sobota, 18 lipca 2015
Post Koziołka na grupy dyskusyjne pl.prawo i pl.misc.samochody, dzisiaj.

Z harcerskim Czuwaj!
 
Przepraszam za crossposta, ale rzecz dotyczy i prawa, i samochodów.
 
Otóż często się słyszy, że koleś taki to a taki, korzystając z zamontowanej w samochodzie kamery, podpierdolił siakiegoś użyszkodnika dróg. Nagrał wykroczenie znaczy, i film wysłał przykładowo na stopagresjidrogowej@malopolska.policja.gov.pl. Wszystko jest fajnie, pirat został ukarany, ale po jakimś czasie okazuje się, że autor filmidła również przy okazji popełnił wykroczenie, za które został zakuty w dyby i wybatożony po gołej dupie przez rzecznika Sokołowskiego.
 
Moje pytanie brzmi: jak to ma się do faktu, że aby film - by nabrał mocy sprawczej - musi zostać poparty zeznaniem na komendzie autora filmu, jako świadka? Bez tego nagrany pirat nie zostanie ukarany. Natomiast by dojebać autorowi wystarczy sam zapis z jego własnej kamery.
 
Czy też może media nie podają, że w takich przypadkach za autorem filmu - również ukaranym - popierdalał kolejny reżyser?
 
Z harcerskim pozdrowieniem,
 
Koziołek



22:18, koziolek_matolek_1234 , się pytam
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lipca 2015

Do niedawna nie zdawałem sobie sprawy, że jestem otoczony wędkarzami. Sąsiad Adam wędkuje, Pablo wędkuje, klient który ostatnio nas nawiedził, tysz. Miliony przypadkowo spotykanych na ulicach przechodniów również lubują się w trzymaniu w łapie kija i moczeniu (od czasu do czasu) jego cieńszego końca.

Dzisiaj Pablo opowiedział mi mrożącą krew w żyłach historię.

Otóż pewien jego znajomy z koła wędkarskiego, dojrzały wiekiem i doświadczeniem życiowo - wędkarskim pan, udał się na ryby. O nie nie - nie był sam: wziął mianowicie udział w zawodach wędkarskich nad Szreniawą.

Towarzystwo towarzysko zjechało się dzień naprzód, co by popić wódy i zakosztować przygotowanego przez kucharzy ośrodka, w którym nocowali, bigosu. Bigos okazał się chujowy, z deczka nieświeży. Wódka była mocna. Miks ten sprawił, że wielu na drugi dzień czekała niespodziewanka. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Rano pobudka. Ogarnąć się, ubrać, złapać sprzęt i nad rzekę. Następnie losowanie "działek" i dalej:  łowić ryby - jak to na zawodach wędkarskich przystało.

Spokój trwał około godziny. Po tym czasie co poniektórzy zawodnicy zaczęli się nerwowo wiercić i zerkać w kierunku krzaków. Sru! Nie wytrzymał pierwszy. Pognał w kierunku brzegu, rzucił wędkę i zniknął w krzakach, narażając się na atak kleszczy. Sru! Kolejny zawodnik w podskokach wyrwał w kierunku nadbrzeżnych chaszczy. Sru! Sru! I Sru!

Przyszła kryska na Matyska. Bohater pablowej opowieści również poczuł w kichach bigosowo - wódczany zew. Jednak postanowił nie odpuszczać, a przynajmniej nie do końca: korzystając z tego, że stał jako ostatni, za zakolem rzeki, postanowił wysrać się blisko wody, w wysokiej trawie. Bo po chuj tracić czas na kicanie po krzakach? Rozejrzał się, czy nikt go nie widzi, rozpiął i zsunął wodery, opuścił spodnie i walnął kupsztala. Po wszystkim odział się, zapiął szelki i wrócił na swoje stanowisko.

Nie minęła minuta, gdy coś mu zaczęło śmierdzieć. Jebać gównem znaczy. Szerlokowska dedukcja wykazała, że nasz zawodnik srając nie wziął poprawki na to, że jego wodery to nie same buty, ale takie połączenie wysokich kaloszy z ogrodniczkami: robiąc kupę zwalił się w spodnie, a następnie WSZYSTKO ubrał na plecy...

22:21, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (1) »
sobota, 04 lipca 2015

Historię przyniosło Moje Kochanie.

Jej znajoma ma córkę, czterolatkę. Oczko w głowie bogatej babci.

Babunia wnuczce nie żałuje: najdroższe ciuszki, super lalki z domkami, autkami, tłumem absztyfikantów i zwierzątek. Do tego ogrodowy plac zabaw, za kilkanaście tysięcy złotych.

No i ostatnio "cukiereczek" babci przysłodził:

- Babciu. Ty już mi wszystko kupiłaś. Możesz już umrzeć.

00:16, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 lipca 2015

Wczoraj znów dostaliśmy głupawki. A wszystko przez jednego naszego znajomka: Zbyszek jest nieco od nas młodszym rozwodnikiem, który korzystając z serwisów randkowych namierza kobiety, po czym nabija je na rożen. Nie od razu - najpierw marynuje przez kilka spotkań, a gdy już skruszeją, wyjmuje dzidę i nadziewa.

Tak też było ostatnio - z drobną różnicą: otóż "panna" namierzyła go przez Gadu - Gadu.

W każdym razie doszło do serii spotkań. Pierwszych dwóch niewinnych, na trzecim tylko mizianie, bo pani miała okres (wspólnik: "Mogła ci choć zrobić loda"), ale na czwartym zapiął swego. Po czym niemal się oświadczył, a ona - nastawiona chyba tylko na bzykanie - spuściła go po kiju.

I tym nas zniszczył. Do tego stopnia, że gdy nas opuścił, zdrowo obrobiliśmy mu dupę, snując ciekawe wizje.

Otóż wymyśliłem, jak to proponujemy Zbyszkowi, w imieniu naszego znajomego, reżysera - amatora, występ w niskobudżetowym pornosie. Takim za pięć stówek dla głównego ogiera. Z podstawioną prostytutką, jako partnerką.

Pablo podchwycił temat i powiedział, że on by się do tego nawet dołożył, byle by tylko Lowli - Zbysia złapać na haczyk. Coup de grace zadał wspólnik:

- I po tym, jak się spuścił, reżyser woła: - "Kolejna scena z naszą wschodzącą gwiazdą. Zbysiu, szykuj się!" - W tym momencie otwierają się drzwi, a do pokoju z wielkim łożem asystent reżysera wprowadza chudą kozę, odzianą w majtki, pas i pończochy.

Tak nam się pierdoli po łbach. Czterdziestoletnim, zapracowanym facetom...

00:15, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »



GG:23200496