wtorek, 27 listopada 2012

Tym oto zajebistym sloganem uczcił Pablo przygodę Wspólnika. Bidok kupił mianowicie sok malinowy słynnej na całą południową Polskę z produkcji jabcoków firmy Tenczynek. Zapodał sporą porcję do porannej herbatki, wypił i po kwadransie zaczął puchnąć. Dokładniej to spuchła mu morda: policzki wywaliło mu jak pucki ukochanego Kubusia Puchatka mojego synka, a wielkich, mięsistych war nie powstydził by się najczarniejszy Murzyn z najgłębszej dupy Afryki. Do tego totalnie zachrypł.

Akcja "wapno" pomogła niewiele. A przynajmniej nie od razu - jeszcze po ośmiu godzinach kumpel mógł robić za niewolnika z plantacji bawełny.

Pamiątkowego zdjęcia zrobić sobie nie dał. Nie przyznał się też, czy z paróweczki zrobiła się krakowska.

Ale doszliśmy do wniosku, że jest dzięki temu jeden duży plus: otóż nikt mu nie zarzuci kłamstwa, gdy powie: "Ja też kiedyś byłem Murzynem".

A TAK OTO WYGLĄDA TEN CYMES

niedziela, 25 listopada 2012

Dzisiaj się powkurwiam. A co!

Przedwczoraj - jak co piątek - kupiłem Gazetę Wyborczą. Wertując strony, coś upuściłem: spomiędzy kartek wysunął się insert w postaci zielonej kartonowej koperty z płytą DVD. Pornos? A może najnowszy holyłódzki hit? Nie. To sygnowana przez ZUS aplikacja pod "fstszonsajoncym" tytułem: "Zagrożenia występujące w górnictwie".

"Płyta DVD zawiera animację rzeczywistych wypadków przy pracy oraz prezentację działań prewencyjnych"
"*Prezentacja wypadków związanych z transportem przenośnikami. (...) Postępowanie według przedstawionych zasad pozwoli Ci bezpiecznie pracować i szczęśliwie wrócić do domu".

No do Chuja Wacława. O co kaman? W jaki sposób płyta wrzucona jako dodatek do dziennika, po który przeciętny górnik dołowy nie sięga, ma pomóc zapobiegać wypadkom?!

IMHO to czyste marnotrawstwo pieniędzy które powinny być przeznaczone na coś zgoła innego. Tym bardziej w czasach, gdy wszędzie dookoła mówi się, że na nic nie ma kasy, a ludziom praktycznie każe się zdychać w kilkumiesięcznych kolejkach do specjalistów. Komuś w centrali ZUSu walnął na łeb zdrowy kawał sufitu...

OK. A teraz fakty. Poniuchałem co nieco w sieci. Ww. gadżet - wg tego, co znalazłem na stronie ZUSu - został dostarczony jako insert pod cztery adresy w kraju: na Mazowszu, Śląsku i w Małopolsce. Poniżej zarzucam wybrane informacje ze strony z informacją o przetargu:


"Przedmiotem zamówienia jest powielenie płyty zawierającej aplikację dotyczącą zagrożeń występujących w górnictwie wraz z jej dostawą, stanowiącej insert do gazety/czasopisma."


"Wykonawca zobowiązany jest do:
1) powielenia płyty przekazanej przez Zamawiającego, zawierającej aplikację dotyczącą zagrożeń występujących w górnictwie w liczbie 145 000 egzemplarzy - wykorzystane do powielania płyty DVD o standardowej wielkości powinny mieć pojemność co najmniej 4,7 GB. Przez powielenie Zamawiający rozumie np. tłoczenie lub nagrywanie płyt"

"I. Wybrana oferta:
Oferta nr 2 - TAKT Sp. z o.o., ul. Wyzwolenia 2, 32-329 Bolesław, Biuro Handlowe: ul. Postępu 18, Budynek NEPTUN, 02-676 Warszawa

Cena z podatkiem VAT wynosi 101 302,80 zł." !!!!!!!!!!


Podsumowując: wydano ponad osiemdziesiąt tysięcy złotych netto zupełnie bez sensu. Zamiast przygotować coś takiego i rozdystrybuować wyłącznie wśród zainteresowanych, uraczono informacją na temat bezpiecznej obsługi przenośnika taśmowego w kopalni panie fryzjerki, babcie klozetowe i menadżera w banku (zakładając, że wszyscy oni sięgnęli po GW).

Do tego te 80 tysiów to tylko koszt powielenia płyty oraz dostarczenia do centrów dystrybucji (drukarnie?). Trzeba również doliczyć koszt opracowania prezentacji i zapewne swoją działkę wzięły wydawnictwa (lub wydawnictwo) za dołączenie gratisu do swoich gazet.

ZUS jak widać w pełni zasługuje na alternatywne tłumaczenie skrótu jako Zakład Utylizacji Szmalu, a mnie z tego wszystkiego cycki wzięli i opadli :-/

Informacja o przetargu na stronie ZUS:
http://www.zus.pl/seminariaprognozy/default.asp?id=10&p=6&idz=121041

ZUS - ZAGROŻENIA WYSTĘPUJĄCE W GÓRNICTWIE

Tagi: ZUS
15:48, koziolek_matolek_1234 , się żalę
Link Komentarze (11) »
sobota, 24 listopada 2012

Uwielbiam tatar. Robię go często w domu, nie odmawiamy też sobie w pracowni (to znaczy ja z Pablem, bo Wspólnik twardo mówi "nie": twierdzi, że zjadł tatara raz w życiu i przeleciało go wtedy jak kozę po kaczeńcach).

Wczoraj również. Przypadek sprawił, że napatoczył się słynący z różnych sentencji znajomek. Wszedł, spojrzał na przygotowane przez Pabla talerze i skomentował: - Jedzenie tatara jest jak seks bez gumy - przyjemne, ale bywa ryzykowne - podumał chwilę i dodał: - Ale i tu, i tu podstawą są czyste jajka...

 

TATAR BAJ PABLO

13:58, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (1) »
czwartek, 22 listopada 2012

Ha! Dzisiaj znów widziałem się z koleżką - specjalistą od języka niemieckiego (tym który zapodał opowiastki z mojej ostatniej notki). Tym razem opowiedział kilka obleśnych kawałów, z których zarzucę dwa: dzisiaj grzeczniejszy, a później - maskując, jak to mam w zwyczaju w przypadku naprawdę obrzydliwych dowcipów - mocniejszy.

Było to więc tak ;)

Baca prowadził agroturystykę. Środek sezonu, wszystkie kwatery zajęte, gdy po dwudziestej drugiej rozległo się pukanie do drzwi. Baca w samych kalesonach otworzył, a na werandzie stoi trzech gości z plecakami:
- Panocku, przygarniecie nas? Cały dzień ześmy wędrowali popod hale i zmogło  nas niesamowicie.
- Nie pierdolcie "po góralsku", panowie. Taki ze mnie baca z Libanu, jak z was górale z Zakopanego. W 68' przyjechałem tu z Warszawy. Emkarwan jestem. A miejsca nie mam - wrzesień, to wszystko obsadzone.
- To może przenocuje nas pan choć w stodole? Późno już, co będziemy zelówy drzeć na szlaku... - baca podumał, podrapał się po jajach i rzekł: No dobra. Mam pustą stodolę. Ale wygód tam żadnych nie ma i będziecie spać na belach słomy - goście od strzału się zgodzili.

Gdy tylko udali się na wywczas, podążył za nimi i baca. Przyglądał się lubieżnie jak się rozbierają przed wejściem w śpiwory (oprócz przechrzty był też kryptogejem), ale nim sięgnął do rozporka, otrzepało nim i zmartwiał: pierwszy z gości na sam koniec wyjął oczy, drugi żołądek, a trzeci odczepił usta. Wszystko to złożyli na belce, zagrzebali się w sianie i poszli spać.

Nim baca doszedł do siebie, wpadły do stodoły jego cztery psy i porwały w pyski wsje podroby. Myk, myk, myk - wszystko było zeżarte.

Siadł baca przed stodołą, pogłaskał się po pejsach i zapłakał. Po chwili jednak zajaśniała mu nad głową zakazana przez UE stówatowa żarówka. Wiedział, co trzeba zrobić!
Najpierw dorwał kota starej i wydłubał mu oczy. Potem pobiegł do stajni i wyciął pociągowemu Łyskowi żołądek. Na koniec dorwał w łóżku starą i zardzewiałym nożem obciął jej wargi sromowe. Wszystko razem zaniósł do stodoły i poukładał na belce. I poszedł spać.

Goście obudzili się przed świtem. Postanowili spierdolić nie płacąc i ubrali się w ciemności - najpierw w "podroby", później w szmateks. Stoją przed drzwiami, gdy nagle jeden z nich przyciska ręce do oczu i woła:
- Panowie, coś ze mną jest nie tak! Jest ciemno, a ja widzę, jak w dzień!!! - na co drugi:
- Eee, kolego drogi. To jest nic! Jeszcze dzisiaj nic nie jadłem, a odbija mi się sianem... - w tym momencie trzeci zamarł, chwycił się za rozpór i woła:
- Koledzy, ja to dopiero mam przejebane. Co obliżę usta, to mi chuj staje!

23:36, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 listopada 2012

Dawno temu, gdy chodziłem do technikum, część naszej klasy uczęszczała na nieobowiązkowe zajęcia z języka niemieckiego. Fakt ten utkwił mi w pamięci dzięki mojemu koledze, Ryśkowi. Rysio - pomimo że obcojęzykowo był nogą chyba większą niż ja, postanowił być ambitny i zapisał się na te lekcje.

Pewnego dnia, gdy wracaliśmy pociągiem ze szkoły, chłopak z pomocą kumpla powtarzał sobie materiał z zajęć. Wyglądało to tak, że jeden z nich rzucał jakiś zwrot po polsku, a drugi tłumaczył go na niemiecki. Generalnie Rychu miał straszny problem z wysławianiem się w języku Hitlera, ale wtedy przeszedł samego siebie, gdy coś w stylu "od rana strasznie męczą mnie hemoroidy" przetłumaczył na "Drimpcyk pimpcyk" - a tak przynajmniej wtedy usłyszeliśmy i męczyliśmy go tym do samej matury

Siakieś dwadzieścia lat później - czyli wczoraj - zadzwonił do mnie jeden z moich ulubionych klientów z informacją, że jego szef akceptuje postawione przeze mnie warunki finansowe i zaprasza na trzy, cztery dni do Wiednia (sesje foto odrestaurowanych przez jego firmę, dziewiętnastowiecznych wind). Po telefonie pobiegłem do sąsiedniego sklepiku po niegazowaną wodę mineralną. I spotkałem władającego perfekt niemieckim znajomka. Nie omieszkałem zagrać dziewicy i pożalić się na moją nieznajomość języka tambylców. Na co on zapodał dwie historie z jęzorem w tle.

Pierwsza była o tym, jak to w zamierzchłych czasach (przedszengenowych) jego kolega przekraczał autkiem granicę czesko - niemiecką. Pogranicznik, studiując paszport, spytał Pana Dokąd Jedzie. Ni chuja nie władający niemieckim, gdy tylko usłyszał standardowe Drimpcyk Pimpcyk i wypuścił nadmiar powstałej w trakcie zagotowania zwojów kory mózgowej pary, odpowiedział:

- Ja, ja. Volkswagen!

Druga natomiast przygoda przytrafiła się w skromnych progach domostwa, gdzie w pizdu poszły nasze polskie zasady i Wanda jednak Niemiaszka wybrała: do swej polskiej oblubienicy zadzwonił absztyfikant z Berlina. Traf sprawił, że Wandzia wyszła po fajki, a telefon odebrał władający wyłącznie polskim brat przyszłej pani młodej:

- [Niemiaszek] Drimpcyk pimpcyk [X 10]
- [Brat] Ty poczekać. Ja powiedzieć. Ona do ciebie TELEFUNKEN!

23:25, koziolek_matolek_1234 , się chwalę
Link Komentarze (1) »
środa, 14 listopada 2012

Kraków, ok. godziny 17-tej. Pożar samochodu pod Rondem Grunwaldzkim. Trwał około pół godziny, do momentu przyjazdu jednostki Straży Pożarnej.
Tunel był nieprzejezdny - zablokowanych zostało kilkadziesiąt samochodów. Miałem pecha - wśród nich mój...

 

17:55, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (3) »
sobota, 10 listopada 2012
Parę dni temu wyjeżdżając z garażu, przyuważyłem gościa. Nurkował w naszym śmietniku. Wyciągnął z niego parówkę, przetarł brudną szmatą i zjadł :-/
Może pomyślicie, że jestem pierdolnięty, ale postanowiłem przynajmniej do wiosny, raz w tygodniu wydać na niego ~dwie dychy i wyprawkę w postaci najtańszych produktów żywnościowych oraz słoik z gorącą herbatą wręczać mu pod naszym śmietnikiem co niedzielę rano.
I tak właśnie "adoptowałem" bezdomnego. I nie mówcie tylko, że sam sobie jest winien, bo może iść do roboty, etc. Pracy brakuje teraz nawet dla "młodych, wykształconych, z dużych miast", a co dopiero bezdomnego, śmietnikowego nurka...
 
Stało się - mamy jak w hameryce ;) Znaczy, piętno dla systemu.



10:36, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (5) »
niedziela, 04 listopada 2012

Wschodząca polska gwiazda męskiego tenisa rzuciła dzisiaj swój cień na pl.pregierz. W zainaugurowanym przez rAzora wątku pod tytułem Janowicz, dał głos również Krzyżak:

Wojtek Fibak rozgrywa sparing. W przerwie zagaduje go elegancki młodzieniec, od dobrych kilkunastu minet obserwujący pojedynek:

- Panie Wojtku. Mam ogromną prośbę do pana. Jutro o tej samej porze będę tu przechodził z narzeczoną. Ona jest śliczna, inteligentna, ma super charakter i bogatych rodziców, a ja chciałbym jej jakoś zaimponować. Czy mógłby pan zatem, jak tylko mnie pan zobaczy, zawołać: "Cześć Grzesiek!"?

Fibak myśli, drapie się po jajach i wspomina, jak to on - będąc młodym leszczem - chciał zaimponować Dżekowi i Romkowi pukając dwunastolatki jako Pan Doczepka.

Rozczulił się facet i myśli: "A co mi tam. Chłopak grzeczny, dobrze go rodzice wychowali - pomogę mu". I się zgodził.

Następnego dnia, o tej samej porze, widzi młodzianka idącego pod rękę z przecudnej urody dziewczęciem. Przerywa grę, podchodzi do ogrodzenia i zgodnie z obietnicą woła:

- Cześć Grzesiek!

Na co Grzesio odkrzykuje:

- Spierdalaj! Świń razem nie pasaliśmy!!!


22:21, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (2) »
piątek, 02 listopada 2012

Dzisiaj na pl.pregierz Raffaello załamał dłonie i zapłakał nad polskim tłumaczeniem tytułu pewnej znajej serii:

Już za chwilę, już za momencik - w kinach Die Hard 5.
Ciekawe co na to powie tfumacz, kty przetfumaczył "Die Hard" na "Szklana

Pułapka"? Oby sobie sam w mordę pluł do końca życia za posiadanie takich
umiejętności tfumaczenia...

Niejaki Cezar zadał mu kłopotliwe pytanie:

No pochwal sie... Jak wg Ciebie brzmi tlumaczenie "Die Hard"?

...na które odpowiedział Arkadesh:

Nie do zajebania

Kocham te pręgierzowe dyskusje ;)


 

15:42, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Komentarze (2) »



GG:23200496