Tak mi się kurna spodobał. Ja bym rozszerzył krytykę na cały kraj, bo nie tylko stolyca słynie z baranów za kierownicą...

 

Piętnuję. Co za stado dziwolągów!

Ruszyłem na małą wycieczkę - spod GalMoku do Piaseczna i z powrotem. Jakieś 18 kilometrów w sumie. A po drodze cała galeria stworów, które uczciwie kupiły i samochód, i prawo jazdy;

- stoi sierota ĆwierćstaMetraToZaMało w przecznicy po prawej, widać ją z daleka (więc i ona widzieć winna), kierunkowskaz włączony, głowa obrócona w naszym (nadjeżdżających z prędkością około 30 km/h, bo w perspektywie czerwone światła) kierunku, samochód jakieś 2 metry od jezdni (na którą chciał wjechać) i... 20 metrów odstępu między samochodami to było zbyt mało, by się płynnie włączyć do ruchu.

- jedzie pacan (Bazyliszek?) z absolutnie zbędnymi w jego pojeździe lusterkami, bo i tak w nie nie patrzy - w momencie, w którym zmienia pas, włącza kierunkowskaz i zdumiony gwałtownie hamuje i odbija na dżwięk klaksonu.

- pan OżeżKurwaPrzecieżJaTuSkręcam napierw wciska się w niewielki odstęp zmieniając pas na środkowy, wyprzedza autobus komunikacji miejskiej i natychmiast przed nim skręca zmuszając kierowcę autobusu do akrobacji cyrkowej połączonej ze staniem na hamulcu oraz zamieniając pasażerów tegoż autobusu w bile bilardowe pędzące wiadomo jak i dokąd.

- pani WieśMacRaz! z włączonym prawym kierunkowskazem gwałtownie z prawego przez środkowy na lewy pas skręca, bo jadłodajnia znienacka zza drzew wyskoczyła po lewej stronie, a żreć trzeba.

- pani AJeszczeCiPowiem! blokująca wjazd na parking, bo koleżanka stoi i pewnie zesrałyby się obie, gdyby piesza zrobiła 10 kroków, a zmotoryzowana przejechała 5 metrów uwalniając wąski wjazd.

- pan JestemDyplomatąISzykujSięDoZbliżającejSięPodróży z Japonii bez używania kierunkowskazu zjeżdża na prawo, po czym w ostatnim momencie zmuszając do hamowania pojazdy za nim zjeżdża nagle na lewy pas, hamuje (zajebista kolejność) usiłuje cofnąć, po czem powoli pokonuje estakadę, bo wąsko - ledwo miejsca na półtora samochodu.

- pani JaSięNieZmieszczę? twardo jadąca po pasie do skrętu w prawo, bo zablokować go (oraz chcących skręcić na zielonej strzałce) tuż przed światłami, bo ona jednak będzie jechała prosto, za to powoli.

Strach pomyśleć co będzie, gdy to bydło (sic!) ocipieje przed 1 listopada i przed świętami - zrobią wszystko, by nie można było po prostu korzystać z dróg.

Uff!
Trochę mi ulżyło.

--
Bydlę


14:44, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (2) »
czwartek, 13 października 2011

Człowiek odnosi w robocie liczne korzyści: pracując w knajpie można wynosić schab za pazuchą. W zakładzie pogrzebowym będziemy w stanie upłynnić na lewo siakieś kwiatki. Jako bejbisitter nie raz, nie dwa wpierdolimy zachomikowanego przez pana domu batona.

Ja w pracy się uczę. Tak, tak - przyswajam wiedzę przy okazji drukowania uczonych elaboratów w pigułce, czyli tak zwanych posterów, zamawianych u nas na najprzeróżniejsze konferencje naukowe. Na przykład dzisiaj czytałem schodzący z maszyny poster, w którym szczegółowo wyjaśniono, jak za pomocą aparatury za kilkadziesiąt tysięcy baksów, z wykorzystaniem dofinansowania z funduszy europejskich, grantów uczelnianych i częściowo środków własnych autora pracy, odkryto pewną rzecz. Otóż dowiedziałem się, że piśki są gorące, a siusiaki generalnie zimne.

Cóż, moi drodzy państwo. Ja wiem to od dawna, bez użycia mega wypasionej kamery termowizyjnej i zapewniam was: wystarczy ręka wsunięta w cudze / własne majtki.

Chyba czas zostać naukowcem...

19:07, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 października 2011

Mamy w naszym bliskim otoczeniu takiego konfabulatora. Może nie tyle zmyśla, co lubi się chwalić, a następnie ogrzewać w cieple odbitego od słuchaczy samouwielbienia.

Większość opowieści kręci się wokół zagranicznych wojaży: Francja, narty, Włochy, Hiszpania. A co ja tam nie robiłem, a jak to tam nie jest.

Dzisiaj po raz enty była Hiszpania, a konkretnie Barcelona. Napomknienie przy okazji wizyty u nas i rozmowy z jednym z klientów. Przy czym muszę zaznaczyć, że te hiszpańskie wyprawy to dwa łikendowe pobyty u kuzyna, z użyciem tanich linii i biletów za jedno ojro kupionych z paromiesięcznym wyprzedzeniem.

Generalnie chodziło o to, jak to w Polsce jest chujowo, że trzeba stąd spierdalać, że jest drogo i nie ma przyszłości (koleś wyciąga średnio piętnaście kilozyli na miesiąc, siedząc na dupie w krakowie i jakoś strasznie się nie przemęczając). A najgorsza jest ta kawa w knajpie za piętnaście złotych i on - bywając w Barcelonie - wypija kawę za niecałe dwa euro pod Sagrada Familia.

Na co klient - z którym ten cały dialog się toczył - rzekł krótko, parskając śmiechem:
- Chyba w makdonaldzie - i wyszedł.

Mina bufona - bezcenna.

Tagi: Barcelona
19:55, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (2) »
sobota, 08 października 2011

Parę dni temu przechwyciliśmy fona. Nie rozmowę - aparat. Cudzą komóreczkę, a dokładnie jednego naszego koleżki.

Odwiedził nas, przyjaciel sympatyczny, grubo przed południem. Wpadł na ploty - wiadomo, u nas można poobrabiać dupę temu i owemu, a przy tym napić się kawy i zjarać szluga. Wszystko w bezstresowej atmosferze, o ile oczywiście nie ma nawału roboty. No i posiedział chłopak w naszej pracowni pół godziny, potem pojechał w pizdu. Znaczy się - do pracy.

Niefart sprawił, że zostawił telefon służbowy. Skapnęliśmy się po mniej więcej czterdziestu minutach, gdy ktoś postanowił do znajomego dodzwonić się w siakiejś ważnej sprawie. Oczywiście nie odebraliśmy, ale czym prędzej daliśmy bita na prywatnego (całe szczęście, że nie zostawił też tego) z informacją o zgubie:

- Franek, zostawiłeś coś u nas...
- Wiem, kurwa, wiem. Nie mogę na razie przyjechać - niech Pablo weźmie moją komórkę do domu - wieczorem do niego wpadnę. Odbierajcie wszystkie telefony i jak by było coś pilnego, dawajcie namiar na mój drugi.
- OKi.

No i tak odbieraliśmy te telefony - średnio co pół godziny - a w międzyczasie...

Młode popołudnie. Kolejny dzwonek - odbiera Pablo:
- Tak, słucham?
- Dzień dobry [kobiecy, niski, lekko schrypnięty głos]
- Dzień dobry.
- Ktoś z tego telefonu dobija się do nas od wczoraj... Oddzwaniam... Tu Amanda...
- To nie nasz telefon. Kolega zapomniał i zostawił u nas. To pewnie on dzwonił, ale będzie pod nim dopiero jutro rano.
- Kolega? To jest was więcej???
- Eee... Tu akurat tak, ale to przypadek. Mówiłem, kolega zapomniał...
- To powiedzcie koledze, że oddzwaniam. Amanda z koleżanką... Do widzenia - mam nadzieję...

Ki chuj? Co jest grane? Kolega żonaty, do tego świętojebliwy - do kościoła co tydzień  zapierdala, ciągnąc żonę i dzieci. Miałby kochankę? Wspólnik rzucił hasło: sprawdźmy numer w guglu, może wyskoczy portal randkowy z zawartością.

Niniejszym piętno dla hipokryzji (mimo że to kolega): sprawdziliśmy. Wyskoczył portal, ale żaden tam randkowy... okazało się, że koleżkę - mimo że forsiasty i żonaty z naprawdę ładną laską - kręcą blond prostytutki przy kości udające sekretarkę :-/

Jak ktoś jest ciekawy może zerknąć (jeden z wielu wyników tego wyszukiwania i chyba najbardziej grzeczny). Ale ostrzegam: NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ I OD OSIEMNASTU (?) LAT ;)


LINK

22:28, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (3) »
środa, 05 października 2011

Chłopaki zrobili mnie dzisiaj w chuja jak złoto. Koncertowo. Muszę im to przyznać i szukać okazji, żeby się odegrać. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że plan był iście szatański i wtajemniczona była koleżanka ze sklepu obok.

Naszym zwyczajem jest tak zwane "pompowanie", czyli robienie w wała w ramach naszego małego trójkąta (czasami tylko wychodzi poza niego, jak w przypadku Grubego i jego brata - o czym wspominałem parę notek temu). Za pompowanie mojej skromnej osoby chłopcy zabrali się już wczoraj po południu, po moim odjeździe z firmy.

A wszystko zaczęło się od tego, że nie zjadłem kupionej wczoraj na śniadanie puszki gulaszu angielskiego. Zapodaję sobie od czasu do czasu takie mniejsze opakowanie i wpieprzam bez chleba, bezpośrednio nabijając zawartość na widelec - prawie jak loda na patyku. Przychodząc dzisiaj rano do roboty, pomalutku dojrzewałem do wszamania mięcha. Ale zanim się za to zabrałem, minęły dobre dwie godziny, w trakcie których odbył się dialog wstępny pomiędzy Pablem i mną:

- Wiesz Koziołek, a Adaś zjadł wczoraj taką konserwę. Ale jakaś chujowa była, skapnął się dopiero jak zjadł, że coś lekko śmierdzi.
- O kurde... I co?
- Przesrało go i brzuch go bolał. Pół nocy siedział na kiblu.
- Ale wszystko w porządku?
- Teraz już tak.
- Aha. To ok. W sumie konserwą można zdrowo się struć.
- Poważnie?
- Poważnie. Dawniej to i jad kiełbasiany się trafiał i przekręcić się było można, ale teraz to ładują tyle konserwantów, że co najwyżej sraczki się dostanie.
- No właśnie. Bo ta konserwa była przeterminowana  - data do czerwca tego roku.
- Aha, bywa - mówię, nie łapiąc, że Pawełek umyślnie pompuje mnie, bym sprawdził datę ważności na swojej puszce.

Oki, to "pogadalimy", jak to mówią w Małopolsce. A teraz nadszedł czas konsumcji. Wpieprzam mielonkę i wpieprzam, a Pablo zagaduje:
- I jak?
- Co "i jak"?
- Nie śmierdzi jakoś dziwnie?...
- Nie, normalnie pachnie, normalnie smakuje - i żrę dalej. Żrę, żrę, aż zeżarłem. Że akurat coś pilnego równocześnie robiłem, odstawiłem pustą puchę na ploter. W tym, czasie przyszedł wspólnik.
- [P] Adaś, mówiłem Koziołkowi, że miałeś srakę po tej przeterminowanej konserwie.
- [W] No miałem, miałem. I brzuch mnie bolał...
- [K] A gdzie kupiłeś?
- [W] No u nas, u Doroty.
- [K] Kurwa, co ty? Przeterminowaną miałeś?
- [W] Tak, do czerwca. Sprawdzałeś swoją?
- [K] Nie, zaraz sprawdzę - biorę puszkę do ręki, oglądam i znajduję na dnie datę i numer serii, wybite za pomocą takich czerwonych kropeczek - o kurwa... Moja też do czerwca! - puchę w łapę i lecę do sklepu obok. Jeszcze nie z zadymą, ale wstępnie wybadać temat. Bo może to data produkcji, a data ważności nie wybiła się...
- Dorotka, czy to jest data ważności?
- Tak
- Kurczę, bo ona chyba przeterminowana jest...
- Faktycznie, do czerwca... Chyba będę musiała sprawdzić dostawę.
- Wiesz, bo Adasia przesrało, a ja właśnie ją zjadłem...
- To jak cię też przesra, to przyjdź z puszką - wymienię ci na nową.

W tym momencie usłyszałem słaniających się ze śmiechu kumpli. Coś mi zaczęło świtać. Wziąłem puszkę w łapę, wyszedłem na parking i dopiero w blasku Słońca dostrzegłem to, czego nie było widać w świetle jarzeniówek: delikatne ryski na blasze tam, gdzie barany wyskrobały ostatnią cyfrę roku ważności (2013) i za pomocą czerwonego cienkopisa nanieśli jedynkę...

Szacun, cholera. Szacun :)

21:31, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 03 października 2011

Szukając materiałów do kolejnej notki, Koziołek zawędrował aż na stronę lingua-latina.waw.pl.

Niestety znalezione tam treści (a odnoszące się stricte do tego, co chcę wkrótce zasunąć) spowodowały, że poczułem się nieco wybity i miast skończonego wpisu zaserwuję wydziobany rodzynek:

Omne animal post coitum triste praeter gallum, qui post coitum cantat 

Ogólnie chodzi o to, że gdy wasz dojrzewający syn zacznie w środku nocy (ewentualnie pod prysznicem)  gdakać i wydawać siakieś dziwne odgłosy, będzie to oznaczać, że załapał, do czego może służyć dźwignia od ręcznego Zatem czas, drodzy rodzice, zacząć pukać, wchodząc do pokoju latorośli, żeby nie było, jak w Humann Traffic ;)

23:19, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »



GG:23200496