poniedziałek, 28 września 2015

Był dzisiaj u nas ksiądz. Przyszedł z ulicy, jako potencjalny klient. Przyjął go Pablo.

Rozmawiali około pięciu minut, księżulo nic nie załatwił - okazało się, że robota raczej nie była dla nas. Gdy wychodził, Pablo pożegnał go donośnym "do widzenia", na co Koziołek huknął:

- Co ty Pablo, w chuja grasz? On może kiedyś będzie świętym! "Do widzenia"? jakie "do widzenia"? "Szczęść Boże" się mówi! - na co Paweł, z przebiegłym uśmiechem:

- A ja cały czas mówiłem mu "proszę pana"!

23:34, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 września 2015

Trójka idąca chodnikiem: Ona, On i Ten Drugi. Wszyscy koło trzydziestki, "z hipsterka" ubrani, podpici. Słychać głównie Jego, od czasu do czasu Ona próbuje sie bronić, Ten Drugi milczy:

- [On]: Ty suko! Co ty sobie, szmato, myślałaś? Że co? Że mi można ot taki sobie rogi przyprawiać?
- [Ona]: Chlip, chlip!
- [On]: I to z kim?! - pokazując na Tego Drugiego - Z moim najlepszym przyjacielem?!!!
- [Ona]: Ale on chciał! To mu dałam!!!  - Chlip, chlip!
- [On]: Nie próbuj mnie, dziwko, skłócać z moim najlepszym przyjacielem! Jak suka nie da, to pies nie weźmie!!! Gdzie tu jest, kurwa, całonocny?!

13:31, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 września 2015



Dzisiaj miała miejsce dyskusja.

Wpadł do nas znajomy - ten od seksu z kozą. Znany jest nam z tego, że umawia się z paniami z portali randkowych, a schadzki organizuje w godzinach pracy. Szefowi mówi, że niby musi pojechać do klienta, a w rzeczywistości jest na bzykanku.

Ostatnio jednak musiał wrzucić sobie na luz. Twierdzi, że zaczęła boleć go pikawa i trochę zluzował - boi się, że dostanie w trakcie ryćkania zawału. Na co Pablo:

- A czym ty się Rafał w ogóle przejmujesz?
- Jak to, kurde, czym? Zawałem!
- No i co. Zadzwonisz do nas, my po ciebie przyjedziemy i odstawimy do nas - rzekł wspólnik.
- Co mi z tego? Na miejscu to mnie przynajmniej uratują. Jak mnie weźmiecie do siebie, to umrę. - Pablo:
- Ale umrzesz z honorem, a nie jako dziwkarz!

10:51, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »

Wpadł do nas ostatnio Tomasz ze swoją żoną, Rysią. Można rzec, nasi klienci, a jednocześnie dobrzy znajomi. Tomek odwiedza nas niekiedy pięć razy w tygodniu, by wypić kawę i pogadać o głupotach. Dziś opowiadał o imprezach, jakie za młodu urządzał (obydwoje z żoną są koło pięćdziesiątki).

Szczególnie jedna opowieść utkwiła mi w pamięci:

"Zrobiliśmy z Rysią raz imprezę. Zwaliła się masa ludzi, niektórzy już byli trzaśnięci, jak do nas przyszli, niektórzy zrobili się dopiero u nas.
Jeden koleś był tak najebany, że napuścił sobie wody do wanny, rozebrał się, wykąpał, a na koniec się do niej zesrał. I nie wypuścił wody.
W międzyczasie wystapiła awaria - zabrakło żarcia. Nie było wtedy jeszcze sklepów nocnych i całodobowych stacji benzynowych, więc wszyscy chodzili głodni i wkurzeni. Dopiero jeden nasz koleś problem rozwiązał - wychodząc z łazienki z czymś brązowym w ociekającej wodą łapie zawołał:

- Kurwa, mówicie, że nie ma nic do żarcia, a tu w wannie pływa pasztet!"

09:34, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 września 2015

Wspólnik przed chwilą wrócił z hurtowni. Zatrzymał się przed pracownią, nie gasząc silnika wypakował folie do druku i ze "szczęśliwą" miną oznajmił, że wygrał małe co nieco u Opla (której to marki samochodem jeździ). Na nasze zdziwione miny i pytanie "co wygrałeś", oznajmił: - Wycieczkę!

Co się okazało. Zapchał się filtr FAP i musi zapierdalać na obwodnicę, co by go przepalić :)

10:53, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 września 2015

Dawno, dawno temu, zaraz po studiach, wpadłem do Wadowic, by spotkać się z kolegą. Powiedzmy Krzyśkiem Żet. Usiedliśmy w wiejskiej knajpce, walnęliśmy po parę browarów, następnie przenieśliśmy się na pobliską ławeczkę. Tam nabiłem Szamańskim Zielem fajeczkę i przypaliliśmy.

Traf sprawił, że całą akcję ktoś widział i po prawie roku podpierdolił Krzysia na policję. Niby że miał trawę i częstował jakichś tam małolatów, co było nieprawdą.

W związku z tym (pięć lat zapieprzania do jednej klasy w technikum zobowiązuje) postanowiłem zeznać w jego sprawie, wziąć wszystko na klatę i potwierdzić, że kolega "ma tyle z narkotykami, co z mercedesami", palenie było moje, bo lubię sobie przyjarać i robiłem to tylko ja - nikt nikogo nie częstował (za to było parę lat srania w pasiaki, nie wiem, jak jest teraz).

Specjalnie umówiłem się z śledczym na okolice Wielkanocy, co by upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i odwiedzić wraz z żoną - a wtedy narzeczoną - moich rodziców. Przy okazji spotkać się z rodzinką z Bydgoszczy, która rodziców akurat odwiedziła.

Idąc na przesłuchanie, naściemniałem mamie, że rzecz się tyczy jakiejś ukradzionej kosiarki spalinowej, o której nic nie wiem.

Po przesłuchaniu zadowolony z siebie wparowałem na rodzinny obiad, gotów opowiedzieć, jakie to kołomyjki są z nieszczęsną, skradzioną koledze kosiarką. I tu wyszło, że nie doceniłem mojej mamy, jej kontaktów i innych takich - mama przez dwadzieścia lat była kierowniczką centrali telefonicznej, po upadku komuny w TP i prawie wszystkich w tym nieszczęsnym, świętym mieście znała.

Gdy już wyluzowany usiadłem przy zastawionym stole obok Mojego Kochania, mama na cały głos spytała:

- To co, jaraliście z Krzyśkiem tę gandzię?

Przyznam, że szczęka mi opadła...



00:03, koziolek_matolek_1234 , Jak dziś pamiętam
Link Komentarze (2) »
środa, 02 września 2015

Miesiąc temu wybraliśmy się na "polskie" wczasy - znaczy, że w Bory Tucholskie. Wynajęliśmy domek nad jeziorem, w Kamieniu Krajeńskim. Tak się składa, że parę kilometrów od Kamienia mieszka moja ciocia, chrzestna brata. I do niej właśnie zawitaliśmy z żoną i dzieciarnią na jedną noc - przed zabukowaniem się na kempingu.

Jako świadomy, a do tego kochający swe dziateczki ojciec, opiekowałem się nimi, kąpałem i usypiałem, dając Mojemu Kochaniu odpocząć. Doszło do tego, że moja żona siedziała z ciocią w kuchni, popijały winko, a ja młodemu (bo młoda już spała) opowiadałem improwizowane bajki.

Jakież było moje zdziwienie tydzień po powrocie, gdy odwiedziłem moich rodziców. I usłyszałem tekst mamy:

- [Ciocia] Halincia powiedziała, że jesteś pod pantoflem
- Pantoflem? A dlaczego?!
- Bo ty zajmowałeś się dziećmi, a nie Aga

Przyznam, że się zdziwiłem.

I gdzie te chóry feministek, stających w mojej obronie???

01:44, koziolek_matolek_1234 , się żalę
Link Dodaj komentarz »



GG:23200496