niedziela, 29 kwietnia 2012

Rozbawił mnie dzisiaj przeczytany wpis na PRK :)

Azotox napisał:

Użytkownik "ktos" <ktos@nikt.pl> napisał w wiadomości
news:jn3ro2$fck$1@node2.news.atman.pl...
>W dniu 2012-04-23 11:03, magbod pisze:
>> Spotkajmy się 1 czerwca o godz. 18:00 pod pomnikiem Adama Mickiewicza,
>> ze swoimi robótkami (frywolitkowanie,etc)
>  i pokażmy, że rękodzieło żyje i ma się bardzo
>> dobrze. Że zajmują się tym ludzie w różnym wieku, o różnych
>> zainteresowaniach i zawodach, a łączy nas jedno: pasja do rękodzieła.
>
> Czy jak komuś np. zona wyjechała na dłużej i zostaje mu tylko "rękodzieło"
> to też może przyjść zademonstrować umiejętności?

to pewnie będzie to "frywolitkowanie"?

azx 

13:25, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 kwietnia 2012

Dzisiaj punkt dziesiąta, 3700 gram żywej wagi.

Właśnie siedzę  pod porodówką i czekam, aż żona dojdzie do siebie po narkozie (problemy z kręgosłupem uniemożliwiające poród o własnych siłach).

Fota na razie tylko na moim profilu na fejsie.

EDIT:

Już wróciłem ze szpitala - podpinam fotkie ;)

MAŁY KOZIOŁEK

11:36, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (8) »
środa, 25 kwietnia 2012

Wpadł dzisiaj do nas "fryzjer" - piszę w cudzysłowie, bo facet ma kilka salonów, poluje i jeździ suvem lexusa. Oczywiście w sprawie reklam.

Chwilkę wcześniej, robiąc porządki, znaleźliśmy maszynkę do włosów do której nikt się nie chciał przyznać. Leżała zakurzona za szafą i wyglądała na nieużywaną ładnych paę lat. Zgodnie stwierdziliśmy, że właściciela da się ustalić używając wyłącznie najnowszych metod oznaczania DNA, co ja skwitowałem tekstem (bo na 100% nie była to moja maszynka ;)), że  pewnie w popłochu porzucił ją właściciel budynku, gdy został przyłapany przez teściową na goleniu jaj.

No i tę maszynkę - położoną na biurku - wziął do ręki nasz gość. Spojrzał na nią z udawanym obrzydzeniem i spytał:
- I jak ja mam wymienić samochód na nowy, skoro wszyscy się bawią w Adama Słodowego? - na co Pablo rzekł:
- Miejsc które ta maszynka goliła, nie tyka się żaden fryzjer!

Fryzjer nie musiał już udawać...

PS. Dzisiaj Wigilia: jutro rano, o siódmej trzydzieści, mam stawić się z Moim Kochaniem na porodówce.

20:27, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (1) »
wtorek, 17 kwietnia 2012

Piewca Onanizmu to koleś który jest kurierem i od czasu do czasu wpada do pracowni z przesyłką (albo po nadawaną przez nas paczkę). Mówimy tak na niego, bo zawsze zasuwa jakimś tekstem nt. samozadowolenia.

Przeważnie prozą, ale dzisiaj wzniósł się na wyżyny i pojechał rymem - do tego dwa razy!:

Mawiał to już Święty Łukasz
Ręką chuja nie oszukasz

i:

Bicie konia wzmacnia krew
Po nim czujesz się jak lew
Zwinność małpy, siłę słonia
Daje wszystkim bicie konia

Ubawił tym do łez obecnego akurat klienta - zamawiającego zdjęcia na wystawę o Dżej Pi Tu, a ubranego w cywilne fatałaszki, księdza z krakowskiej Kurii.

20:14, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (2) »
sobota, 14 kwietnia 2012

Pół dnia się zastanawiałem: śniło mi się to, czy gdzieś o czymś takim przeczytałem / usłyszałem? Ale przypomniałem sobie wczorajszą rozmowę w pracowni, że niby kogoś strzygł fryzjer - puncor z ogromnym irokezem, stąd na mur beton to wytwór nocnej pracy mojego "głownego" procesora, pobudzonego tym ciekawym razgawarem.

A śniło mi się czterech punków którzy mieli wyruszyć w podróż z Krakowa do Warszawy osobowym samochodem. Przyszli do stojących na ulicy ludzi po poradę: otóż nie mieściły im się pod sufitem ich irokezy i nie wiedzieli co z tym fantem mają zrobić.

Na sugestię, że powinni otworzyć okna i wystawić przez nie głowy, odpowiedzieli, że to niemożliwe: na trasie Kraków - Warszawa grasują bowiem snajperzy i odstrzeliwują pasażerom wszystkie części ciała wystające poza obrys wiozących ich aut...

15:20, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 kwietnia 2012

Koziołek udzielił się w wątku na pl.pregierz, cytowanym w poprzedniej jego notce.

"Dariusz K. Ładziak" napisał:

> Nigdy nie wiemy kto nas w okolicy rozumie...

To i ja się podepnę w temacie obcokrajowców władających Polszczyzną.

We wrześniu '94 pojechaliśmy z kumplami do Pragi na koncert flojdów. Czterodniowy pobyt, trzy noclegi czworga chłopa z samochodem. Znaleźliśmy hostel  - "hotel wakacyjny" - akademik w śródmieściu przez wakacje wynajmowany turystom. Coś a la Bydgoska lub "slamsy" w Krakowie przed remontem.

Po przyjeździe wtarabaniamy się głównym wejściem i testujemy znajomość języków obcych na czarnoskórym recepcjoniście. Na co on z ironicznym uśmiechem:

- Spoke, spoke. Ja mówić po polska. Ja dwa roki studiować w Polska.

Dwa dni później.

Naszą grupkę rozjebali po akademiku. Tzn. rozkwaterowali dwójkami w dwóch trzyosobowych pokojach.

Mnie z kumplem położyli w pokoju, w którym mieszkał pewien młody Czech. Tak się składa, że wyprowadzał się dzień przed nami.

Doba hotelowa kończyła się o ósmej trzydzieści, a my, "zmęczeni tańcem", leżeliśmy w wyrach i spaliśmy jak zabici.

Pamiętam jak dziś pobudkę o ósmej rano: otwierają się drzwi, na środku pokoju staje rosły Murzyn i gromkim głosem woła (pokazując paluchem m. in. na moje skacowane zwłoki):

- OK, gajs! Jeden z was stąd spierdalać!!!

01:54, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (1) »
środa, 11 kwietnia 2012

...a dokładnie to Marek szczypał mnie za uszami na pręgu. Ale nie o to mi akurat chodzi, tylko o dwie fajne historyje "z życia wzięte", które przy okazji w tym wątku wypłynęły:

 

Użytkownik Kapsel napisał:
> Sun, 8 Apr 2012 11:12:34 +0200, Marek 'marcus075' Karweta napisał(a):
>
>>> niy rozumisz po ślunsku synek
>>
>> Rozumia, ino nyi godom.
>
> [OT]
>
> Mięliśmy raz taką przygodę z jednym francuzem, co to żonę w Polsce sobie
> znalazł i pracę też :)
> Cały wieczór na imprezie cicho siedział, tośmy tam jakieś żarty czasem
> puszczali o żabojadach, białych flagach, itd., czasem tam coś po
> francuangielsku do niego, aż ktoś nowy się zjawił i coś go pyta, wyjaśniamy
> że nietutejszy, a on łamanym polskim wypala:
>
> "Ja nie mówia ale jak wsytko rozumie" :]

Drobiazg.

Połowa lat siedemdziesiątych, środkowy Gierek, studenckie towarzystwo
majace wsparcie w krewnych na Zgniłym Zachodzie wybrało się na tramping
po Afryce.
Siedzą w Samym Środku Niczego w barze z blachy falistej, popijają kolę
schłodzoną w lodówce pędzonej agregatem i radośnie komentują otoczenie.
Przy stoliku obok siedzi typowy Mandingo - prawie dwa metry, bary ledwo
w drzwiach się mieszczące. I jedna z panienek rzuca tekst - o, ten to
musi mieć lufę!
Na co Mandingo odwraca się w stronę towarzystwa i pyta - a czo, wyjącz,
pokazacz?

Nigdy nie wiemy kto nas w okolicy rozumie...

--
Darek


00:26, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 kwietnia 2012

Swego czasu mój przyjaciel Waldi (ten na którego weselu Członek Korporacji podpierdalał do żon: mojej i kumpla) sprzedał  historię z Przemyśla - z którego pochodzi. Ponoć był świadkiem tego wiekopomnego wydarzenia (a z tego co wiem nie ma Waldi skłonności do ściemniana), więc w najgorszym razie stawiam na znajomość u bohaterów dramatu odpowiednich zwrotów.

Otóż będąc na wakacjach przyjechał Waldi z Krakowa (gdzie wspólnie pobieraliśmy nauki na Akademii Górniczo Hutniczej) do swojego rodzinnego miasta. Któregoś z kolei dnia tej śródrocznej laby siedział z rówieśnikami na ławce nieopodal przemyskiego Niedźwiadka, komentując wydarzenia ubiegłowieczornej imprezy, gdy naprzeciw ich ławeczki przeszła para nieletnich (ale ponoć już w wieku rębnym) niewiast w spódniczkach z deczka kusych.

Tak się złożyło, że był wśród chłopaków miejscowy wirażka, do tego koleś o języku ciętym i kat na baby. Zoczył pochodzące zapewne z podprzemyskiej wsi, nieznane mu kobiałki i zagawarił:

- Ej, młoda, to się myje a nie wietrzy! - na co jedna z dziewcząt rezolutnie odpowiedziała:
- Ej, stary, to się liże a nie wącha!

Podobno odpowiedzi nie znalazł...

sobota, 07 kwietnia 2012

Jadąc przedwczoraj z moim ukochanym bratem do Łodzi na koncert Laibach, przyszedł mi do głowy pewien pomysł: postanowiłem mianowicie kiedyś (w przyszłości) - prowadząc auto  - przekroczyć  nieco prędkość w zasięgu pracy fotoradaru. Tak, coby mnie sfocili i by przyszło wezwanie na komendę w celu identyfikacji szafiora.

Cały wic polegał by na tym, że mijając znienawidzony przez kierowców słupek, miałbym założoną na twarz maskę w kształcie dupy: prosty, silikonowy odlew męskich, nieco włochatych półdupków, z wyciętymi otworami dla oczu. Co do oddychania, nochal znajdowałby się w dziurze między pośladkami.

Aby jeszcze bardziej podgrzać atmosferę podczas spotkania na posterunku, obmyśliłem sobie podczas porannej kupy następujący scenariusz:

Biorę auto wtajemniczonego w spisek brata / wspólnika /kolegi. Zakładam dupę na twarz i ruszam w Polskę. Przekraczam prędkość o jakieś dwadzieścia kilosów. Ot tak, by "pstrykło", a jednocześnie za dużo nie zabulić.

Po przyjęciu przez Właściciela Samochodu wezwania idę z nim na Policję. Czekam sobie na korytarzu, a w pokoju WS ogląda zdjęcie swojej bryki z dupą za kierownicą:

- [Policjant] Czy to pan prowadził auto? - i pokazuje palcem twarz kierowcy
- [WS] Hm, chyba nie jest do mnie podobny... Ale wiem, komu pożyczałem samochód.
- [P] Komu?
- [WS] Ten pan czeka na korytarzu - tu mnie wzywają i radośnie wkraczam do pokoju
- [P] Czy to pan prowadził dnia xxx auto marki xxx o numerze rejestracyjnym xxx? - i pokazuje mi zdjęcie jakiejś dupy za kierownicą
- [Koziołek] A czy ja według pana wyglądam jak dupa?

Oczywiście sprawa ląduje w sądzie i cała szopka zaczyna się od nowa, tylko do drugiej potęgi.

A gdyby u nas Wysoki Sąd nosił perukę jak na Wyspach, otworzyłby się sezam możliwości: np. kierowca samochodu popełniający wykroczenie z włosami a la Wysoki Sąd i dupą zamiast twarzy...

Generalnie polucjanci dowcipu chyba nie docenią, nie mówiąc o towarzystwie w togach. Ale spróbować warto ;)

Tagi: Laibach
00:31, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 02 kwietnia 2012

Grupy pl.pregierz, pl.rec.gps, 2 kwietnia 2012

Przepraszam za cross-posta, ale pragnę powazelinować mój nowy pomysł na biznes wsparty unijnymi djeńgami.

Niestety polska Wikipedia nie jest w stanie odpowiedzieć na moje pytanie: w którym roku system GPS uzyskał funkcjonalność porównywalną z dzisiejszą, to jest pozwalającą korzystać z urządzeń typu "nawigacja"?

Chciałbym mianowicie złożyć wniosek o dotację na projekt który umożliwi korzystanie z nawigacji satelitarnej w oparciu o mapy i siatkę europejskich dróg wg stanu na połowę lat osiemdziesiątych.

Targetem produktu będą biura podróży, organizujące wycieczki w czasie do środkowego Jaruzelskiego.

Mały OT. Czego się wystrzegać w składanych papierach, żeby panie z PARP-u nie ujebały wniosku u samych korzeni?

Z harcerskim pozdrowieniem,

Koziołek


23:10, koziolek_matolek_1234 , się pytam
Link Dodaj komentarz »



GG:23200496