piątek, 30 sierpnia 2013

Ksywką taką ochrzciliśmy pewnego pana, pracownika dużej hurtowni, w której od czasu do czasu zaopatrujemy się w staf niezbędny do produkcji reklam.

Zajęcza Warga znany jest z tego, że stoi na czele szajki magazynierów, zagospodarowującej "naddatki" (to takie coś, co po rozpakowaniu kontenera from czajna nie zgadza się "in plus"; nie zgłasza się tego dyrekcji, tylko wyprzedaje za pół - lub poniżej - ceny wśród znajomych klientów firmy). W niecnym tym procederze ZW doszedł do perfekcji - Wspólnik twierdzi, że ichni marketing powinien się od niego uczyć.

Zazwyczaj wygląda to w ten sposób, że Zajęcza Warga upatruje ofiarę. Jest nią podjeżdżający na magazyn po załadunek zamówionego towaru klient. Koniecznie sam. Gdy "miszcz" stwierdzi, że "czysto", wysyła nieznany nam impuls i nagle wszyscy magazynierzy znikają. Na placu przed magazynem zostaje on i ofiara. Po czym podchodzi do niej - koniecznie z rolką zamówionej folii, albo innym cusiem i PROPONUJE. Odmową się nie przejmuje - zaatakuje następnym razem.

Mnie molestował już cztery razy. Jeszcze nie kupił (a raczej nie sprzedał), ale za każdym razem jestem nim oczarowany - jak ostatnio, gdy podszedł i od niechcenia rzucił:

- Cześć. Słuchaj, mam zajebiste LEDy, za dobry pieniądz. Jak dla ciebie jedna trzecia cennikowej.
- Cześć. Dzięki, ale akurat nie potrzebuję. Zgłoszę się, jak coś się trafi.
- OK. Jak coś, wiesz gdzie mnie szukać - po czym dał do podpisania wuzetkę.

Gdy już spakowałem cały towar do strucla, zamknąłem tylne drzwi i wsiadałem za kierownicę, przed maską z piskiem opon zatrzymał się widlak, a na nim Zajęcza Warga. Celując we mnie wskazującym palcem, zawołał:

- Pamiętaj o mojej ofercie! - i odjechał.

22:39, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 sierpnia 2013

Pamiętacie moją opowieść o żulu złodzieju, skradzionej musztardzie i sklepiku Pani Marysi? Pewnie nie. Więc jeśli ktoś chce ją sobie przypomnieć, tudzież zapoznać z nią po raz pierwszy, zapraszam TUTAJ.

O co kaman? Otóż po panimarysinym sklepie zostało tylko wspomnienie (zeżarły ją parę miechów temu Biedronki i inne Lidle) oraz pusty lokal "do wynajęcia" który to pustostan przygarnęło dwóch młodych, przystojnych mężczyzn (jadąc "Rannym Kakao").

Chłopcy ci otworzyli tam sklep BHP. Przybytek ten przyciąga - jak muchy do gówna, lub kurwiarzy na krakowski Plac Biskupi - wszelakiej maści przypilonych przez inspekcję pracy drobnych biznesmenów. Tak też było dwa dni temu.

Drzwi naszej pracowni sąsiadują z drzwiczkami behapowców. Różnica jest taka, że w ciepłe dni nasze są otwarte na oścież - ich przymknięte. Tak jak wczoraj, gdy w naszych skromnych progach stanął wychudzony, z deka zagubiony i przyodziany w robocze ubranie pan. Zamiast przysłowiowego błysku w oku miał obłęd w oczach, a na ustach pytanie:

- Dzień dobry. Panowie, wiecie może, czy ten sklep BHP jest otwarty? - Pablo który akurat stał przy drzwiach, wyszedł z pracowni i podszedł do sąsiadów. Nacisnął klamkę, uchylił behap drzwi, zamknął i rzekł:
- Tak, otwarty
- A, to dziękuję - rzekł gość i poszedł w pizdu - znaczy: w BHP.

Chłopaki z pogotowia którzy zaopatrują się u nas w różnie śmiszne naszywki na czerwone kubraki stwierdzili, że to coś nazywa się Udar Słoneczny.

01:37, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (3) »
środa, 14 sierpnia 2013

Siedziałem wczoraj w pracowni z klientem, gdy przybył Pablo. Jako że przyjechał na rowerze, a pod sam koniec spadł mu łańcuch i ogiera przyprowadził za rogi, zabrał się za naprawę, nie wchodząc nawet do środka. "Przywitał" się tylko wołając od drzwi:

- Cześć Koziołek! Miałeś rację: twój jest pyszny i słodziutki do samego końca!

Nie tłumaczyłem spłoszonemu klientowi, że chodzi o węgierskiego arbuza z wielkiej, przydrożnej kopy którego przywiozłem Pablowi z wczasów jako mały suwenir...

14:28, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (5) »
sobota, 10 sierpnia 2013

Czyli we wdzięcznej turysty z Krakowa pamięci menu po polsku. Widać że Bratankowie się starają i chcą nam nieba przychylić ;)

Karta dań z kąpieliska w Bogacsu (niedaleko Egeru), gdzie stanowimy tak liczną grupę gości, że tubylcy uczą się polskich słówek i takowe wypisują na rozmaitych szyldach.

Tutaj wzruszyły mnie takie rodzynki:

- Kotłet wieprzowy
- Smażony ryba żerdź
- Ostry kurcze
- Smażonymi grzyby
- Smażony kalafiorów

...i moje najukochańsze:

- Kurczaka chili - słodki ukąszenia

:)

WĘGIERSKIE MENU PO POLSKU

17:01, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (4) »



GG:23200496