wtorek, 31 maja 2011

Jedni w dzieciństwie są cudownymi malcami, inni (chłopcy) są przebierani przez mamy w dziewczęce ciuszki. Ja, jak byłem malutki, uwielbiałem się "nazywać".

Zaczęło się w wieku lat trzech, a skończyło traumą u pięciolatka - przez wujka, o czym poniżej.  Generalnie miałem trzy ksywki - wszystkie pochodzenia zwierzęcego (Koziołka tu nie liczę, bo to wymysliłem długo po tym, jak przyrodzenie obrosło mi mchem).

Ksywka pierwsza: Mały Dzięciołek. Główny objaw: podczas spacerów z rodzicami podbiegałem do każdego napotkanego drzewa i waliłem w nie łbem. Powikłań nie stwierdzono, przeżyłem.

Ksywka druga: Pilot Bocianek. Objawów nie pamiętam, ale usprawiedliwia mnie fakt, że wcześniej zaliczyłem "z dzięciołka" parę setek drzew. Chodziło o to, że chciałem być pilotem. Ale mi przeszło, jak spadłem z huśtawki.

Ksywka trzecia: Kotek Nurek. Trenowałem na kamienistej plaży rzeki, w której kąpał się Największy z Polaków, budując baseny z kamienia i później w nich nurkując. Przynajmniej do czasu gdy wujek nazwał mnie Szambonurkiem.

No i ostatnio, gdy odwiedziłem brata z flaszką dżinu pod pachą, miałem okazję przekonać się, jak  w ciągu trzydziestu paru lat zmieniły się aspiracje przedszkolaków. Otóż drzwi otworzył mi mój czteroletni bratanek - przystrojony w koszulę i osmarkany zwis męski.

- O, Jasiu, jaki ty masz ładny krawat!

- Wuju. Nie jestem Jasiu. Jestem Ryszard i nazywam się Prezes

- O|O

Okazało się, że bratu padł telewizor i w zastępstwie Dobranocki puszczał dzieciakom na komputerze - przez tydzień - fragmenty Misia...

02:14, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (2) »
wtorek, 24 maja 2011

Wspominałem ostatnio, że wybieram się na wesele dobrego kumpla. Byłem, litewską wódę z utopionym kłosem piłem i dobrze się bawiłem - mimo że znalazł się jeden taki, co mi na nerwach chciał zagrać...

Mój przyjaciel Waldi pracuje w jednej takiej firmie - małym polskim członku amerykańskiego goryla. Jest PeHem od chyba dwunastu lat - krótko mówiąc: najbardziej (na drodze) znienawidzony gatunek człowieka ;)

No i zaprosił na ślub wraz z weselem swoich kolegów - przedstawicieli (a dziewięciu ich jest w całej Polsce) i szefa. Tego ostatniego znałem z opowieści, jak to po reorganizacji Waldi trafil w objęcia najbardziej znienawidzonego osobnika w całej firmie, a mimo to jest bardzo zadowolony - nie narzeka, a opowieści o sadyźmie jegomościa wobec podwładnych były o 100% przesadzone.

Koło pierwszej już było. "Zmęczony tańcem" usiadłem przy naszym stoliku i złapałem za widelec z ober wypasionym solonym śledziem, gdy przysiadł się do mnie przystojny pan w wieku cirkaabałt lat czterdziestu pięciu - sam boss Waldiego. Wypiliśmy stakan wódki, Szef zapoznał mnie ze swoją żoną (z którą obecnie się rozwodzi via siakaś zajebista warszawska kancelaria prawna) i zaproponował ruchanko mojej połówce - wszystko to w ciągu kwadransa. No i tak sobie siedzieliśmy i razgawariwaliśmy. A nasza rozmowa zaczęła się tak:

- [Szef] Wiesz co? Wkurwiasz mnie.
- [Koziołek] Eeee, co ty? Ja ciebie? A dlaczego?!
- [Szef] Bo ty mnie nienawidzisz!
- [Koziołek] Pierdolisz stary. A dlaczego mam cię nienawidzieć?!
- [Szef] Bo ja jestem KorpoMen i podoba mi się twoja żona.

Po pierwsze primo: piętnuję sraczkę, jaką mają we łbach niektórzy przedstawiciele kadry kierowniczej średniego szczebla.

Po drugie primo: wazelinuję nastrój PiS end Law, w jaki wprawił mnie wyjarany wcześniej z przyjaciółmi dżoint - dzięki temu nie doszło do mordobicia :)

22:50, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (2) »
sobota, 14 maja 2011

Grillowo. Ziomusiowo. Oldskulowo :)

 

01:12, koziolek_matolek_1234 , Ziomuś z Psar
Link Dodaj komentarz »

Jest po dwudziestej drugiej, to mogę powspominać :)

Jutro jadę na wesele - do uroczego miasteczka na "B", nieopodal Krakowa. Żeni się mój przyjaciel.

Będąc na studiach wypiliśmy razem morze ukraińskiego spirytusu. Paradowaliśmy pośród tłumu naszego rocznika z ogolonymi na łyso łbami (tak, wiem jak to brzmi, ale w latach 94 - 99, na miasteczku studenckim, odbierano to trochę inaczej) na przemian z włosami zafarbowanymi na wściekle rudy kolor.

Ta chęć wyróżnienia spowodowała, że żyliśmy przez jakiś czas w swego rodzaju celibacie. To znaczy nie kochaliśmy się z poznanymi kobietami. My je lizaliśmy... Twierdziliśmy wszem i wobec, że zwykłe, ordynarne "Bzykanko po Polsku" to nie wszystko i kobiety mają prawo zaznać wyższego poziomu rozkoszy, jaki może sprawić męski język ;)

No i teraz wśród znajomych którzy wiedzą, że wybieram się na ślub Łysego i znających tę historię padła propozycja, abym do prezentu dołączył markową patelnię z naklejoną wlepką reklamującą Rolling Stonsów. Przez chwilę nawet chciałem to zrobić, w końcu zatrybiło by może paru spośród tam obecnych facetów. Ale po przemyśleniu sprawy wymiękłem. Za dużo było by tłumaczenia przed żoną.

Niniejszym koziołkowe autopiętno za brak jaj.

00:47, koziolek_matolek_1234 , Jak dziś pamiętam
Link Komentarze (3) »
piątek, 06 maja 2011

Piszę tę notkę wszystkim szefom ku przestrodze, bowiem niejeden pracownik zginął śmiercią tragiczną z winy pracodawcy. Niewiele brakowało i ja miałbym na sumieniu jakieś życie, a na pewno nie otrząsnąłbym się z traumy do końca moich dni.

Tak się złożyło, że Pablo, pracownik mojego wspólnika został w naszej pracowni (tak, wiem, że to skomplikowane) sam. Niestety pod naszą nieobecność musiał wejść do Śluzy.

Śluza to pomieszczenie, w którym miedzy innymi składujemy zużyte wkłady do maszyn drukarskich - sama chemia i inny syf. Czekają tam sobie, dobrze zabezpieczone, na odbiór i utylizację przez wyspecjalizowaną firmę. Generalnie do śluzy wchodzi się tylko wtedy, gdy naprawdę trzeba. Ponieważ jest to miejsce niebezpieczne, jest ono zabezpieczone przed wyniesieniem czegokolwiek. Po prostu: w większości przypadków nie da się go opuścić bez wczytania i dekodowania w czytniku specjalnej taśmy celulozowej jednorazowego użytku. Trzeba by być przechujem, aby wykorzystać już raz użyty fragment taśmy, tak więc zabezpieczenie jest nie do złamania.

I tego właśnie, feralnego dnia odwiedziłem rano Śluzę i umieściłem w czytniku ostatni kawałek taśmy. Niestety zapomniałem o sprawdzeniu ilości rolek w sejfie i uzupełnieniu zapasu - Śluza dla samotnego delikwenta stała się pułapką bez wyjścia.

Parę godzin później "na mieście" zastał mnie telefon uwięzionego Pabla (wewnętrzny regulamin nakazuje udać się do Śluzy z dwoma sprawnymi telefonami komórkowymi). Wtedy właśnie uświadomiłem sobie, że dojebałem zostawiając go samego w firmie i nie uzupełniwszy uprzednio zapasu nośnika.

Gaz do dechy i nawrót o 180 stopni na najbliższym skrzyżowaniu. Myślę, że pobiłem swój rekord - odcinek od "Jubilata" (prawie centrum Krakowa) do pracowni na Bieżanowskiej pokonałem - w godzinach szczytu - w jakieś siedem minut. Całe szczęście zdążyłem - poziom toksyn w zamkniętej Śluzie nie przekroczył wartości krytycznej. Pablo nie stracił jeszcze przytomności i wyszedł ze środka o własnych siłach.

Niniejszym piętnuję własne zapominalstwo. Pamiętajcie! Nigdy w życiu nie zostawiajcie sracza bez zapasu papieru toaletowego!!!


Z harcerskim pozdrowieniem,

Koziołek

00:44, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (4) »
czwartek, 05 maja 2011

Miało być o tragicznych skutkach zaniedbania zasad BHP, ale jak wszedłem na mego bloga i zobaczyłem to, co zobaczyłem, przesunąłem sprawę na później i skrobnąłem poniższą notkę.

Na bloksie, czyli tam gdzie trzymam swojego przezajebistego bloga, jest taki widget  firmowany przez adtaily.pl. Umożliwia on zainteresowanym sprzedaż modułów reklamowych których emisja generuje przychód. Pieniążkami tymi dzielić się ma adtaily i właściciel bloga.

Ponieważ - jak wszyscy wiedzą - mój blog jest popularniejszy niż Kominek i "M jak miłość" cuzamen do kupy, ja również postanowiłem wystawić swoją dupę na sprzedaż. Zatem zachęcam potencjalnych reklamodawców przymilnym:
 
"A teraz drogie dzieci
pocałujcie misia w dupę"
 
...które to zdanie lewituje sobie wdzięcznie niczym spławik z przynętą na powierzchni Ślepiotki.

Każdy reklamodawca skuszony tymi słowami zachęty po kliknięciu na ww. link zostaje poinformowany, że za jedyne, promocyjne 666 zł na dzień może korzystać z mojego błogosławieństwa (włączyłem moderację).

Jakież było moje wkurwienie, gdy przed chwilą zobaczyłem na swoim blogu następujący rodzynek:
 
"A teraz drogie dzieci lokata w złoto do 15% wylicz amber gold pocałujcie misia w dupę".
 
Do Chuja Wacława! Reklamy miały być moderowane. Do tego po zalogowaniu do konta adtaily okazało się, że ww. kampania ambera to kampania za kliknięcie, i w dodatku za nędzne kazikowe 12 groszy :(

Wyrwałem chwasta. Ale co będzie jak zgłoszą się kolejni gotowi wyruchać Koziołka bez wazeliny?!

Niniejszym piętno za siakieś nowe wynalazki które zaburzają mi układ bloga.

Tagi: Amber Gold
23:14, koziolek_matolek_1234 , się żalę
Link Komentarze (4) »
niedziela, 01 maja 2011

Ja wiem, że przy 103/183 nie kozica ze mnie, ale hasłem "wuju, ale ty masz wielkie piersi" młody mnie z deczka "wzruszył" ;)


Kto tych przedszkolaków uczy takich tekstów? I nie telewizja - bo brat nie ma telewizora ;)



14:58, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (1) »



GG:23200496