sobota, 31 lipca 2010

Parę dni temu, podróżując zakorkowanymi ulicami Krakowa, Koziołek ustrzelił takie opatulone w brezenty cudo na niemieckich tablicach.

Gość miał rejestrację zaczynającą się od OF. Sprawdziłem - jest to Offenbach, gdzie znajdują się m. in. centra rozwojowe Hondy i Hyundaia, a w czymś co zowie się Automotive-Cluster Rhein-Main "rzeźbi" ponoć Opel. Dlatego też obstawiam jedną z tych marek. Aczkolwiek może być to zmyłka ;)

 

EDIT: Ptaszki śpiewają, że jest to Hyundai IC25

Tagi: Hyundai
15:28, koziolek_matolek_1234 , się pytam
Link Komentarze (2) »
sobota, 24 lipca 2010

Przepraszam za cross-posta, ale chciałem poradzić się fachowców z pręga.

Po dziewięciu latach małżeństwa i jedenastu znajomości miałem już dość częstych, parokilometrowych spacerków. Stawy nie te, nogi w dupę wrastają. Postanowiłem zatem być sprytnym, a przy okazji zrobić żonie niespodziewankę.
Zanabyłem więc dwie porządne dwukółki, przywiozłem z partyzanta ze sklepu, odpucowałem (moja Aga lubi, jak jest czysto, pachnąco i na wysoki połysk) i wstawiłem do kanciapy, gdzie czekały na kolejny sygnał do wymarszu. Kiedy ten nastąpił, kazałem mojemu kochaniu poczekać: zawiązałem oczy i spytałem, czy ma ochotę na coś długiego, z metalu i na gumie, od czego niestety na początku boli tyłek. Bardzo się ucieszyła, niestety entuzjazm szybko minął, gdy po zdjęciu przepaski zobaczyła welocypedy...

No i lipa. Okazało się, że trzydziestoparoletnia kwoka nie umie jeździć na rowerze, co skutecznie przede mną ukrywała przez dychę z okładem. Aż się boję zapytać o orgazmy...

W związku z tym mam pytanie: czy jak będę na osiedlu uczył moją kobietę jeździć na rowerze, to straż miejska dowali się do nikabu i lustrzanych okularów?

Z harcerskim pozdrowieniem,

Koziołek

13:44, koziolek_matolek_1234 , się pytam
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 lipca 2010

... którzy spotykają się na placu zabaw pod moimi oknami - za nie sprzątanie
prezerwatyw. Piętno!

.

.

.

O pardon - okazało się, że w krzakach wokół placu rżnęły się okolicze żule, a zużyte gumy wypadły sąsiadce z kieszeni. A już myślałem, że jesteśmy światowi...

Z harcerskim pozdrowieniem,

Koziołek

poniedziałek, 19 lipca 2010
Zawsze myślałem, że jest to moment, gdy kładąc się do łóżka z moją drugą połową spłodzę siakieś małe koźlątko. Ale chyba czas przyjąć nową definicję, bo ni chuja nie kumam, co miał na myśli redahtur łonetu:

Okres poczęcia - onet.pl

"9 mitów dotyczących seksu

Seks podczas ostatnich etapów ciąży jest niebezpieczny

Kontakty seksualne, zwłaszcza podczas ostatniego trymestru, budzą pewne obawy partnerów. Często pojawia się strach związany z możliwością wyrządzenia krzywdy nienarodzonemu jeszcze dziecku. W rzeczywistości seks podczas ciąży ma dobry wpływ na zdrowie. Wielu lekarzy doradza współżycie seksualne nawet do okresu poczęcia."

Ocipiałem z wrażenia...

Z harcerskim pozdrowieniem,

Koziołek

Okres poczęcia wg Onetu
EDIT 21 LIPCA 2010:

LOL. Poprawili na:
"Wielu lekarzy doradza współżycie seksualne nawet od okresu poczęcia."

To mi przypomniało historię ze studiów (uczelnia techniczna).
Gość na ćwiczeniach z fizyki wziął jednego koleżkę do tablicy i kazał mu narysować dwa ciężarki przewieszone przez bloczek. Kumpel - niezbyt bystry - zaczął od narysowania poziomej  kreski.
- Co pan narysował? To jest pozioma linia, pan ma narysować dwie pionowe! - kolega zmazał, po czym narysował nową - ukośną z lewej do prawej.
- To też nie jest linia pionowa! - mazanko i to samo - tylko z prawej do
lewej.
- Widzisz pan ten sznurek? Tam przy oknie wisi, do odsłaniania żaluzji.
- Widzę.
- To go pan narysuj.
22:47, koziolek_matolek_1234 , się pytam
Link Dodaj komentarz »

Witam,

W powieści "Sahara" niejakiego Cizii Zyke jest takie zdanie: "Te dziewczyny liżą sobie cipy. - Liżą czipy?".

Otóż właśnie piszę opowiadanie i chciałbym w nim wykorzystać zwrot "lizać czipy". Czy sądzicie, że można go użyć w historii grupy zdegenerowanych informatyków i elektroników, organizujacych po pracy wyuzdane orgie?

Pozdrawiam,

Koziołek

W inaugurującym wątek poście sonn napisał:

Tydzień się kończy, weekend zaczyna, a tu żadnego tradycyjnego przedweekendowego flejma na grupie.
Piętno (w tym auto bo jakoś nie mam pomysłu na żaden) No chyba że... - Kaczyński to POdobno żydowski pedał.
Mamy tu syntezę wszystkich ulubionych wątków - polityka, pedały, Żydzi, PiS i PO, a inne się jakoś dorobi.

sonn

 

A Koziołek odpowiedział :)

sonn napisał:

> Tydzień się kończy, weekend zaczyna,

...i seniorzy w domach starców będą wesoło się bawić: słyszałem, że ostatnio na topie jest zabawa "precel na patyku". Wygląda to w ten sposób, że dziadek zażywa Viagrę. Jak zadziała, przekłada przez dyndka sztuczną szczękę swojej partnerki. I teraz ona ma za zadanie założyć sobie tę szczękę bez użycia rąk.

Koziołek

sobota, 17 lipca 2010

Ziomuś z Psar i wszystko jasne :) Jestem pod wrażeniem twórczości tego gościa. Prawdopodobnie wychowany na starych teledyskach DM, gustuje w elektronice.
Z "grilową" tematyką tekstów, dresem, wąsem i klapkami, niekiedy lekko diskopolwym zaśpiewem wychodzi czysty surrealizm.

Chyba zostałem jego fanem ;)

Link do profilu Ziomusia na YT.

wtorek, 13 lipca 2010

Pardones, ale obiecany w wpisie z dwudziestego maja tydzień nieco mi się wydłużył ;) Niniejszym zarzucam ciąg dalszy mojego wołania na puszczy.

Szansa na odzyskanie długu, czy już tylko robienie smrodu? (pl.pregierz, pl.soc.prawo, 28 czerwca 2008)

Przepraszam za crossposta, ale chciałem napiętnować swoje frajerstwo i miękką dupę, zrobionego za moje pieniądze tirowca i jego żonę.

Parę lat temu, zanim jeszcze przeprowadziliśmy się z moją lepszą połową do własnej nory, wynajmowaliśmy mieszkanie w niskim bloku z wielkiej płyty. Pewnego pięknego dnia do drzwi zapukał niewinnie wyglądający chłopczyk z karteczką w dłoni, na której spracowane ręce jego mamusi kasjerki napisały prośbę o kilkudniową pożyczkę dwudziestu złotych na chleb. Tej prośbie stało się zadość.

Nie będę opisywał, jak to zadzierzgnęły się więzi wielkiej przyjaźni. W każdym razie wzruszony opowieściami o ciężkiej sytuacji kierowcy w firmie XXXX robiącego za wyrobasa i tyrającego na tego sku...yna właściciela za nędzne 1100 na rękę postanowiłem w miarę możliwości im pomóc, zlecając różne prace - czy to przy wykończeniu biura, czy to przy montażu reklam, etc.

Marzeniem kolesia było "pójść na TIRy, co znaczyło zostać kierowcą ryczącego kilkuosiowego potwora. Miał się wtedy odmienić ich los - zamiast nędznego tysiaka facet miał zarabiać 2 ~ 3 razy więcej. Więc wyszedlem z inicjatywą i zaproponowałem sierotce (opowiadał, jak to płacząc nad grobem swojego taty, dziękował Bogu i JPII że spotkał na swojej drodze sąsiadów - przyjaciół) pożyczkę w wysokości dwóch tysięcy złotych, przeznaczoną na zrobienie prawa jazdy na ciężarówkę z naczepą. Warunkiem była spłata całości w 10 miesięcy, w ratach po 200 złotych, od momentu, gdy nowo upieczony kierowca podejmie pracę w jakiejś firmie transportowej. Pieniążki przekazałem z rączki do rączki, bez podpisywania jakichkolwiek papierów i świadków.

No i stało się ;) Sąsiad zrobił kurs, za drugim podejściem zdał egzamin, zwolnił się ze starej firmy i zaczął jeździć po Europie. Niestety wtedy też odebraliśmy mieszkanie i przeprowadziliśmy się na drugi koniec Krakowa. Nie będę opisywał detali, w każdym razie zacząłem odliczać dni do pierwszej spłaty raty pożyczki. No i jak to często bywa, zaczęły się schody: żona się zwolniła z pracy, no bo żona TIRowca nie będzie tyrać na kasie w hipermarkecie. Za to zaczęła - od czasu do czasu - zwiedzać z mężem Europę. "Zaczniemy spłacać, jak tylko Renia znajdzie lepszą pracę" I tak dalej, i tym podobnie ;) Więc na razie zajęty ważniejszymi sprawami dałem im nieco luzu.

Po dwóch latach - w kwietniu 2007 roku - delikatnie pozwoliłem sobie przypomnieć im o zobowiązaniu. Oczywiście zaczęły się pojawiać kolejne niedotrzymywane terminy. Historie typu "byliśmy umówieni na 10-tego, nie było cię -  dzisiaj jest 12-sty, nie ma już pieniędzy, przyjedź za miesiąc". Żeby nie było: przed klatką stanął paroletni szrocik.

Niestety nie mam niczego na papierze. Telefon którego używam nie zapisuje wysłanych esemesów - mam tylko esemesy odebrane  - w dodatku wysyłane z internetowej bramki esemes ale powiązanej z ich numerem. Pozwolę je sobie zacytować:

Cześć Seba kase zaczniemy oddawać ci każdego 10 od stycznia 300 zł maximum "w tym miesiącu nie ma takiej możliwości,,, zapraszam 10 stycznia

Człowieku ja ci nic nie dam, zwłaszcza że mam na kogo wydawać kasę zwłaszcza że bede miała dzidziusia. jak bede miała cośto na pewno bedziesz wiedział. A pozatym nie pisz do mnie. Wszystko poszło się rąbać i jestem spłukana

Słuchaj nie interesuje mnie co masz gdzie i kiedy, odwal się raz na zawsze. I ty mowisz o pomocy, tyle ile naobiecywałeś. Daj sobie spokój.

Ja mam wydatki i nie zarabiam kokosów. Teraz miałam jeszcze komunie. Myślisz że sram pieniędzmi. Jak będę miała to dam znać. Narazie.....

Nie to że nie mamy ci oddaćale teraz mieliśmy komunie i jesteśmy spłokani a to ty urwałeś kontakt a nie myi jeżeli masz troszke ambicji to nie bedziesz pisał do cieżarnej a tak pozatym to w tym roku bedziesz miał kasę na którą nie masz potwierdzenia! Przyjedź sobie 15 czerwca po 200 zł*

*Esemes po tym gdy zagrałem vabanque i napisałem, że im odpuszczam, bo mają sobie szykować pieniądze na adwokata. Szły tylko esemesy, bo nie odbierali telefonów: mężuś nie odpisywał nawet na szorty, bo zawsze był za granicą ;)


W związku z tym - jako frajer - mam pytania:
- czy z jedynym dowodem w postaci wyżej cytowanych esemesów - mam możliwość odzyskać te 2000 zyli?
- jeżeli nie (czego jestem niemal pewien), czy jestem w stanie założyć im sprawę tak, żeby ich to finansowo bolało?
- a jeśli punkt 1 i 2 nie zadziałają - czy mam jakiś sposób, żeby uprzykrzyć im życie?

Zakładam że tyle, ile im pożyczyłem, jestem w stanie wydać na kurs uświadamiający dla kierowcy TIRa i jego żony. Oczywiście nie mam zamiaru nikogo bić, zakopywać w lesie, czy strzelać w kolana. Wystarczy, że tyle może mnie kosztować sprawa w sądzie albo "wpisowe" do firmy windykacyjnej.

wtorek, 06 lipca 2010

Ja pierdolę.

Film który powstał w roku, w którym ojcowie niektórych grupowiczów napierdalali pałami swoich pejsatych kolegów. Ma 40 lat z hakiem i zgodzę się, że może trącić myszą. Ale spodziewałem się, że będzie znacznie gorzej, niż fryzury z epoki i księżycowa współpraca amerykańsko - radziecka. A tu masz, niespodziewanka.

Nawet widoki z kokpitu "statku kosmicznego" anachronicznie nie wyglądają... Rzekłbym zdecydowanie lepiej, niż w filmach trzydzieści lat młodszych.

Wazelina dla mnie, że oglądam dopiero teraz. Piętno dla ogółu, że z Ziemi człowiek dalej niż na orbitę raczej nie poleci...

Z harcerskim pozdrowieniem,

Koziołek

Nie chcę emkarwanizować, ale piętno za "zakopanie" obozu koncentracyjnego z klocków Lego Zbigniewa Libery.

Porządkując zasoby makulatury trafiłem na stare wydanie Polityki, a w niej artykuł nt. Libery i wzmiankę o jego obozie. Zapałałem chęcią obejrzenia tej skandalizującej pracy która jakiś czas temu wywołała nieco szumu. No i guglając dowiedziałem się, że klocuszki zostały zakupione przez nowojorskie Muzeum Żydów i pokazane na wystawie w 2002 roku. OK, w takim razie sru na thejewishmuseum.org aby dokładniej zapoznać się - o ile mają - z galerią online.

No i jakieś tam zbiory obejrzeć można, ale legokoncentrationkamp nie znalazłem. Pewnie źle szukałem, myślę, więc w długim spisie artystów których prace w muzeum się znajdują lub je kiedyś pokazywano, szukam nazwiska Libera. Liberman jest. Libery ni chuja. OK, to może Lego? Też niestety kicha.

Jedyna malutka wzmianka że ktoś o takim nazwisku coś podobnego stworzył to info przy opisie wystawy Mirroring Evil, w trakcie której klocki pokazano.

Ja tam się do końca nie znam, ale skoro na stronie mogę obejrzeć przysłowiowy "włos z dupy scytyjskiej kurwy" (thx moon) to dlaczego nie ma praktycznie wzmianki o czymś tak swego czasu dyskutowanym i znajdującym się w zbiorach?

Z harcerskim pozdrowieniem,

Koziołek



GG:23200496