środa, 11 stycznia 2017

Z podziękowaniami dla obsady Szpitalnego Oddziału Ratunkowego na Kopernika w Krakowie, dzięki której dowiedziałem się, że przyczyna najprawdopodobniej leży w Sercu, a nie w sercu ;)

No do Chuja Wacława. Czas się piachem nacierać w ramach przyzwyczajania do gnicia w ziemi...

Mój organizm, zainspirowany tragiczną śmiercią Jamesa Deana, Marlboro Mana i Amy Winehouse, postanowił w podobny sposób zwiększyć liczbę czytelników koziołkowego bloga. Ponieważ jednak nie stać mnie na Porsche, fajek nie jaram i nie narkotyzuję się od czasów studiów, postanowił po prostu wykończyć mnie na serce.

Jak zapewne pamiętacie, od końca wakacji 2015 roku do teraz, zrzuciłem około dwudziestu pięciu kilogramów. Ze zbędnymi kilogramami spadło jakieś 60 milimetrów słupa rtęci ciśnienia krwi i przez dobry rok mój zajebisty miernik marki Omron zamiast 180 i napisu "weź pigułkę", wyświetlał tylko smętne 120. W każdym razie firmy farmaceutyczne przestały - na tym poletku - na mnie zarabiać.

Jakież było moje zdziwienie, gdy tydzień temu, pierwszego "roboczego" ranka A.D. 2017 obudziłem się z uczuciem, jakby Godzilla przez noc próbowała mi poluzować w stawie lewą rękę. Ból rozchodził się do karku, ramienia i łopatki, a ja z racji, że była siódma rano, dzieciaki czekały na transport do przedszkola, a po odstawieniu ich tam miałem zebrać się i zapierdalać do roboty, postanowiłem nad tą drobną dolegliwością przejść do porządku dziennego. I tak też zrobiłem dnia tego i następnego.

Dnia trzeciego, gdy znów wstałem od komputera i gimnastykowałem lekko drętwiejące ramię, podszedł do mnie Pablo i rzekł:

- Ooo... Robisz to samo, co mój tata w dniu zawału! Może pójdziesz do lekarza? - pochwalę się, że nie nie posrałem się jak wtedy, gdy zobaczyłem wyniki badania krwi przed majowym zabiegiem "na chrapanie", o czym wtedy na blogu pisałem. Po prostu spakowałem się do auta i wydarłem do mojego lekarza, doktor Z. z przychodni na Ruczaju. Tam osłuchany i ze zmierzonym ciśnieniem dowiedziałem się, że "skoczyło". Wraz z receptą na białe pigułki dostałem - jak by co - skierowanie na Szpitalny Oddział Ratunkowy i dowiedziałem się, że mam się oszczędzać.

Tak postanowiłem zrobić i po odebraniu z przedszkola dziatek zostawić je w rękach małżonki, a samemu położyć się pod kocykiem i odpoczywać.

Niestety, jak zwykle w takich wypadkach "nastąpił wypadek" i zmuszony byłem wrócić na godzinę do firmy, co by w trybie awaryjnym puścić parę metrów druku. Tam odebrałem telefon od spanikowanej żony. Okazało się, że po mojej wizycie w przychodni, pani doktor Z. postanowiła sprawdzić, jak się czuję. Ponieważ w kartotece był wyłącznie numer ślubnej, stąd "ogień" - w pędzie, przekazując dzieci, zapomniałem pochwalić się wizytą u lekarza i matka moich dzieci przeżyła szok, gdy padło pytanie, czy na pewno pojechałem do pracy, a nie na przykład do szpitala...

Ale co się odwlecze, to nie uciecze.

Ciśnienie unormowało się wprawdzie na poziomie cirkaabałt 140 mm Hg. Nie wzorcowo, ale też nie jakoś tragicznie. Tyle, że cały czas napieprzała mnie lewa strona... Dlatego też w sobotę rano wykąpałem się. Ubrałem niecerowane skarpetki i nieprzetarte w kroku majtki. Ucałowałem w czółka strwożone dziatki, roztaczając nad nimi opiekę Pani Żony. Następnie wyszedłem przed blok i przeklinając siarczysty mróz, zgrabiałymi palcami odpaliłem w telefonie apkę Ubera.

Jak to w takich sytuacjach bywa, ten postrach rodzimych taksówkarzy robił w naszej okolicy za Yeti. Znaczy, że wszyscy o nim słyszeli, ale nikt nie widział. Tak było z Uberem, a później z iCarem i myTaxi. Na wysokości zadania stanął dopiero Barbakan.

Gdy już mnie zawiózł na Szpitalny Oddział Ratunkowy na Kopernika (taksówkarz: "Tylko tam niech pan jedzie. Gdzie indziej w najlepszym razie przerobią pana na warzywko"), zestrachany udałem się do okienka i powiedziałem, o co kaman. Aha, jedenasta przed południem to była. Długo nie czekałem, już po kwadransie leżałem na łóżku, opasany elektrodami do badań EKG i kołnierzem do pomiaru ciśnienia, następnie zerwałem zjebkę, że co im głowę zawracam, skoro kwalifikuję się co najwyżej do dwuletniej kolejki do kardiologa, a nie na oddział ratujący życie. Następnie dostałem długopis i kazano podpisać mi papier, że zgadzam się na czterogodzinne oczekiwanie na lekarza. Tak też zrobiłem i wyszedłem na korytarz poczekalni. Tam - niczym kura na grzędzie - przycupnąłem na plastikowym stołeczku.

Nie minęło pół godziny, gdy wywołany przez pana hołdującego najnowszej modzie na kręconego wąsa i bujną brodę a la Romuald Traugutt i Jan Kochanowski w jednym, zostałem przez niego nakłuty, opróżniony z solidnej porcji krwi, poczęstowany tabletkami na szybkie zbicie ciśnienia & uspokajającymi, następnie wysłany do rentgena (a propos tabletek: te sto miligramów Ataraxu zajebiste: do osiemnastej spałem na wąskim, skrzypiącym krzesełku w poczekalni Oddziału Ratunkowego, obojętny na chłód, wystający z łapy wenflon i stadko oczekujących pacjentów, nienawistnie łypiących na zajęty przeze mnie poddupnik).

Złożyło się, że mój wypis miał miejsce pod koniec zmiany. Mój opiekun poprosił mnie na końcowy pomiar ciśnienia, w trakcie którego na pytanie - stwierdzenie: - Czyli jednak będę żył - odpowiedział: - Tak. Do śmierci - i zajął się leżącą obok panią w średnim wieku, której trzeba było zbić ciśnienie z 260, następnie posadzić na wózek i przewieźć do ubikacji na siusiu, a w międzyczasie załatwić papierologię związaną z wypisem mojej skromnej, rogatej osoby.

Gdy siedziałem na tym nieszczęsnym krzesełku i obserwowałem krzesany dookoła ogień, mój Anioł Stróż udał się po niezbędne papiery. Po drodze, z pokoju pielęgniarek (?) rozległy się pod jego adresem komenty:

- Co ty zrobiłeś? Czemu zapuściłeś taką brodę i wąsa? Przecież ust ci nie widać!
- (...) - zawołał mój bohater, przedzierając się przez gąszcz biegających z paczkami jednorazowych rękawiczek, strzykawek i igieł, pań. I pognał dalej.

Oszołomiony zgiełkiem, lękiem wyczekiwania i ogólnie w chuj stresującą sytuacją, nie byłem zbyt skory do potraktowania Szpitalnego Oddziału Ratunkowego jako wymarzonego siedliszcza. Mimo to mózg mój zakonotował ten pełen pozytywnych emocji gwar, gdy panie pielęgniarki skomentowały po chwili między sobą:

- Może i nieogolony. Ale dupkę ma zajebistą...

23:35, koziolek_matolek_1234
Link Komentarze (2) »
sobota, 31 grudnia 2016

Jakieś siedem lat temu - w grudniu 2009 roku, odgrzałem dwuletniego kotleta: historię wrzuconą dwa lata wcześniej na grupę dyskusyjną pl.pregierz. Kto nie wie, co to jest, tego informuję, że to taki niby ekskluzywny klub, który na fejsbuku funkcjonuje do dzisiaj. Link na końcu, pod tekstem notki.

Aha. To grupa zamknięta. Wprowadzić może tylko chu... e... znaczy członek Grupy ;)


[wulgaria] Dziadka na komarku (pl.pregierz, 21 stycznia 2008)

Piętnuję za chamstwo, wazelinuję za werwę i rozbawienie :)

Dzisiaj byłem świadkiem, jak jedna pani nie patrząc na boki, wyszła na jezdnię. Pech chciał, że prosto pod koła dziadka na komarku ;) Dziadzio z okrzykiem "halo, halo, halo!" wyhamował, szybko oparł komarka o latarnię i pobiegł za babeczką, ściągając rękawiczki. Zabiegł jej drogę, rzucił rękawiczki pod nogi, wyciągnął do niej rękę z wyprostowanym wskazującym palcem i zawołał:

- Masz szczęście ty stara kurwo, że w porę opanowałem maszynę, bo bym cię rozpierdolił jak żabę.

Po czym splunął na ziemię, podniósł rękawiczki i udał się w kierunku swojej "bestii" ;)

Kobitka zamurowana. Ja też.

Koziołek

Grupa pl.pregierz. Zapraszam :)

 



01:57, koziolek_matolek_1234 , Jak dziś pamiętam
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 października 2016

Na Bloksie panuje taki zwyczaj: jeśli przez miesiąc nie pierdolniesz na blogu notki, z automatu zaczynają wyświetlać się reklamy.

Ponieważ teraz zagoniony jestem, dużo pracuję (sezon targowy), itd., etc. i w ogóle, a do tego nie mam weny, ani siły na płodzenie (nowych tekstów oczywiście - co miałem zrobić, od paru lat chodzi na króciutkich nóżkach), zarzucam trzy krótkie historyjki o dzieciach z mojego fejsbunia.

***

Dzisiaj. Taka sytuacja.

Odebrałem dzieciaki z przedszkola dużo wcześniej, niż zwykle - byliśmy z Matim umówieni na kolejna wizytę u logopedy. Po drodze podrzuciliśmy Julkę babci.

Jedziemy. Nagle Mateusz spytał:

- Tatuś Sebuś. Zaśpiewać ci piosenkę, jakiej nauczyła mnie w przedszkolu Ala? - dumny, że młody wykazuje talent wokalny, a do tego jest w stanie szybko wyuczyć się tekstu, powiedziałem:
- Śpiewaj, Mateuszku. Tatuś jest bardzo ciekawy twojej piosenki!
- Mam tę moc, mam tę moc. Siedzę w kiblu całą noc!

Przyznaję, że szczena mi opadła...

***

Hm... Dziatki moje przyniosły dzisiaj z przedszkola nowy zwrot. Przefiltrowany przez dziecięcy "głuchy telefon", przybrał on postać ciągle powtarzanego:

KUPA MAĆ!

Ciekawe, co było pierwowzorem...

***

Dzisiaj rano.

Jula, pomimo tego, że trzy latka kończy w grudniu, ma taki zwyczaj: rankiem i wieczorem z butelki ze smokiem musi wydoić porcję mleka modyfikowanego. Koniecznie w pozycji leżącej, na łóżku.

Dzisiaj bardzo się spieszyłem, więc butlę chciałem wręczyć, gdy była jeszcze nieprzygotowana. Rozległ się krzyk i płacz. Młoda niczym małpka wskoczyła na tapczan, oparła głowę o poduszkę i przykryła kołdrą. Dopiero wtedy władczym gestem wyciągnęła dłoń w moją stronę, mówiąc:

- Teraz możesz dać!

Kwadrans później.

Ubierałem bluzę, jednocześnie opieprzając o coś Młodego. Mati wkurzony na mnie za upomnienie stanął w rozkroku, splótł ręce na piersi i zawołał:

- Już cię nie kocham, ty tatusiu w brzydkiej bluzie!

23:09, koziolek_matolek_1234 , Przedszkole
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 września 2016

Mati nie jest szczególnie przytulacki. Woli brykać, skakać i krzyczeć. Ewentualnie freestajlować o kupie, pupie i sikaniu, jak wielu czterolatków płci chłopczykowatej.

Niedawno jednak coś się zmieniło. Ciocia Sabinka - ulubiona Mateusza ciocia z przedszkola - poinformowała mnie pewnego dnia, że Matuś nader często do niej podbiegał, obejmował i tulił. Jak nigdy. Była mega zdziwiona, bo to do mojego syna raczej niepodobne.

Po powrocie do domu wziąłem młodego na spytki. Bawiąc się w układanie korka samochodów i lokomotyw, zacząłem drążyć temat. Bo a nóż widelec ciocia daje przedszkolakom marihuanen, albo - nie daj Boże - wabi ich na lizaki?

- Mateuszku. Ciocia Sabinka mi dzisiaj mówiła, że nieskończoność razy ją dzisiaj obejmowałeś?
- Tak, Tatuś Sebuś. Przytulałem się cały dzień!
- Mhm... To ładnie. Ale wcześniej nie chciałeś. Czemu akurat dzisiaj?
- Bo Ciocia Sabinka ubrała sukienkę i miała gołe kolanka!

***

Czwartek, godzina ósma z minutami.

Chłodny ranek. Odprowadzam szkraby do przedszkola. Jak co dzień rano wszystkie trzy grupy spotykają się w pokoju na dole. Dopiero na śniadanie Ciocie Przedszkolanki zaopiekują się każdą z nich i zaprowadzą do swoich sal.

Dzisiaj poranny dyżur pełni Ciocia Sabinka, tym razem zamiast sukienki, ubrana w dżinsy. Walcząc z płaczącą Julcią i ubierając jej pantofelki ("Tatuś, ja nie chcę do przedszkola, chcę do babci!"), zagaiłem:

- Pani Sabinko. Widzę, że dzisiaj chyba nie będzie przytulania?
- Co zrobić. Zimno było!

21:50, koziolek_matolek_1234 , Przedszkole
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 września 2016

Ostatnio spotkałem się z kolegą ze studiów. Po paru piwkach ziomek rozochocił się do tego stopnia, że  sprzedał mi swoją historię.

Pewnego wieczora wybrał się on ze znajomymi do knajpy. Wypad w męskim gronie, więc poluzowali cugli i dali w palnik. Znaczy: zalali łby i to tak dość konkretnie. Kiedy najebany wsiadł do taksówki, było koło trzeciej w nocy.

Dotarł do domu. Ponieważ jednak przypomniał sobie, iż wychodząc obiecał żonie, że wróci koło północy, dopadł go stres. Postanowił zatem cichaczem położyć się pod kołderką obok niej i taką wersję zdarzeń sprzedać rankiem, następnego dnia.

Jednak jak wiadomo, pęcherze czterdziestoletnich panów nie są zrobione ze stali, więc majfrend poczuł zew i postanowił się odlać. Co by jednak za bardzo nie szumieć wodospadem niskopłuka, zamiast do kibla udał się do kuchni, stanął obok zlewozmywaka i wyjął z szafki swój ulubiony, litrowy kufel. Po czym z odmętów bokserek wyciągnął ptaka i oddał mocz do szklanego naczynia.

Traf sprawił, że w tym samym czasie na sikanie zebrało się jego pani. Ta idąc z pokoju do ubikacji, zauważyła w kuchni światło. Chcąc sprawdzić, czy przypadkiem siakiś włamywacz nie wyżera rodzynek ze świeżo upieczonego ciasta, podreptała w stronę jasności i przyłapała męża z pisiorem w jednej i pełnym słomkowego płynu kuflem w drugiej łapie.

Kolega powiedział, że jak zobaczył zszokowane spojrzenie swojej żony, momentalnie wytrzeźwiał (??? - Koziołek), a mózg wbił się na najwyższe obroty. I nie minęło dziesięć sekund, jak z twarzą Dżona Łejna wycedził:

- No co, kochanie. To w Afryce brakuje wody, a ja będę spuszczał ją w kiblu?

23:59, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 sierpnia 2016

Jak zapewne co niektórzy z was wiedzą, starym koniem jestem. Skończone czterdzieści dwa lata - znaczy byłem świadkiem (i współuczestnikiem: wraz z kolegą Darkiem S., na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych handlowałem książkami na wadowickim placu targowym) narodzin polskiego wilczego kapitalizmu.

Jednym "byznesmenom" się udało, innym mniej. A co poniektórzy spłodzili i urodzili jednocześnie cud perełki, jak na przykład serię napojów, rozlewanych we wchodzące wtedy przebojem na rynek półtoralitrowe butelki PET, pod wiele mówiącą nazwą Dick Black (sic!).

Pierwsze w życiu kieliszki "koszernej" wódki przepijałem colą o dwuznacznej nazwie, nieświadom zupełnie gry słów. Bo że "black" to "czarny" - wiedział każdy. Ale że "dick" po angielsku, to - cytując Wikisłownik: "kutas, członek, penis, fiut", dowiedziałem się parę lat później.

I czyż nie było by to ekscytujące? Gdyby - dajmy na to - nasze zawodniczki zakwalifikowały się do Klubowych Mistrzostw Świata Siatkarek, telewizje całego świata pokazały by, jak nasze powabne dziewoje wbiegają na parkiet z dumnym "Dick Black" na piersiach.



Przyznam szczerze, że byłem pod urokiem tej wizji dobrych kilka lat i w kwietniu dwa tysiące siódmego roku spłodziłem na grupie pl.comp.dtp poniższy wpis (wrzucony na koziołkowego bloga w sierpniu 2009):


Niespodzianka dla mamy (pl.comp.dtp, 21 kwietnia 2007)

Dzień dobry.

Moja mama kończy właśnie 40 lat. Ponieważ ma być u nas w domu z tej okazji duże przyjęcie, chcemy z młodszą siostrą zrobić mamusi niespodziankę. Mama pracuje teraz w takiej dużej firmie reklamowej w Warszawie, jest tam dyrektorem i zajmuje się m. in. układaniem różnych haseł reklamowych.

Kilkanaście lat temu mieszkaliśmy jednak w Andrychowie (ja nie pamiętam, bo mam 16 lat) i mama zawsze najmilej wspominała pracę w takiej fabryce napojów, gdzie robili colę Dick Black. No i ponieważ mają być zaproszeni wszyscy koledzy z firmy mamy, pragniemy żeby wiedzieli że mama zawsze była dobra w tym, co robi i chcemy z siostrą wywiesić transparent z hasłem które mama wtedy wymyśliła:

"Dick Black - zawsze w moich ustach!"

Myślę, że mama będzie z nas dumna, zrobimy jej w ten sposób miłą niespodziankę, a koledzy z pracy będą jej zazdrościć zdolnych dzieci i tego, że zawsze była profesjonalistką.

No i chodzi o to, że to ma być w ogrodzie i mam pytanie, na czym to zrobić, żeby w razie deszczu się nie rozmazało i żeby wyglądało ładnie i profesjonalnie?

Bardzo przepraszam, jeśli trafiłem na złe forum, ale na Onecie to nikt nie wiedział.

Pozdrawiam,


Wojtek


22:24, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 sierpnia 2016

Sześć lat temu, po obejrzeniu któregoś Bonda, postanowiłem podzielić się wrażeniami crossując - trollując na grupy pl.sci.medycyna i pl.pregierz zmyśloną historyjką o oddanym w moje czcigodne ręce Astonie Martinie (na drugi dzień wrzuciłem notkę na koziołkowego bloga).

Z tego, co pamiętam, chyba nie spotkałem się ze zrozumieniem, ale przypominam, podekscytowany czekającą mnie przejażdżką za kierownicą Porsche Carrery 911 4S mojego kumpla, Krzyska.

Kurde, już mi z wrażenia jeży się włos tu i ówdzie :)


Na początku przepraszam za cross-posta.

Kilka dni temu sąsiadkę, starszą panią, odwiedził kuzyn z Erfurtu. Gość - pan po sześćdziesiątce - przyjechał do Krakowa na serwis ciała w swoszowickim uzdrowisku.

Niestety po serii zabiegów i późniejszych badaniach okazało się, że nie może w najbliższym czasie spędzić kilku godzin za kółkiem i odpadła droga powrotna do Niemiec w roli kierowcy samochodu.

Ponieważ Hardtmuth jest właścicielem piekarni i musi doglądać swojej trzódki, poprosił mnie, bym zaopiekował się do grudnia jego samochodem (co roku przed świętami jeździmy z żoną i znajomymi na tydzień do Erfurtu na słynny targ świąteczny na "Domplacu" i tamtejsze "bratwursty" - mógłbym auto przy okazji odstawić). Oczywiście nie mogłem starszemu panu odmówić i w ten sposób na dwa miesiące stałem się posiadaczem tego sympatycznego wozidełka.

Hardtmuth zasugerował, bym czuł się za kierownicą jak u siebie. Dlatego w ramach testów przejechałem się kilka razy po Krakowie, do tego wybrałem się na małą przejażdżkę autostradą do Katowic. No i niestety po ostatnim wyjeździe wyniknął problem :(

Po przejechaniu dwustu z małym hakiem kilometrów okazało się, że mój penis spuchł, oraz wydłużył się w wzwodzie o dwa centymetry. W związku z tym mam pytanie: czy nie zaszkodzi mi trasa trzy razy dłuższa?

Z harcerskim pozdrowieniem,

Koziołek



23:54, koziolek_matolek_1234 , Jak dziś pamiętam
Link Komentarze (2) »
piątek, 19 sierpnia 2016

Odbierałem dzisiaj Młodego z przedszkola. Akurat do popołudnia z "grona pedagogicznego" została tylko Ciocia Sabinka - ulubienica Mateusza.

Młody coś jeszcze rysował, a my sobie gawędziliśmy:

- Wie pan, że Mati zaprosił mnie do domu? Powiedział, że będę spać z nim, w jego łóżeczku.
- No nieźle. Jest duże, na pewno zmieści się pani.
- A do tego pierwszy raz pozwolił sobie dać buziaka! Zawsze przede mną uciekał, gdy go goniłam, żeby go pocałować, a dzisiaj mi się udało - spojrzałem na Młodego z dezaprobatą i mówię:
- Mateusz. No wiesz co? Tatuś na twoim miejscu na pewno by przed Ciocią Sabinką nie uciekał! - na co Ciocia:
- Tak, tak, Mati. Tatuś by się nawet przewrócił, żebym zdążyła!

20:37, koziolek_matolek_1234
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 sierpnia 2016

Na grupie dyskusyjnej pl.misc.samochody toczy się właśnie zażarta dyskusja na temat tego, dlaczego kierowcy "tirów" wyprzedzają się na autostradach z niewielką różnicą prędkości, blokując tym samym lewy pas i osobówki.

Szczególnie mocno ujął mnie za serce jeden wpis, "popełniony" przez nadira, argumentującego przeciw tirmanom :)


W dniu 2016-08-10 o 13:21, Liwiusz pisze:

> To wyjedź wcześniej, 5 minut cię nie zbawi, jeśli już używać takiej
> inwalidzkiej argumentacji :) Poza tym tobie się nie spieszy, aby nie
> przekroczyć czasu jazdy.

To na nic. Mi się spieszy żeby puknąć żonę sąsiada, który jest kierowcą,
jeżeli on nie przekroczy czasu i nie stanie 300m od domu, to ja nie
porucham, i cały misterny plan w pizdu.
Sam widzisz, że każdy ma jakieś powody żeby się spieszyć i wyjazd x
minut wcześniej nic tu nie da.

LINK DO CAŁEGO WĄTKU

14:21, koziolek_matolek_1234 , wytrzeszcz
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 sierpnia 2016

Kurczę, przegapiłem siódmą rocznicę założenia mojego bloga. 30 lipca 2009 roku "popełniłem" pierwszą notkę, a 23 lipca na grupie pl.pręgierz "urodziłem" Turka Batuchana (13 sierpnia Batuchan zaistniał na blogu). Dobra. A teraz lecę po tort i siedem świeczek ;)

 

"Polskie kobieta" czyli Koziołek przywdziewa skórę z Turka (pl.pregierz, 23 lipca 2009)

Dzien dobry sziestkie.

Moja imie Batuchan, ja muslim meszczizna z Antalya, Turkiye. Ja byc studenta co przyjechal Krakow czeby studiuje - przepraciam za moje polskij jezyki, ale ja przyjechac april na kursa i jeszczia dobrze nie znaju.

Moja powiedziec cijacziel, ze byc taka useneta pregiez oby pozalic sie na rzecia roznych. Oto ja, Batuchan, poznalym wiela polskie kobieta ktorych zajezdzac do kurorta Antalya i one same bez swoje samcow byc. One straszna chciec sex uprawiac z turkiye chlopca.

U nas som wieksze muslimy i my sex robimy, ale one kobieta nie kciec zwykla sex tylko inny: one mowic mineta sex i kazac sobie lizac czipy. Jak muslim chlopca mowia co religie nasza nie pozwala lizac czipy, kobieta polkie nas przezywac od dzikus.

Ja nie wim, moza katolickie religia kazac polska chlopca lizac czipa kobieta, ale to nie byc dobra ziecz i ja pregiezia pietnuje to lizanie.

Pozdrawiam sziestkie,
Batuchan

PS. Ja tu jeszcia pisac na pregiezia bo tu ciekawia ludzi som i ja sie kciecz nauczyc lepsza polska jezyki.

14:16, koziolek_matolek_1234 , Jak dziś pamiętam
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 51



GG:23200496