czwartek, 15 września 2016

Mati nie jest szczególnie przytulacki. Woli brykać, skakać i krzyczeć. Ewentualnie freestajlować o kupie, pupie i sikaniu, jak wielu czterolatków płci chłopczykowatej.

Niedawno jednak coś się zmieniło. Ciocia Sabinka - ulubiona Mateusza ciocia z przedszkola - poinformowała mnie pewnego dnia, że Matuś nader często do niej podbiegał, obejmował i tulił. Jak nigdy. Była mega zdziwiona, bo to do mojego syna raczej niepodobne.

Po powrocie do domu wziąłem młodego na spytki. Bawiąc się w układanie korka samochodów i lokomotyw, zacząłem drążyć temat. Bo a nóż widelec ciocia daje przedszkolakom marihuanen, albo - nie daj Boże - wabi ich na lizaki?

- Mateuszku. Ciocia Sabinka mi dzisiaj mówiła, że nieskończoność razy ją dzisiaj obejmowałeś?
- Tak, Tatuś Sebuś. Przytulałem się cały dzień!
- Mhm... To ładnie. Ale wcześniej nie chciałeś. Czemu akurat dzisiaj?
- Bo Ciocia Sabinka ubrała sukienkę i miała gołe kolanka!

***

Czwartek, godzina ósma z minutami.

Chłodny ranek. Odprowadzam szkraby do przedszkola. Jak co dzień rano wszystkie trzy grupy spotykają się w pokoju na dole. Dopiero na śniadanie Ciocie Przedszkolanki zaopiekują się każdą z nich i zaprowadzą do swoich sal.

Dzisiaj poranny dyżur pełni Ciocia Sabinka, tym razem zamiast sukienki, ubrana w dżinsy. Walcząc z płaczącą Julcią i ubierając jej pantofelki ("Tatuś, ja nie chcę do przedszkola, chcę do babci!"), zagaiłem:

- Pani Sabinko. Widzę, że dzisiaj chyba nie będzie przytulania?
- Co zrobić. Zimno było!

21:50, koziolek_matolek_1234 , Przedszkole
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 września 2016

Ostatnio spotkałem się z kolegą ze studiów. Po paru piwkach ziomek rozochocił się do tego stopnia, że  sprzedał mi swoją historię.

Pewnego wieczora wybrał się on ze znajomymi do knajpy. Wypad w męskim gronie, więc poluzowali cugli i dali w palnik. Znaczy: zalali łby i to tak dość konkretnie. Kiedy najebany wsiadł do taksówki, było koło trzeciej w nocy.

Dotarł do domu. Ponieważ jednak przypomniał sobie, iż wychodząc obiecał żonie, że wróci koło północy, dopadł go stres. Postanowił zatem cichaczem położyć się pod kołderką obok niej i taką wersję zdarzeń sprzedać rankiem, następnego dnia.

Jednak jak wiadomo, pęcherze czterdziestoletnich panów nie są zrobione ze stali, więc majfrend poczuł zew i postanowił się odlać. Co by jednak za bardzo nie szumieć wodospadem niskopłuka, zamiast do kibla udał się do kuchni, stanął obok zlewozmywaka i wyjął z szafki swój ulubiony, litrowy kufel. Po czym z odmętów bokserek wyciągnął ptaka i oddał mocz do szklanego naczynia.

Traf sprawił, że w tym samym czasie na sikanie zebrało się jego pani. Ta idąc z pokoju do ubikacji, zauważyła w kuchni światło. Chcąc sprawdzić, czy przypadkiem siakiś włamywacz nie wyżera rodzynek ze świeżo upieczonego ciasta, podreptała w stronę jasności i przyłapała męża z pisiorem w jednej i pełnym słomkowego płynu kuflem w drugiej łapie.

Kolega powiedział, że jak zobaczył zszokowane spojrzenie swojej żony, momentalnie wytrzeźwiał (??? - Koziołek), a mózg wbił się na najwyższe obroty. I nie minęło dziesięć sekund, jak z twarzą Dżona Łejna wycedził:

- No co, kochanie. To w Afryce brakuje wody, a ja będę spuszczał ją w kiblu?

23:59, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »



GG:23200496