poniedziałek, 22 grudnia 2014

Taki tytuł miał radziecki film, który zrył mi beret jakieś trzydzieści pięć lat temu - wtedy po raz pierwszy się zakochałem i wybrałem pierwszy w życiu zawód - kosmonauty.

Po latach przypomniałem sobie o nim i postanowiłem odświeżyć. Po drodze wpadłem na forum filmwebu i w odpowiedzi na post kolesia o nicku syriuszfalcon:

Mimo tego że naukowo, taka podróż przy użyciu antymaterii była by niemożliwa, film jest super. Wcześniej oglądałem go jako nastolatek, wywarł na mnie bardzo mocne wrażenie, bo marzyłem o tym żeby zostać kosmonautą. Po obejrzeniu filmu przez kilka godzin chodziłem jak zahipnotyzowany, a w tych trzech młodych kosmonautkach po prostu się zakochałem.

...skreśliłem te słowa:

Jestem rocznik 74 - dziecko komunizmu ;)
Film był emitowany w naszej telewizji - z tego, co pamiętam - chyba w ferie. Oglądałem go, mając pięć albo sześć lat (tak mi się wydaje, nie chodziłem chyba jeszcze nawet do zerówki). Też po obejrzeniu chciałem zostać kosmonautą i też się zakochałem - tyle że w jednej z kosmonautek, która jak mi się wydaje, miała na imię Katia (ale nie jestem tego pewien, może coś pop...doliłem, podobnie jak troszkę przekręciłem tytuł filmu, wpisując go do gugla: wysmażyłem "Drogę na Kasjopeję" :)
Mam dwuipółletniego synka i w planach zindoktrynowanie go myślą radziecką, gdy tylko skończy cztery latka - wtedy też chcę odświeżyć sobie Drogę. Zobaczę, czy młody też się zakocha, będzie chcieć zostać kosmonautą i ile z filmu po prawie czterdziestu latach pamiętam :)

A film leży na dysku i szczeka.

W DRODZE NA KASJOPEJĘ

21:40, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (2) »
środa, 17 grudnia 2014

Na pewnym znanym forum jeden gość napisał:

"Hitler dobrze zrobił że wytrzebił Żydów. Chociaż tak na prawdę zrobił to za żydowską kasę. Przynajmniej więcej spokoju mają choć i tak okupują najwazniejsze funkcje w naszym państwie to jednak jest ich mniej rozeplenionych."

 BARTEK FASZYSTA

Czy jeżeli jutro pofatygował bym się na posterunek i go podpierdolił, to będę czepialskim, kapusiem, czy porządnym obywatelem?

Piętno dla siebie za wątpliwości.

22:11, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 grudnia 2014

Dawno, dawno temu, gdy Moje Kochanie przyjaźniło się jeszcze ze swoją Najlepszą Przyjaciółką Jagodą, zostaliśmy zaproszeni na ślub tej psiapsiółki siostry. Przy okazji dostąpiłem zaszczytu "bycia" na wieczorze kawalerskim pana młodego.

Roman - bo tak się zwał ów młodzian - zaprosił na imprezkę kwiat młodych, przystojnych mężczyzn. Oprócz mnie i paru kumpli, zwalił się jego szef (znaczy, właściciel agencji reklamowej, w której Romeo był grafikiem) i reszta współpracowników. Wszystko działo się w knajpie na Kazimierzu, gdzie kawaler wynajął na wyłączność jedną z sal.

Ja tam byłem, wódkę łoiłem i gandzię paliłem. A gdy szef Romka rzucił propozycję, do striptizerki się dołożyłem...

Przyjechało dziewczę zgrabne, blonddługowłose i powabne. Zrzuciło ciuszki - włącznie z biustonoszem i majteczkami. Szoł, jaki odpierdoliło spowodował, że przyszły pan młody pognał za kulisy spytać, czy może sobie zachować na pamiątkę majtki.

Jakiś czas później, gdy wszyscy o świcie mieliśmy się rozejść do swych domów, podszedł do mnie Romek i zagadał:

- Koziołek. Mam wielką prośbę. Nie mów Adze, że była striptizerka. Aga pracuje z Jagodą, ta powie Basi i będę miał przejebane - Czego się nie robi dla szwagrów przyjaciółek swoich żon:
- Nie ma sprawy. Będę milczał jak grób!

Jak obiecałem, tak zrobiłem. Wróciłem do domu, po drodze wyrzygałem się do jakiegoś żywopłotu, a po wszystkim zdałem żonie relację - wycinając czterdzieści pięć minut romkowej przygody z blond pięknością.

Płynął czas. Było wesele, noc poślubna i podróż. Państwo młodzi wrócili do swego domu.

Po jakimś miesiącu podjechałem po pracy po żonę. Przyszła - wkurwiona jakaś taka. Wsiadła do auta, trzasnęła drzwiami i z mordą na mnie:

- Co masz mi do powiedzenia?!!!
- W jakiej sprawie???
- Romek powiedział Basi, a Basia Jagodzie, że na wieczorze kawalerskim BYŁA STRIPTIZERKA!!!
- Eeeeee.....

I oczywiście po wszystkim to ja wyszedłem na chuja...

23:55, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (5) »
piątek, 05 grudnia 2014

Chyba jestem sentymentalistą. Znaczy, że łatwo się wzruszam. Jak na przykład ostatnio, ckliwą historią cudem wyrwanego Anubisowi małego Adasia. Nic nie poradzę, że z wypiekami na ryju czytałem kolejne njusy - a to że Adasia wybudzili, a to, że wszamał śniadanko, a to, że został rekordzistą świata w sporcie ekstremalnym, jakim jest wychłodzenie organizmu.

Jest jednak pewien procent szansy, że sentymentalistą nie jestem, a wzruszyłem się tylko dlatego, żem ojciec podobnego nagniotka.

Zresztą nie wyczerpuję definicji sentymentalisty wg Stanisława Grzesiuka: otóż ten, w swoich wspomnieniach "Boso, ale w ostrogach" stwierdził, że "sentymentalista to ten, co nawet jak rucha, to płacze".

21:38, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »



GG:23200496