czwartek, 20 czerwca 2013

Fanem Ziomusia z Psar jestem od lat pięciu (wtedy to zajawiłem się na puncie "grillsongu"; do dzisiaj widnieje mój wpis - z drugiego konta - pod tym numerem).

Dałem tego dowód po wielokroć, puszczając jego kawałki na imprezach, i we wpisach na blogu (tutaj, tutaj i tutaj).

Fanem jest mój młody który przedkłada płyty Ziomusia nad podsuwaną mu przez starego analogową Omegę ;)

MATI & ZIOMUŚ Z PSAR VS. OMEGA

Słodziłem mu:

Ziomuś z Psar i wszystko jasne :) Jestem pod wrażeniem twórczości tego gościa. Prawdopodobnie wychowany na starych teledyskach DM, gustuje w elektronice.
Z "grilową" tematyką tekstów, dresem, wąsem i klapkami, niekiedy lekko diskopolwym zaśpiewem wychodzi czysty surrealizm.

...po obejrzeniu tego:

A wszystko przez "Grill Song" - oryginalny, sprzed lat możecie zobaczyć tutaj, a ja zapodam PRAWIE wersję reżyserską w wersji "indemiks" ;)

Ziomuś, przyjacielu. Czas wydać De Best Of Widjo ;)

 

00:56, koziolek_matolek_1234 , Ziomuś z Psar
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 17 czerwca 2013

"No i w pizdu wylądował i cały misterny plan też w pizdu!" - mogła by zakrzyknąć dzisiaj moja żona, cytując Siarę (Rewiński w Kilerze). Chodzi o misterny plan zrobienia prania, który "w pizdu" poszedł za sprawą płonącej pralki.

Popierdalałem sobie dzisiaj do Radia Kraków z naręczem naklejek na siakomś ich akcję promocyjną, gdy odezwał się telefon, a w nim Moje Kochanie: "Z pralki się dymi! Co mam robić?!!!" Przyznam, że zamurowało mnie. Ostatni raz do czynienia z płonącymi sprzętami wyposażenia domu miałem trzydzieści lat temu, gdy w naszym domu zapłonął Rubin. "Wyłącz prąd. Nie wejdziesz na krzesło? [bezpieczniki nad drzwiami, ciążowy brzuszek przeszkadza] To odłącz pralkę z gniazdka. Wyłączyłaś? Polej ogień prysznicem. A teraz biegnij do chłopaków [bezpieczna miejscówka - bo to nasi sąsiedzi - geje] i niech przyjdą ci pomóc!"

Nie zagrały wprawdzie trąbki kawalerii, ale odsiecz w osobie jednego z sąsiadów przybyła. Zaczął polewać z prysznica z większą intensywnością, a żonie kazał dzwonić na straż pożarną, gdzie zdecydowany, męski głos przykazał spieprzać gdzie pieprz rośnie.

Pieprz rósł u sąsiadów piętro wyżej. I tam moja ślubna z niewinnym dzieciątkiem na rękach doczekała przyjazdu dwóch jednostek straży pożarnej, które to minęły nasz blok i pojechały dalej... Na co małżonka donośnie krzyknęła z balkonu sąsiadów: "Kurwa!!!!! Tutaj się pali!!! Gdzie wy, kurwa, jedziecie!!!!!"

Nie będę opisywał, jak czwórka dzielnych chwatów (jeszcze raz dzięki, Panowie Strażacy z Rzemieślniczej) w maskach przeciwgazowych [tak, już wiem, że to "aparaty powietrzne" - thx Adam :)] wpadła do mieszkania z gaśnicami proszkowymi. Ugasili ogień - zdrowy - przy okazji chrzcząc grubą warstwą proszku wszystkie sprzęty w mieszkaniu plus odmalowane w ubiegłą sobotę przez Pabla ściany dużego pokoju. Wspomnę tylko, że porwali w swe mocarne dłonie nieszczęsną pralkę i wynieśli ją przed blok (pozowałem przy niej po południu sąsiadom do zdjęć, gdy zszedłem z wiaderkiem po ugotowane pranie) i że gdy wracałem z wieczornych zakupów - w tym nowej pralki - ofiara całopalenia została już zajumana przez złomiarzy.

W garażu spotkałem sąsiadów, wjechali zaraz za mną:

- A u mnie był dzisiaj pożar i straż pożarna! Pralka mi się zjarała, a wam nie!!!

- Coś słyszeliśmy i widzieliśmy tę pralkę przed blokiem. Ale myślałam, że to studenci się wyprowadzali i spalili ją na złość kamienicznikowi.

Mimo wszystko dla pralki wazelina. Tylko się skopciła - a mogła zabić...

POŻAR U KOZIOŁKA

POŻAR U KOZIOŁKA

23:29, koziolek_matolek_1234 , się żalę
Link Komentarze (9) »
sobota, 15 czerwca 2013

W firmie, z którą od czasu do czasu mam do czynienia, zapanował wielki smutek: otóż u właściciela zdiagnozowano SNDP. A raczej zdiagnozował jeden z pracowników i smutna ta nowina lotem błyskawicy rozniosła się po zakładzie.

Niestety znaczenie tego skrótu było nam całkowicie nieznane. Szanując prywatność szefa, nikt z jego pracowników nie podzielił się tą informacją, a my też nie naciskaliśmy, przewidując rychły zgon na jakąś tajemniczą, galopującą chorobę i honorując smutek załogi.

I tak minęły dwa miesiące. Pewnego dnia nasz Pablo wyruszył na fuchę z jednym z "onych" I po robocie, przy tradycyjnym afterpiwku, sprawa się wydała.

Otóż SNDP znaczy tyle, co Syndrom Niemytej Dupy Prezesa. Przejawia się owo "schorzenie" tym, że po każdej nasiadówie w swoim prezesowskim, skórzanym fotelu, przez jakiś czas wydobywa się z niego intensywny odór.

W skrócie: "prezes dzisiaj choruje" znaczy - znów nie umył dupy po defekacji.

22:09, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »



GG:23200496