środa, 17 lutego 2016

W pewnej firmie pracuje sobie gostek. Nazwijmy go Sklejką. Sklejka znany jest z tego, że lubieżnik pierwszej wody - nie przepuści żadnej, której nie przerazi jego wredna, ospowata aparycja. Jeśli dziewczę się zbliży - pułapka się zamyka niczym rosiczka na muszce i pozamiatane.

Swego czasu Sklejka został ubrany w rolę Magazyniera. Dostał klucze do kanciapy, gdzie trzymano różne doczesne dobra. Jednym z nich był solidny kawał zielonej, syntetycznej linki. Traf sprawił, że podczas jesiennej akcji targowej, ktoś kumaty zgłosił zapotrzebowanie na ów zielony sznurek i udał się do Sklejki. A tu zonk! Nie ma!!!

- "Nie mam pańskiego sznurka. I co mi pan zrobisz?" - Mógłby zapewne Sklejka sparafrazować słynny cytat z Misia. Czy tak było - nie wiem. Ważne, że nie dał - bo w magazynku nie miał. Cała firma zachodziła w głowę. Co stało się z zielonym sznurkiem?

Sprawa wyjaśniła się pół roku później: otóż Sklejka - znany erotoman - pochwalił się chłopakom, że poznał panią, która lubi sado-maso. Gdy nikt mu nie chciał wierzyć, zawołał: patrzcie! Wyjął smartfona i pokazał zdjęcie.

Ponoć kolejka ustawiła się długa. każdy chciał zobaczyć nową wybrankę. Niestety na zdjęciu mogli podziwiać jedynie Sklejkę, odzianego w majtki, leżącego na łóżku z przybrudzonym prześcieradłem i spętanego na jak baleron długą, zieloną linką...

23:17, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 lutego 2016

Stałym punktem dnia w domu Koziołka są obrzędy, związane z położeniem Młodego do łóżka. Rozpoczynają się koło godziny dziewiętnastej, gdy Tatuś Sebuś przygotowuje młodzieży kolację w postaci kanapek i mleko - dla Matiego krowie, dla Julki modyfikowane.

Następnym punktem programu jest dobranocka. Czasem jest to film na Jim Jam, czasem bajka z płyty lub pendraka. Sporadycznie coś z jutjuba, odpalone na tablecie - jak dzisiaj Teletubisie - nowe odkrycie Mateusza. Przy czym nie należy jej lekceważyć: od tego, co było oglądane, zależy, o czym będzie opowiadana przeze mnie tego wieczorna bajka.

Po żarełku mycie zębów (muszę bardzo pilnować: towarzystwo najchętniej zjadłoby samą pastę, nie szczotkując kłów), rączek i buziek. I oczywiście przebranie w piżamki - zazwyczaj wcześniej, może być przed kolacją, jak i przed samym pójściem spać.

Żona usypia Julkę, ja w tym samym czasie, w drugim pokoju Mateusza. Dawniej na dobranoc czytałem książeczkę, obecnie muszę opowiadać bajkę. Zazwyczaj jest to improwizacja na temat dobranocki.

Aby ułatwić sobie sprawę, opracowałem następującą procedurę: szkieletem każdej opowieści jest zarys fabuły filmu samoloty. Że główny bohater, pochodzący z siakiejś pipidówy "wieśniak", bardzo chce wziąć udział w wielkim wyścigu dookoła świata. Po eliminacjach - z początku przegranych - dowiaduje się, że kogoś tam zdyskwalifikowano i może wskoczyć na jego miejsce. Następnie jest start z Nowego Jorku, liczne perypetie w podróży wokół globu, wzloty i upadki. Na końcu chwała, nasz bohater wygrywa i w glorii zwycięzcy wraca do Pipidówy Mniejszej. Koniecznie każdą opowieść zaczynam słowami: "Za siedmioma morzami, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami, za siedmioma górami", a kończę: "Dwie dziurki w nosie i skończyło się. Ładna była bajeczka?" Na co młody odpowiada twierdząco i po minucie odpływa.

Całość zajmuje mi dziesięć minut, do kwadransa i nie jest psychicznie zbyt wyczerpujące.

Dzisiaj na przykład poleciałem tak:

Za siedmioma morzami, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami, za siedmioma górami było sobie małe miasteczko. W miasteczku tym mieszkały Teletubisie [nawiązanie do tego, co dzisiaj było oglądane]. Pewnego dnia Teletubisie zapragnęły wziąć udział w wielkim wyścigu dookoła świata. W tym celu pojechały do malutkiego miasteczka Los Angeles, by wziąć udział w eliminacjach. - Tutaj wtrącił się Młody, mówiąc:
- Tatuś Sebuś. Ale Teletubisie nie jeżdżą, tylko chodzą. Autobusik jeździ! - nawiązanie z jego strony do przerabianej w ubiegłym tygodniu bajki o Małym Autobusiku z Pipidówy Górnej.

Po podróży wokół globu, którą Teletubisie na własnych nogach zaliczyły w kilka dni, zakończyłem tak:

Z Wysp Hawajskich Teletubisie poszły wielkim mostem do Meksyku. Tam, przez suche pustynie, pod palącym słońcem, dotarły do Stanów, potem przeszły przekopanym pod meksykańską granicą tunelem ("Tatuś Sebuś, a w tym tunelu była ciuchcia Stary Pit?") do międzystanowej autostrady. Aż dotarły do małego miasteczka Nowy Jork, gdzie akurat był wielki pożar - całe miasteczko płonęło! Całe szczęście nadleciał strażak Dusty Popylacz, ugasił pożar, a Teletubisie wygrały i były bardzo szczęśliwe. Przybyła telewizja, radio i prasa, a wszyscy wokół im gratulowali. Itd., itp.

A jak już skończę, czas na relaks. Można napić się wina, pogadać na fejsie, albo pozmywać gary ;)

21:43, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »



GG:23200496