sobota, 22 maja 2010

No nie wiem, kurwa - jestem jak krakowski obwarzanek wysmarowany gównem, na który lecą wszystkie muchy?

Nigdy nie uważałem się za szczególnie przystojnego, kobiety też nie rzucają mi się na szyję i jak chciałem którąś zdobyć, musiałem sporo się namęczyć - szczególnie teraz, gdy jestem kilka lat i paręnaście kilo "starszy".

Ale zdarzały się przypadki, gdy któraś z pań (a raz jakiś gej który w klubie łącznie przez jakieś dwie godziny czaił się na parkiecie za moimi pośladkami, a w przerwach puszczał mi oczka) dostawała coś na kształt "małpiego rozumu" - jak wczoraj.

Odwiedzałem właśnie hurtownię w krakowskim Podgórzu, w której od czasu do czasu się zaopatruję. Po załadowaniu samochodu wdepnąłem do pobliskiego spożywczaka, gdzie zdjąłem z półki butelkę wody mineralnej. Podchodzę do kasy, przy której stoi na oko dwudziestopięcioletnia blond dziewoja z odrostami (na 10 punktów możliwych jakaś szósteczka z haczykiem):

- Dzień dobry. Poproszę wodę mineralną.

- Tylko? A może loda? Nie ma pan ochoty? - spytała z uśmiechem, patrząc mi w oczy.

- Nie dziękuję. Boli mnie gardło

- Ale mnie nie boli - i znów ten uśmieszek ;)

Spierdalałem w podskokach. Na moje "do widzenia" usłyszałem tylko: "do zobaczenia - mam nadzieję..."

Oczywiście po powrocie do pracowni od razu pochwaliłem się chłopakom. A co, niech wiedzą, że jeszcze mogę zrobić furorę w spożywczaku ;) Ale żonie raczej nie opowiem.

 

czwartek, 20 maja 2010

Koziołkowy post - odpowiedź w wątku nt. "tirowców" na pl.misc.samochody. Za tydzień część druga - z pl.soc.prawo i pl.pregierz.

Było: Taxi i Tir'y... Jest: Opowieść o Tirowcu ;) (pl.misc.samochody, 3 października 2005)

To nie jest tak, że szufladkujemy itp.

Mój stary ma teorię, że zawodowymi kierowcami zostają przeważnie debile, tzn. ktoś ma problem ze skończeniem podstawówki (o zawodówce nie wspominając) więc może co najwyżej kopać rowy lub zostać kierowcą ;)

Oczywiście mój ojciec zdaje sobie sprawę, że uogólnia i że są wyjątki. Jednak potwierdzeniem tej tezy jest gość, którego sąsiadem zostałem, gdy zacząłem jakiś czas temu wynajmować obecne mieszkanie. Facet 26 lat, dwójka dzieci (8 i 6 lat), żona w tym samym wieku co mąż, kasjerka w hipermarkecie od kilku lat. Ok. 1,70 wzrostu, brak górnej jedynki (do tego chwali się, że już 10 lat nie był u dentysty), "polski" wąsik, wypasiony.

Pracował jako kierowca: za mojej kadencji (2,5 roku) była to hurtownia napojów, następnie chemii gospodarczej a potem w hurtowni kosmetyków. Trzy prace w dwa lata (do początku tego roku. Wszędzie płakał, jak mu źle, ile to on się musi natyrać, że nie jest wyrobasem i nie będzie zap...ał na jakiegoś ch...ja właściciela.

Mieli kupę długów (mieszkanie, media itp - w sumie ok 10 tysięcy). Facet miał jedno marzenie: "pójść na TIRy" :) W momencie jak już by poszedł na te tiry, otworzyłoby się niebo i spadła by manna - zarobki po 3 - 5 tysięcy (w zależności ile by jeździł). Problemem była kasa na kurs prawa jazdy.

Słyszałem to dziesiątki razy - ponieważ żal mi było dzieciaków, gostek dorabiał u mnie w ubiegłoroczne wakacje remontując mi dopiero co wynajęte biuro. Tak więc po skończonej we wrześniu robocie coś mi odbiło i zaproponowałem mu, że bez żadnych warunków pożyczę mu 2 kzł na kurs które mi odda, jak zacznie zarabiać. Tak też zrobiłem.

Gość w styczniu odebrał prawko, w marcu znalazł robotę... i w chwili obecnej jest już w trzeciej firmie!!! I znów stara śpiewka - że nie jest wyrobasem itp. Najlepsze, że już słyszę o pracy w czwartej firmie: w ubiegły czwartek lub w piatek wpada do mnie gość i zaczyna płakać (dosłownie - łzy z oczu). Że dlaczego on ma tak prze...bane, ciągle coś go spotyka itp itd.

Co się okazało: poprzedniego dnia po południu, na autostradzie w okolicach Wrocławia, facet wjechał w dupę innego tira. Standardzik: niezachowana odległość przy chyba śliskiej nawierzchni i 80 km/h. Ponoć ściągali go z drogi 6 godzin. On potłuczony, kabina chyba niezbyt strasznie pokiereszowana.

Dostał zjebkę od szefa, mają mu z pensji ściągnąć 1500 zł na jakieś tam koszta. Ale dostanie nowe auto, nie wywalają go z pracy. No i słyszę jeszcze że szef sku...syn, jak on mu może te półtora koła potrącić :)

Najlepsze:

- Krystian, nie płacz, będzie ok, szef cię nie wywalił

- Ale nie mogę przestać (chlip, chlip)

- A co, stała się komuś w wypadku krzywda?

- Krzywda nie, tylko nie mam pieniędzy żeby kupić flaszkę i się napierdolić....

No i jak tu nie mówić, że to nie są półgłówki? A co do mojej pożyczki: wkrótce będzie rocznica jak jej udzieliłem i nie odzyskałem nawet złotówki... Ot, sfrajerzyłem ;)

Aha, jeszcze jedno: jak tylko został "tirowcem", jego żonka zwolniła się z roboty, siedzi w domu i nic nie robi, no bo mąż na tirze jeździ :) Do tego była już z nim na miesięcznej wycieczce po Europie... No nic, tylko eksterminować takich ludzi...

piątek, 14 maja 2010

Wybrałem się dzisiaj z żoną do pobliskiego sklepu. Na stoisku mięsnym, pokazując paluchem kurze zwłoki, poprosiłem "o jakąś ładną pierś". Że z drobiu, już nie dodawałem ;) Pani ekspedientka zamiast milczeć i robić swoje, powiedziała: "A to zapraszam po pracy na kawę" szczerząc się przy tym do mnie.

Stojąca obok mnie żona się już nie szczerzyła. Przeszyła ją zabójczym spojrzeniem, po czym po wyjściu ze sklepu dostałem opieprz, że pewnie babce jakieś sygnały puszczam, gdy chodzę na zakupy ;)

Przypomniało mi to zresztą sytuację, gdy będąc u znajomych poszliśmy z kumplem do sklepu po alko. Po drodze wstąpiliśmy do pizzerii, aby zamowić na konkretną godzinę żarcie. Pizzę przyniósł jakiś dowcipniś-man. Otworzyła żona kumpla (kolega akurat "usypiał" dziecko). Po załatwieniu "formalności" gość pyta:

- Czy tutaj mieszka taki pan z krótkimi ciemnymi włosami?

- Tak. Mój mąż. A o co chodzi?

- To proszę mu przekazać, że Kasia będzie czekać o 23-ej pod pizzerią.

Podwójne piętno. Żony w takich przypadkach nie znają się na żartach.

00:24, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »



GG:23200496