czwartek, 31 marca 2011

Kurewsko piętnuję.

Wspominałem jakiś czas temu o mojej znajomej:
PRYWATNA SŁUŻBA ZDROWIA

Dzisiaj znów do niej podjechałem służbowo. No ale przy okazji zgadaliśmy się - jak to u trzydziestoparoletnich pryków bywa - o zdrowiu.

Dziewczyna zagoniona, nigdy nie miała na nic czasu. Zawsze było coś ważniejszego niż zrobienie podstawowych badań, a do tego i tak była pod "opieką" ginekologa z powodu rosnącego włókniaka którego "nie trzeba wycinać, bo nie będzie pani mieć dzieci".

Parę miesięcy temu zmieniła lekarza. No i okazało się: rak szyjki macicy, drugi stopień. Ponoć ma szanse jak 50 do 50. Ma poznać szczegóły za dwa tygodnie.

Rozpowiadam to dzisiaj cały dzień znajomym babkom, ze szczegółami. Z przesłaniem: zapierdalajcie do ginekologa i róbcie jebaną cytologię.

Koziołek

Tagi: cytologia
23:42, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (23) »
niedziela, 27 marca 2011

I znów wpadła do nas sąsiadka. Z mężem. Trzydziestoletnia blondynka.
Wczoraj. Małysza pooglądać...

Przerwa na Teleexpress - pokazują siakieś trzy misie.

Teleexpress: Idzie wiosna - ze snu zimowego zbudziły się niedźwiedzie, mieszkające przy trasie W-Z [co wy w tej Warszawie tam macie? Jakieś zoo? - K.]
Sąsiadka: To niedźwiedzie naprawdę zasypiają na całą zimę? Zawsze myślałam, że tak się tylko mówi...
Mąż sąsiadki: "No co ty, stara. Nie rób jaj. Nie wiedziałaś?!
Sąsiadka: I co, one faktycznie przesypiają zimę?
Koziołek: To prawda.
Sąsiadka: I one przez całą zimę tak codziennie?

:)

21:23, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (1) »
sobota, 26 marca 2011

Kupiłem półtora miecha temu Win XP.

http://allegro.pl/ms-windows-xp-home-edition-pl-oem-fv-sp3-1pak-i1433248829.html

Byłem dzisiaj z kompem u znajomego (kompem na którym zainstalowałem - i o czym pisałem na pręgu - Malinową Mandarynkę) powymieniać parę bebechów. Wziąłem przesyłkę z nośnikiem aby sprawdzić, czy na ww. konfiguracji ruszy instalator Windows.

No i wkurwiłem się niemożliwie. Wydawało mi się, że za trzy stówy kupuje się u nas legalny system (tyle mniej więcej płaciłem w sklepie parę lat temu za ikspeki do firmy). Jednak chyba jest inaczej.

Dzisiaj dopiero dokładniej przyjrzałem się przesyłce (wcześniej tylko wysunąłem płytę i schowałem do koperty; szybki rzut oka, wydawało się ok). Płyta bdb, ale nie idealna, hologram odklejany, przyklejony do kawałka silikonowego papieru.

Wszystko wyszło dopiero po dokładniejszych oględzinach. Znajomy powiedział, że system zapewne się zarejestruje w MS, ale nie przejdzie dokładniejszej weryfikacji.

Jak skurwysynowi zrobić "dobrze"? Nie mam zamiaru iść z nim na żadne układziki typu zwrot kasy + pozytywny koment.

A może, do chuja wacława, mylę się ja i znajomy?

Wkurwiony,

Koziołek

03:01, koziolek_matolek_1234 , się żalę
Link Komentarze (1) »
wtorek, 22 marca 2011

Pojadę dzisiaj na cudzesie. A co - taki sobie miły razgawar, ubawił mnie ;)

Na pl.soc.medycyna niejaki sclt zapytał:

Czy myśleliście już o Jodzie?

Pytam, bo 30 lat temu po Czarnobylu, w porę otrzymało tylko wojsko i policja, reszta obywateli po tygodniu od przejścia "chmury". Zastanawiam się jak dziś to wygląda.

Tak, wiem, Japonia dalej niż Czarnobyl , ale Anglia już się uszykowała na wypadek.
Jakoś tylko Polacy (jak dotąd) nastawienia są sceptycznego. A jak Wy?

Aptekarze nabierają wody w usta i odsylają do rodzinnego, bo niby jod bardziej szkodzi niż pomaga. Hmmmm.... a wojsko dostawało niby eksperymentalnie? I wszyscy jedną dawkę, nie było ustalania kto mniejszą i czy na pewno.

Rodzinny ma wywiad robić , czy czasem przeciwwskazań typu rak nie ma w rodzinie, a "chmurka" raka nie pobudza/powoduje?

...na co niejaki Plumke mu odpowiedział:

ja mysle codziennie o jodzie oraz o luku skajłokerze

:)

LINK

23:57, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (1) »
środa, 16 marca 2011

Czytając dzisiaj posty na grupie pl.pregierz, przypomniała mi się taka historyjka.

Zdarzyło mi się, że omal się nie posrałem ze strachu, mimo że 19 lat miałem. Moi rodzice z bratem wyjechali do rodzinki na parę dni. Zostałem sam w domu.

Wieczór, około dwudziestej trzeciej. W mieszkaniu światła pogaszone, tylko w pokoju w którym byłem włączona duża lampa pod sufitem, z jedną żarówką setką. Leżę sobie na tapczanie i czytam książkę: "Odwieczny wróg" Koontza. Akcja tam była taka, że COŚ mordowało / porywało ludzi, odcinając chwilę wcześniej prąd, tak że zapadała ciemność.

No więc czytam, czytam, i dochodzę do zdania: "I wtedy zgasło światło". No i w tym momencie - niesamowity zbieg okoliczności - wybuchła i zgasła żarówka.

Myślałem, że zawału dostanę. Najgorsze było to, że zrobiło się zupełnie ciemno, żarówka posiała stłuczką po podłodze a ja byłem na boso, bez kapci w pobliżu. Nie mogłem stanąć na podłodze, a bałem się, że zaraz coś ze sracza wylezie i mnie zaatakuje, jeśli nie zapalę prędko światła. No i spierdalałem z pokoju jak ten nindża nie dotykając podłogi - po biurku, komodzie, kolumnach i krześle :)

09:52, koziolek_matolek_1234 , Jak dziś pamiętam
Link Komentarze (6) »
sobota, 12 marca 2011

Dawno temu, gdy Koziołek był piękny, młody i jeszcze studiował, miał przyjaciela o imieniu Waldemar.

Na I-szym roku mieszkaliśmy na jednym piętrze akademika, na drugim - za rzucanie przez okno butelkami po spirytusie marki Royal - przyjaciel ten został eksmitowany i musiał kupić sobie miejsce w akademiku obok. Zamieszkał z gościem o ksywie RPA (tam chłopczyna żył od piątego roku życia - przyjechał na studia do Krakowa i tylko mama od czasu do czasu przysyłała mu w paczkach słoiki z mięsem z krokodyla w smalcu) który miał w swoim komputerze dwa przeurocze programy - filmiki.

Na każdej imprezie u Waldemara następował taki moment, gdy pijane towarzystwo domagało się Masakry. I wtedy...

czwartek, 10 marca 2011

Pochwalę się - prawie zdrowy jestem ;)

Wystraszyłem się w niedzielę: coś mnie zaczęło uwierać w klatce piersiowej. Znaczy serce.
Zmierzyłem sobie ciśnienie u teściowej. Zawsze miałem cirkaabałt 140 - 150 jeśli chodzi o skurczowe (nie pamiętam, kiedy w ciągu ostatnich 10 lat zszedłem poniżej 130, chyba nigdy). Ostatnimi czasy dobijałem do 160 (żona pędziła mnie do lekarza, ale nie na kopach, a ja nie chciałem, bo słyszałem, że po lekach na ciśnienie "ptak traci skrzydła" ;)) Ale w tę niedzielę zaszalałem: 183/115. Panika.

Poniedziałek.
Jako jeden z pierwszych wpadłem do gabinetu w ten piękny ranek. Ciśnienie: 165/xxx. Wyszedłem z receptą na Tritace, drugie na "T" i Kalmag oraz wykazem badań i probówką na siuchy.
Leki wykupiłem, przyćpałem ;) Przymuliły mnie na maksa, do tego znów coś mnie ścisnęło w klacie, więc strzeliłem sobie gdzieś na mieście małe EKG (powiedziało, że wszystko git).
Godzina 20:15 - Koziołek w łóżeczku i lulu.

Wtorek.
Pierwszy poranny sik do pojemniczka i do przychodni. Tradycyjnie prawie zemdlałem w trakcie kłucia, ale oddałem krew.
Drugi dzień jak zombi, tyle że przestało mnie cisnąć w klacie. 20:20 - chrapanko.

Wczoraj.
7:15 - nie mogę spać, jestem wyspany. Czuję się naprawdę ok. 15:00 - wizyta u lekarza. Pomiar ciśnienia: rozkurczowe - 120 mm. Szok! Szok drugi: wszystkie wyniki w normie, sporo poniżej "górnej kreski". W porównaniu z poprzednim badaniem sporo niższy poziom trójglicerydów.
Najbardziej bałem się prób wątrobowych, ale i tu wszystko ok. Wątroba ponoć jak u niemowlaka ;)

Wpadłem do pracowni i pochwaliłem się chłopakom. A wspólnik na to:
- W starym rzęchu silnik nim całkiem padnie, też przez chwilę lepiej pracuje...

09:35, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 07 marca 2011

Grupa pl.pregierz, 6 marca 2011.

Dzień dobry. Mam na imię Alfrodyzja i mam dwanaście lat.

Coś dziwnego dzieje się z moimi rodzicami. Ale zacząć muszę od prapradziadków. Otóż pewnego dnia (opowiadała mi to mamusia) prapradziadek wyciągnął akordeon, flaszkę bimbru i zaczął śpiewać piosenki Mieczysława Fogga i inne takie, na przykład że za rok za dzień za chwilę go nie będzie.

Później pradziadkowie - którzy zawsze ciężko pracowali i nie mieli czasu na zabawę - zaczęli wszystkich męczyć jakimiś piosenkami o budowaniu nowych domów, czerwonych autobusach. O tym, że za rok ich nie będzie, też śpiewali.

Dziadków jak zaczęli śpiewać, pamiętam sama (chociaż mała byłam, miałam sześć latek). Tylko oni śpiewali i słuchali piosenek o jakichś myszach i autostopie, i pili najtańsze wina.

Ale teraz tatuś z mamusią (chociaż nie są aż tak bardzo starzy - no może troszkę, mają po trzydzieści parę lat) zaczęli częściej spotykać się z przyjaciółmi. Nie śpiewają, ale piją dżin z tonikiem, puszczają na youtube takie dziwne piosenki (Pet Shop Boys, Italo Disco i inne, co nie za bardzo mi się podobają), a czasami zakładają białe rękawiczki, biorą gwizdki i idą do miasta.

No ale o co mi chodzi: tatuś mówił, że jak ktoś zaczyna robić muzyczne wspominki, to musi się już piachem nacierać i pakować na tamten świat. I faktycznie - wszyscy wcześniejsi już długo nie pożyli.

Ja bardzo kocham moich rodziców i nie chcę, żeby już umierali. Czy da się jeszcze coś zrobić?

Pozdrawiam,

Afrodyzja

18:15, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 marca 2011

Dzisiaj tak bardziej reportażowo ;)

Jechałem rano z domu do pracowni, gdy mniej więcej w połowie drogi wpierdzieliłem się w chmurę dymu. Bynajmniej nie pachniał jałowcem, palonym liściem, czy siankiem.

Okazało się, że płonie - wyglądający na nówkę - fiat. Więc telefon, 112 (okazało się, że byłem drugi), a potem już tylko czekać na przyjazd straży, zbytnio się do pochodni nie zbliżając.

A com widział i com słyszał, niech ten filmik wam opowie:

 

10:33, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (2) »



GG:23200496