czwartek, 16 maja 2013

Inni baunsują, a ja sobie w czwartkowy siedzę w pracowni i odrabiam jutrzejsze zadania (wypad z sąsiadami na weekend do Zakopca, wyjazd z samego rana).

Jest cudownie - chłonę z powierzonych materiałów wiedzę jak gąbka. Teraz na przykład drukuję poster na konferencję naukową pod cudnym tytułem:

"Porównanie użyłkowania skrzydeł trutni, robotnic i matek pszczoły miodnej"

I jest, kurwa, miodnie :)))

22:46, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (4) »
niedziela, 12 maja 2013

Pamiętacie jeszcze moją ostatnią notkę - tę o jeżu eskortowanym przez radiowóz? ;) Ja pamiętam. Do tego stopnia, że zainteresowałem się jeżami jako zwierzakami hodowlanymi, koegzystującymi z ludźmi w ich mieszkaniach.

Skoro Koziołka coś interesuje, Koziołek gugluje - i tak wyguglał blog Hodowli Jeży Afrykańskich Jeżyniec.

Przeglądając notki - i czytając je pod kątem zainteresowania "kiedyś, w przyszłości" pierworodnego istotką, o którą trzeba dbać, coby nie poległa jak tamagoczi bez baterii - zauważyłem straszną rzecz. Otóż okazało się, że przypadkowo odkryłem wrogów systemu! Przewijając stronę bloga, wychwyciłem drobnym drukiem pisany nagłówek o treści: ZESZYTY TERRORYSTYCZNE!!!

Ocipiałem. Znaczy, zamarłem. Przed oczami stanęła mi wizja hodowli jeży która masowo wypuszcza w świat małych Binladenów z brodą na grzbiecie zamiast na podbródku, do tego grubą i kłującą. Małe te karakanki rozpełzały się (w moich myślach) w cztery strony świata, unosząc na swych grzbietach laski obłożonego gwoździami dynamitu.

Już widziałem mojego Matiego, jak poddany praniu mózgu, przez właścicieli hodowli, podczas przekazania Kłójka, chowa pod łóżkiem nadajnik radiowy. Już słyszałem, jak dziabie paluchami w klawiaturę i wysyła Jeżyka - z bombą na grzbiecie - by eksplodował w trakcie gospodarczej wizyty premiera w naszym pięknym grodzie.

Po czym przewinąłem stronę w górę i pogodzony z mroczną wizją przyszłości swego syna przeczytałem tytuł jeszcze raz: ZESZYTY TERRARYSTYCZNE.

Uf, co za ulga :) Nie terroryści, a hodowcy mięsa ;)

Ale i tak młody jeża nie dostanie - jak by odpowiedzialny nie był. Przeraża mnie bowiem wizja ojca i syna, płaczących na trawniku, na pogrzebie pięcioletniego, zmarłego ze starości, przyjaciela...

00:06, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (1) »
sobota, 11 maja 2013

Zasuwam sobie dzisiaj szerszeniem z pracowni do domu, po kilkunastu godzinach walki z oporną materią, maszynami i ludźmi. Do tego musiałem nadać list (zdążyć przed północą ;)) - tym samym miałem zahaczyć o naszą jedyną, dwudziestoczterogodzinną, pocztę.

I tak jechałem przez miasto, kontemplując uroki sobotniej nocy i jej gorączkę. Gdzieś tam w bramach kryły się zapewne dziwki i ich "tatusiowie", a kostkę bauma brudnych chodników Podgórza szlifowało młode towarzystwo, udające się piechotą w stronę "żyda" i Rynku.

Skręciłem z Limanowskiego w Na Zjeździe, potem minąłem most na Wiśle. Wjeżdżałem właśnie w Starowiślną, gdy jadący z przodu radiowóz nagle włączył koguta, pomału skręcił w lewo i zablokował jezdnię.

- Do chuja Wacława? O co kaman? - rozglądałem się w poszukiwaniu gniazda dilerów, albo innej bandytierki która to IMHO miała zwrócić uwagę naszych dzielnych stróżów prawa. Nie zauważyłem. 

Cała akcja rozgrywała się nietypowo, bo srebrna Kia zamiast ruszyć z piskiem opon, pomalutku dojeżdżała do przeciwległego krawężnika, cały czas blokując jezdnię, jakby eskortowała papamobilka. Na wszelki wypadek otworzyłem z deczka zasyfiałe okno, by lepiej przyjrzeć się sytuacji i coby nic mi nie umknęło.

Najpierw ujrzałem przysłowiowe "ucho od śledzia". Po chwili jednak przejrzałem na oczy i zdębiałem: środkiem Starowiślnej tuptał jeż! Mały nasz przyjaciel postanowił bowiem w wiadomym sobie celu (może szedł na bzykanko?) pokonać asfaltową rzekę w porze dość sporego, wieczorno - nocnego ruchu. Gdyby nie refleks policyjnego kierowcy, raczej dołączył by do grona małych, kolczastych aniołków których flaczki gęsto zdobią nasze polskie drogi...

Panowie - czapka z głowy, szacun, etc, itd, i tym podobne ;) Jestem pod wrażeniem. Gestem tym zapunktowaliście u mnie i myślę większości osób które tę notkę przeczytają.

Pozdrawiam więc harcersko,

Koziołek

01:27, koziolek_matolek_1234 , oczy szeroko otwarte
Link Komentarze (5) »
sobota, 04 maja 2013

Wazelinka za rozbawienie - nie sądziłem, że coś jeszcze jest w stanie mnie zaskoczyć, a tu masz :) Akcja świeża, 100% autentyk. Obiecałem że oddzwonię do kumpla, jeżeli coś wymyślę. Przy okazji - jak dobrze, że nie mam domu z piwnicą ;)


Przed chwilą miałem telefon od przyjaciela - z prośbą o pomoc. Nie, żadni Milionerzy, nic z tych sanek. Po prostu telefon rozpaczliwy, bo koledze wyszła w małżeństwie lekka chujoza. Otóż żona nakryła go z fiutem w dłoni, a żołędzią w obcej dziurze. Wilgotnej i smrodliwej w dodatku.


Mają dom. Piętro, parter, piwnica. Na pięterku sypialnie, w piwnicy pracownia. Wieczorową - i nocną - porą małżonka okupuje górę (znaczy kima), a kumpel wyżywa się, rysując projekty w CADzie. Pełna kulturka. Aby praca lepiej szła, wspomaga się dżekiem danielsem, a jak wiadomo, alkohol wzmaga popędy i inne sprawy.


Tak więc ślubna, nie mogąc spać, postanowiła odwiedzić go w piwnicy.

W pracowni niestety go nie zastała. Szukając, skierowała swe kroki do sąsiedniej pralni i tam przyłapała na gorącym uczynku, gdy z wyrazem szczęścia na twarzy wpychał penisa w dziurę w ścianie, w której normalnie umieszczony jest wąż odpływowy z pralki automatycznej. Spojrzała, strzeliła "karpia" (on też) i bez słowa pognała na górę.

W zwązku z tym miał pytanie - stąd telefon - jaką linię obrony przyjąć:

- powiedzieć, że sikał do odpływu, bo był tak najebany, że nie dał rady wyjść po schodach do ubikacji na parterze
- powiedzieć, że sikał do odpływu, bo ten jest niżej, niż krawędź umywalki w pralni (bo on karakan jest, niski)
- powiedzieć, że sikał do odpływu, bo zdrętwiała mu noga i nie dał rady wyjść po schodach.

Ogólnie i tak lipa. Jak nie spojrzeć, dupa z tyłu ;)



23:47, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (4) »



GG:23200496