środa, 29 czerwca 2011

Parę miesięcy temu zamówiłem u kumpla parę kilo kurczaków - takie naturalnie pędzone, karmione zbożem, żadne tam brojlery. Minęło trochę czasu i odebrałem skrzynkę rozczłonkowanego, popakowanego w woreczki, zamrożonego staffu którym szczelnie wypełniłem szuflady zamrażalnika.

Ponieważ dzisiaj parę godzin wcześniej uciekłem z firmy, postanowiłem zaszaleć i przywitać powracającą z pracy małżonkę cudownym, wiejskim rosołem.

Postępując wg pradawnych, sprawdzonych przepisów, wrzuciłem do gara z zimną wodą korpus, nogę i cztery skrzydełka. Po dłuższym gotowaniu uzupełniłem zawartość kotła o warzywa, a na siakieś pół godziny przed finiszem (wszystko trwało prawie trzy godziny) doprawiłem wywar solą i odrobiną pieprzu. Pachniało bosko w całym mieszkaniu :)

Na kwadrans przed godziną "PŻ" nastawiłem garnek z wodą, do której po zagotowaniu wrzuciłem paczkę czanieckiego makaronu i wtedy zadzwonił mój przyjaciel Varna. Wiadomo, ręce zajęte, to założyłem cyborga i ciągnąłem razgawar na temat planowanego przez kumpla zakupu teleskopu za piętnaście kilozyli, za pomocą którego (przy browcach i dżoincie) będziemy oglądać gwiazdy.

Gdy już makaron dochodził przygotowałem durszlak i - cały czas nawijając - wyłowiłem z rosołu wszystkie marchewki, selery, pietruszki i kawałki rozgotowanego mięsiwa wraz z gnatkami. Po czym wziąłem w swe czcigodne ręce garnek i przelałem nektar przez stojące w zlewozmywaku sito...

Niniejszym żądam wprowadzenia zakazu prowadzenia rozmów telefonicznych w trakcie gotowania.

23:19, koziolek_matolek_1234 , się żalę
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 27 czerwca 2011
W '98 złożony chorobą Koziołek pożyczył od swojego kumpla ze studiów - Varny, książkę nt. Javy. Tak się złożyło, że był tam jeden rozdział poświęcony HaTeeMeLowi. Nudząc się, Koziołek przeczytał fragment książki, w następstwie czego wraz z Varną wysmażył (jako Karamba) pewną żenującą stronkę internetową... Poniżej fragment z działu "Testy" - test stojącej w norze Koziołka lodówki. W sumie wypadałoby ten szit zakopać dwa metry pod ziemią i przysypać żużlem, ale olać to - w końcu to początki masowego polskiego internetu ;)
czwartek, 23 czerwca 2011

Analiza analizą, ale ten tandem - filmik & komentarz z innego forum...

Najpierw obejrzyjcie film:

 

A później cieszcie się rozkminą baj niejaki peerzet :)

 "Zatem przełóżmy na język bardziej zrozumiały:

"K$^@A"- Jest chęcią zwrócenia uwagi na fakt, ze świadek zdarzenia bacznie obserwuje otoczenie w sytuacji podwyższonego ryzyka.

"JA PIERDOLE"- jest wyrażeniem głębokiego zdumienia.

"NO W PIZDE DAJ"- jest słuszną radą aby poprzez zwiększenie obrotów silnika a tym samym siły pociągowej wyprowadzić pojazd z opresji. Udzielana z lekką dozą irytacji wobec braku doświadczenia w tej materii kierującego.

Drugie "JA PIERDOLE"- wyraża podekscytowanie pomieszane z lekkim niedowierzaniem, iż komentujący staje się świadkiem tak niecodziennej sytuacji.

Drugie "K$^@A"- wskazuje stan niezadowolenia z faktu, iż wcześniej założona w podświadomości przez komentującego nadzieja wyprowadzenia zespołu pojazdów z groźnej sytuacji okazała się być nietrafioną, przy czym wyraża także nutę współczucia dla prowodyra wydarzenia.

"O K$^@A"- wykazuje zaskoczenie połączone z obawą, iż pojazdy mogą nieoczekiwanie wtargnąć na przeciwległy pas ruchu powodując niepomiernie większe zagrożenie dla uczestników ruchu drogowego.

"K$^@A NO"- wyraża ostateczną emocję będącą wynikiem kumulacji wrażeń i bodźców odbieranych przez cały okres trwania zdarzenia.

"WYSIADAJ K$^@A"- Jest postawieniem jasnego komunikatu do jednego z podróżujących, jednak odnoszącego się merytorycznie do wszystkich pasażerów, odnośnie potrzeby zabezpieczenia miejsca zdarzenia oraz udzielenia pomocy przedmedycznej ewentualnym poszkodowanym.

...nie bez powodu Enigma była dziełem Polaków ! [a tu małe "fopa" - Koziołek]
Kodowanie znaczeń mamy we krwi !!!"


:)

00:18, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (1) »
sobota, 18 czerwca 2011

Kurwa. Do teraz jestem pod wrażeniem. Idiotów nie sieją, a ten urwał się czarnej kosie spod ostrza w ostatniej chwili...

Zarzuciłem se znaleziony dzisiaj w sieci krótki filmik. Koleś na Suzuki GSXR 1000 K7, na naszej polskiej, pięknej drodze. Na budziku 300 km / h, gdy dostrzega nawracający ciągnik z przyczepą.

Zresztą obejrzyjcie sami - polecam z podkręconym na full dźwiękiem - robi wrażenie.

SUZUKI vs. TRAKTOR

23:21, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 czerwca 2011

I jeszcze nawiązanie do przepięknych, młodych lat dziewięćdziesiątych. "Zgorszymy nienormalnych" - kawałek Róż Europy, kapeli która do dziś kojarzy mi się z tym beztroskim czasem ;)

Tagi: gay
23:29, koziolek_matolek_1234 , Jak dziś pamiętam
Link Komentarze (1) »

Jak już kiedyś wspominałem, Koziołek w młodych latach dziewięćdziesiątych handlował ze wspólnikiem na wadowickim targu książkami. Miał tam mnóstwo znajomych, między innymi niejakiego Ryśka - czterdziestoparoletniego gościa o zajebiście ciętym języku.

Nasz stragan sąsiadował z ryśkowym, dlatego też snuło się wiele opowieści. W ten sposób "sprzedaliśmy" Kaliego (nie "Kalego").

Kali był moim koleżką, starszym ode mnie o rok (wtedy miał ok. 18 lat). Zajebiście przystojny, muskularny i wysportowany. Niestety chłopak miał dwa felery: mniejszy i większy.

Pierwszy to ten, że pomimo wieku osiemnastu lat, wyglądu Apolla i rzeki przepływającej przez Wadowice nie umiał pływać.

Drugim był fakt, iż pewnej sylwestrowej nocy spędzonej na hucznej, paroosobowej prywatce, zesrał się do łóżka.

Jak wiadomo faceci plotkują najwięcej. Dlatego też zaprzysięgliśmy Ryśka, że coś mu opowiemy, ale on pod żadnym pozorem nie może Kaliego poinformować, że sprzedaliśmy mu te dwa gorące niusy. Ryszard przysiągł, że nie powie, a wtedy my wszystko wychlapaliśmy. I "dotrzymał" słowa ;)

Na drugi dzień na "rynek" wpadł Kali. Podszedł, przywitał się. W tym momencie zza swojego straganu z dżinsem wylazł Rycho. Z błyskiem w oku podszedł do nas, przywitał się z gościem i spytał:

- Ty, Kali, słyszałem, że mówią na ciebie sraka - ratownik?

21:03, koziolek_matolek_1234 , Jak dziś pamiętam
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 czerwca 2011

Siakieś takie miałem czarne myśli na temat historii z córką, matką i siusiakiem. Znaczy, że często dajemy się w chuja robić dziwnymi opowiastkami które robią za "z życia wzięte".

No i dzisiaj stało się coś, co spowodowało, że rozchmurzyłem się i wybaczyłem znajomemu tę ściemę.

Otóż Koziołek sprzedaje od czasu do czasu tak zwane ścianki targowe. Super wypasiona chińska konstrukcja (a co mi tam, powiem - sam sprowadziłem z Chin, negocjując za pomocą guglowego translejtora z gościem zowącym się Vincent Pan), charakteryzująca się tym, że jest tania. Efektem ubocznym owej taniości jest to, że wszystko z niej odpada i trzeba - gdzie się da - stosować kleje błyskawiczne. A jak wiadomo, co Kropelka sklei, sklei, za cholerę nie odkleisz ;)

No i tak przed wyjazdem z nową ścianką do klienta okazało się, że nie ma jak jej naprawić, bo  w pracowni się wzięli i wyszli wszystkie kleje cyjanoakrylowe. Więc popędziłem per pedes dwieście metrów na pobliski przystanek tramwajowy do kiosku.

Wracając z nowo nabytą tubką kleju Super Glue nagle poczułem, że zajebiście swędzi mnie pośladek. Lewy. Do tego stopnia, że marzyłem o tym, by popuścić pasek, zagłębić rękę w spodniach i podrapać się po spoconym półdupku. Niestety idąca za mną, wylęgła z tramwaju szarańcza nie pozwalała na takie rozpasanie.

Na całe szczęście przyszło mi do głowy, że mogę odpalić mój umysł Koziołka - Trolla i zamiast drapać się publicznie po dupie, zajmę się jakimś problemem: matematycznym, lub wymyślę jakąś "prawdziwą historię". I wymyśliłem.

Więc opowiadajcie ją wzdłuż i wszerz, jakoby przygoda przydarzyła się waszemu koledze :)

Łan, tu, fri:

Mój pracujący w bielskim pogotowiu kuzyn opowiedział mi przygodę z niedzielnego dyżuru: pewien koleś który ma kłopoty z hemoroidami, obudził się w środku nocy z piekącym odbytem. Czym prędzej pognał do łazienki, gdzie miał przygotowany na takie okazje Proktosanol - małą tubkę maści łagodzącej "pieczenie, bolesność" i inny szit.

Nabrał co nieco z tubki na palec i posmarował bolące miejsce. Niestety gość niedowidział i w pośpiechu złapał za tubkę kleju którą zostawiła jego żona, klejąc po południu ułamaną półkę.

Tak więc "nastąpiła awaria" i karetka przywiozła w środku nocy faceta z palcem w tyłku.

Wymaga to oczywiście oszlifowania i uzupełnienia. Ale zapewniam. Jak tylko puścicie coś takiego w obieg - z kamienną twarzą, na rodzinnej imprezie - babcia z wujkiem będą zachwyceni ;)

23:06, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (1) »
sobota, 11 czerwca 2011

Teściowa kolegi zwija swój "interes" w Polsce i wyprowadza się do Indii. Do tego jest zajawiona na jakiegoś kolesia z tychże (który nb. niedawno grzebnął kopytami) i zwał się Sabajpapa, Barbapapa czy jakoś tak podobnie (już mam: Sai Baba).

Jedno z pierwszych spotkań z "mamusią". Na wsi. Kumpel nażarł się wiśni i dostał sraczki. Wychodzi z kibla, a tu teściowa okadza go jakimiś kadzidełkami.
W pierwszym momencie pomyślał, że to dlatego, że wali kupą. Ale nie:

- Mamo, co ty robisz? Aż tak śmierdzi?
- Nie śmierdzi, ale jesteś złym człowiekiem.
- Złym człowiekiem?!
- Tak. Siedzi w tobie demon i przeczyściło cię, bo chce wyjść z ciebie tyłkiem...

Kumplowi pogratulowałem teściowej ;)


17:13, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (3) »
Wczoraj pękło dziesięć lat, jak stanąłem na tak zwanym ślubnym kobiercu. Bywało różnie - raz lepiej, raz gorzej. Ale najbardziej przejebane było, jak mi ślubna wyrywała truskawki z pyska. Co widać na poniższej fotce...

00:39, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (6) »
wtorek, 07 czerwca 2011

Pamiętacie moje dwie apteczne historie? Tę z grzybicą na wacku i drugą - z rzeżączką? Otóż inni miewają równie źle ;)

Wparował dzisiaj do nas znajomy. Jak się okazało - z gotową przypowiastką na kawał.

Był ostatnio w aptece w krakowskiej Bonarce. Ruch jak chuj, to i w aptece kolejka. Stała przed nim elegancka pani lat cirkaabałt trzydziestu, z czteroletnią córką. No i znudzone staniem (ta dzisiejsza młodzież - ja w 86'tym dwie noce stałem z ciotką po dywan) dziecię zechciało się dowitaminizować.

- Mamusiu, kupisz mi te draże? [siakieś tabsy z witaminami, wystawione w gablocie na wysokości oczu dziecka]
- Nie, córeczko.
- Ale ja chcę draże...
- Kochanie, nie zjesz obiadu...
- Mamo. Kup mi te draże.
- Nie, Aniu. Masz w domu cukierki.
- Ale ja chcę te draże!
- Nie i koniec! To są witaminy! Dla dorosłych!!!

Tak się przekomarzały - matka z córką - do czasu:

- Mamo!!!
- Co?!!!
- Jak mi nie kupisz drażów, to powiem babci, że miałaś w buzi tatusiowego siusiaka!!!

Spieszmy się kochać sąsiadów z kolejki - tak szybko odchodzą...

23:17, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2



GG:23200496