środa, 29 czerwca 2016

Dziś jeszcze odgrzewam - post z maja 2011. Następnym razem postaram się wysmażyć coś nowego :)

O krok od tragedii - zgubne skutki zaniedbań w zakładzie

Piszę tę notkę wszystkim szefom ku przestrodze, bowiem niejeden pracownik zginął śmiercią tragiczną z winy pracodawcy. Niewiele brakowało i ja miałbym na sumieniu jakieś życie, a na pewno nie otrząsnąłbym się z traumy do końca moich dni.

Tak się złożyło, że Pablo, pracownik mojego wspólnika został w naszej pracowni (tak, wiem, że to skomplikowane) sam. Niestety pod naszą nieobecność musiał wejść do Śluzy.

Śluza to pomieszczenie, w którym miedzy innymi składujemy zużyte wkłady do maszyn drukarskich - sama chemia i inny syf. Czekają tam sobie, dobrze zabezpieczone, na odbiór i utylizację przez wyspecjalizowaną firmę. Generalnie do śluzy wchodzi się tylko wtedy, gdy naprawdę trzeba. Ponieważ jest to miejsce niebezpieczne, jest ono zabezpieczone przed wyniesieniem czegokolwiek. Po prostu: w większości przypadków nie da się go opuścić bez wczytania i dekodowania w czytniku specjalnej taśmy celulozowej jednorazowego użytku. Trzeba by być przechujem, aby wykorzystać już raz użyty fragment taśmy, tak więc zabezpieczenie jest nie do złamania.

I tego właśnie, feralnego dnia odwiedziłem rano Śluzę i umieściłem w czytniku ostatni kawałek taśmy. Niestety zapomniałem o sprawdzeniu ilości rolek w sejfie i uzupełnieniu zapasu - Śluza dla samotnego delikwenta stała się pułapką bez wyjścia.

Parę godzin później "na mieście" zastał mnie telefon uwięzionego Pabla (wewnętrzny regulamin nakazuje udać się do Śluzy z dwoma sprawnymi telefonami komórkowymi). Wtedy właśnie uświadomiłem sobie, że dojebałem zostawiając go samego w firmie i nie uzupełniwszy uprzednio zapasu nośnika.

Gaz do dechy i nawrót o 180 stopni na najbliższym skrzyżowaniu. Myślę, że pobiłem swój rekord - odcinek od "Jubilata" (prawie centrum Krakowa) do pracowni na Bieżanowskiej pokonałem - w godzinach szczytu - w jakieś siedem minut. Całe szczęście zdążyłem - poziom toksyn w zamkniętej Śluzie nie przekroczył wartości krytycznej. Pablo nie stracił jeszcze przytomności i wyszedł ze środka o własnych siłach.

Niniejszym piętnuję własne zapominalstwo. Pamiętajcie! Nigdy w życiu nie zostawiajcie sracza bez zapasu papieru toaletowego!!!


Z harcerskim pozdrowieniem,

Koziołek



09:04, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 czerwca 2016

W ramach Dnia Odgrzewanego Kotleta kolejny post z początków bloga - tym razem zamieszczony na koziołkowym blogu sześć lat temu z hakiem :)


Wsadzenie komuś do kieszeni psiej kupy (pl.pregierz, pl.soc.prawo, 12 grudnia 2007)

Przepraszam za cross-posta.

Dzisiaj na trawniku naszej wspólnoty mieszkaniowej jedna pani z bloku na przeciwko "wyprowadziła" pieska - i nie posprzątała. Zwróciłem jej uwagę (są tabliczki - info dot. własności trawnika, tabliczka "zakaz wyprowadzania psów" - 10 metrów dalej jest miejsce o tym właśnie przeznaczeniu, dodatkowo z koszem i wiszącymi jednorazowymi rękawiczkami). Zaproponowałem jej taką właśnie rękawiczkę, na co ona rzuciła tekstem, że nic jej to nie obchodzi. Więc ja posprzątałem za nią (w rękawiczce), podszedłem i wrzuciłem g...no pieska do kieszeni jej płaszcza. No i ona mi teraz grozi sądem etc.

Moje pytanie jest takie: czy zwalenie kupy na moim trawniku przez jej pieska i nie posprzątanie to mniejsze zło niż to co ja zrobiłem? W końcu oddałem jej własność. Są świadkowie całej sytuacji, ja się niczego nie wypieram. Czy i co komu z nas grozi?

Pozdrawiam, Koziołek

Ps. Sytuacja na 100% autentyczna - nie trolluję. Pytam jak najbardziej poważnie, bo tak też skończy się sprawa.
Ps. 2: Cross na pręgierz: pręt tej babie.

 

I jeszcze jeden post - koziołkowa odpowiedź na post jednego z Grupowiczów:

KRZYZAK napisał:

Art. 191. § 1. Kto stosuje przemoc wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania, zaniechania lub znoszenia,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Ale to nie była przemoc. Stanąłem koło baby z g...nem w ręce i spytałem tylko, czy mam jej wsadzić kupę jej pieska do kieszeni. Ona odpowiedziała: "proszę bardzo, niech pan wsadzi" No to jej wsadziłem, i wtedy dopiero się zaczęło...

Koziołek



20:02, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (3) »
środa, 22 czerwca 2016

W poniedziałek z samego rana zdawaliśmy sobie relacje z tego, co kto przez weekend porabiał. Gdy już opowiedzieliśmy z Adasiem nasze historie, glos zabrał Pablo:

- A ja byłem na rybach!
- No i? - spytałem, wszakże wszyscy wiedzą, że Paweł jest zapalonym wędkarzem
- I widziałem kukułkę!
- Pffff... Co w tym dziwnego?

Okazało się, że Pablo widział nie tylko kukułkę, ale cały zegar. Otóż gdy przyjechał nad rzekę w swoje ulubione miejsce, na którym zazwyczaj łowi, zastał tam rozbity namiot. Ot, normalka. Nic nadzwyczajnego nad Rabą. Ciekawie zrobiło się później. Otóż w pewnym momencie ze środka zaczęły dochodzić dziwne odgłosy, a cały namiot zaczął się kołysać w przód i w tył. Na "drzwiach" zaś, dokładnie tam, gdzie dwie połówki spina zamek błyskawiczny, pojawiało się i znikało dziwne wybulenie - coś jak na brzuchu i klatce piersiowej ofiary Obcego, gdy stworek przegryzał się na wolność.

Nagle zamek nie wytrzymał i roztargał się z głośnym zgrzytem, a w utworzonej w ten sposób dziurze pojawiła się kobieca głowa. Która też pojawiała się i znikała.

Tajemnica wyjaśniła się po jakimś czasie, gdy białogłowa opuściła namiot, a za nią umęczony, spocony pan.

- No i się bzykali w tym namiocie - zakończył Paweł - a panna powinna była wołać "Ku - ku! Ku - ku! za każdym razem, jak  tylko wystawiała głowę, to bym sobie zegarek nastawił!

18:51, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 czerwca 2016

Bez bicia przyznaję, że ze mnie to raczej taki piknik. Przyjść na mecz, spokojnie go obejrzeć i nie dostać wpierdol. Jak się jeszcze człowiek piwa napije, to już prawie orgazm - kij, że na sucho.

Wytyczne realizuję zazwyczaj w osiedlowej knajpie - znaczy, Spaghetterii przy Kobierzyńskiej, żeby było światowo. W ostateczności przed telewizorem.

Na przykład przedostatnio. Przeszedłem się z żoną, naszą przyjaciółką Karolą i dzieciaczkami na seans, pod mrożącym krew tytułem: Polska - Irlandia. Stolik zarezerwowany tydzień wcześniej, młodzież (w rozpiętości dwa do czterech lat) przeszkolona, że rodzicom nie wolno przeszkadzać i że ma się wybrać na knajpiany plac zabaw.

Jak to w życiu bywa, skończyło  się na teorii. Dzieci szalały po knajpie, ja starałem się ogarnąć je i meczową rozkminkę, a żona się wkurzała. Wszystkiemu przyglądała się koleżanka - jej Nikuś był najgrzeczniejszym dzieckiem tego wieczora.

Kiedy już wygraliśmy z tymi nieszczęsnymi północnymi Irlandczykami, mieliśmy iść pod nóż Niemcom. Jak dzisiaj wiadomo, Krzyżakom nie udało się  nas dojechać ani w pierwszym, ani w drugim programie telewizji. Czyli sukces!

Zdopingowany i podjarany "prawie zwycięstwem" wydarłem na balkon, co by wciągnąć powietrza w płuca i z całych cycków zawołać: AMBROZJA!!! Niestety nie udało mi się. Podsłuchałem bowiem - niechcący ofkors - dialog na tarasie piętro niżej - na temat czekającego nas meczu z Ukrainą:

- Ale chyba przegramy z tymi Ukraińcami...
- Dlaczego, kochanie?
- No bo u nich gra ten słynny mistrz świata.
- Mistrz? Jaki mistrz?!
-No ten... Kuliczko???

00:39, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 czerwca 2016

Korzystając z okazji, że właśnie odpaliłem na FB oficjalnego fanpejdża mojego bloga, postanowiłem przypomnieć klasyk: mój ulubiony wpis, jeden z pierwszych.

Popełniłem go - trollując usenetowe grupy dyskusyjne pl.pregierz, oraz pl.regionalne.krakow - ponad osiem lat temu. A w sierpniu dwa tysiące dziewiątego roku wrzuciłem, jako jeden z pierwszych, na dopiero co założony koziołkowy blog.

No i kurna do dzisiaj darzę go sentymentem :)

 

Gdzie w Krakowie - Sztuczne włosy łonowe (pl.pregierz, pl.regionalne.krakow, 26 stycznia 2008)

Przepraszam za cross-posta, ale oprócz zapytania chciałem napiętnować niestałość kobiet.

Otóż kolega planuje zrobić zdjęcia do folderu reklamującego salon kosmetyczny, zajmujący się m. in. różnymi metodami depilacji. W tym celu jakiś czas temu dokonaliśmy "wyboru" (w cudzysłowie, ponieważ została nam ona praktycznie narzucona) modelki która posłuży widokiem swych wdzięków podczas sesji foto.

Zamysł jest taki, by zrobić zdjęcia takiego bardzo zapuszczonego wzgórka łonowego, z włosami niestrzyżonymi od paru miesięcy, kudłatymi i rozczochranymi, a następnie przeciwstawić mu tę samą panią "po zabiegu", z podbrzuszem eleganckim i gładkim jak dupcia niemowlęcia.

Wszystko zostało omówione z dziewczyną kilka miesięcy temu. Modelka zaczęła się zapuszczać. Sesja miała odbyć się w przyszłą środę. No i niestety "kimba" - panienka pojechała wczoraj po bandzie do tego stopnia, że po pijaku wygoliła się na łyso - kilka miesięcy hodowania zarostu diabli wzięli.

Niestety nie wchodzi w rachubę inna kobieta, ponieważ żona kumpla jest cholernie zazdrosna i w drodze wyjątku zezwoliła, aby jako łono robiła jej siostra. Na nikogo obcego się nie zgodzi.

No i teraz pytanie: czy jest możliwość wypożyczenia gdzieś w Krakowie sztucznego, damskiego owłosienia łonowego? Takiego dzikiego, skołtunionego buszu? Ewentualnie co innego można by zrobić? Doklejanie oddzielnych kosmyków nie wchodzi w rachubę.

Koziołek

22:41, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 czerwca 2016

Taką perełkę znalazłem przed nocnym sikaniem. I mimo że sam jestem beneficjentem 500+, nie mogę się nie zgodzić.

Autor: Bartek Lord.


Co można mieć za 20 miliardów PLN rocznie?

Wybudować ok 500 km bezkolizyjnych dróg szybkiego ruchu o przekroju 2x2, a uwzględniając dofinansowanie z UE byłoby to ponad 1000 km. W 5 lat program budowy dróg zakończony, każde miasto 100-tysieczne w Polsce podłączone ekspresówką do sieci dróg.
ALBO
Kupić ok 60-70 samolotów F-16 w wypasionej wersji (obecnie mamy ich 48 sztuk). W ciągu 5 lat za tą kasę można wystawić siły powietrzne 300-400 nowoczesnych samolotów które spokojnie jak równy z równym walczyłyby z całą flotą powietrzną potencjalnego przeciwnika w postaci Federacji Rosyjskiej
ALBO
Kupić około 800 czołgów Leopard 2A5. Po 3 latach mamy 2400 leopardów czyli siły zbrojne zdolne pozamiatać każdego przeciwnika. Wątpie nawet czy przemysł niemiecki byłby w stanie dostarczyć takie ilości w takim czasie. 60 kurwa miliardów zeta, ja pierdolę. Ruscy nie mieliby już wtedy nic do gadania w tej części Europy.
ALBO
W ciągu 6-7 lat wybudować prawdziwą sieć szkieletową pociągów dużej prędkości między głównymi miastami, ze składami jeżdżącymi ponad 300 km/h podróż z Trójmiasta do Krakowa skracając do ok 2,5 godzin
ALBO
Wybudować elektrownię jądrową o mocy 1000 MW (szacunkowy koszt to ok 20 mld właśnie). Po 5 latach mamy 5 takich elektrowni. Po 10 latach stajemy się praktycznie niezależni energetycznie. Oczywiście wiadomo że budowa jednej trwa kilka lat, ale finansowanie na każdą kolejną można by mieć co roku, bo co roku wpada nowe 20 mld.
ALBO
Wybudować 20 tysięcy boisk typu Orlik. Przyzwoita infrastruktura sportowa nawet nie w każdej gminie ale w każdej najmniejszej wsi.
ALBO
Wybudować 10 (dziesieć) Stadionów Narodowych takich jak ten w Warszawie. Dziesięć kurwa.
ALBO
W ciągu ok 5 lat zbudować własny system satelitarny alternatywny dla GPS, Glonassa czy Galileo, kupując know-how, dostawę satelitów itd. na rynku. Nie wiem po co, ale moglibyśmy.
ALBO
Wybudować w 2 lata Wielki Zderzacz Hadronów. W ramach ułańskiej fantazji moglibyśmy go, kurwa, pod Sosnowcem umieścić i wymagać wiz wjazdowych dla naukowców walących tam z całego świata do prowadzenia badań.
ALBO....
Dać ludziom 500 na dziecko **przez jeden rok**



22:40, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »



GG:23200496