wtorek, 21 lutego 2012
Będę teraz rozkminiał tajemnicę, o której wspomniałem parę dni temu nazad. Nie będzie to długa opowieść. Rzekłbym nawet: krótka. Tak w sam raz by pomiędzy pracą a sikaniem poznać niebezpieczeństwa, czyhające na porządne, polskie kobiety. Dżani to ksywka której źródłem jest boska, niemal cygańska uroda mojego znajomka. Tak więc tę część mamy odfajkowaną ;) Co do części drugiej: pewnego razu Dżani odwiedził swojego kolegę z pracy w celach - jak się to mówi - służbowych. Znaczy się mieli jechać w delegację. Czekając pod blokiem na kolesia, zapoznał się przypadkowo z wynoszącą śmieci sąsiadką - panią dojrzałą, atrakcyjną, a do tego niemiłosiernie stęsknioną męskiego członka. Wyposzczoną do tego stopnia, że sama od siebie (podobno) zagadała śniadego przystojniaka. Książę rozrywany pomiędzy obowiązkiem czekania na kolegę a przyjemnością chędożenia wybrał to drugie. Mając jednak na uwadze fakt, że ktoś tam niedługo zejdzie i pofatyguje się do jego samochodu, postanowił sprawę załatwić bardzo szybko: ponoć już po paru minutach nader ryzykownego seksu (bo bez gumy) poczuł nadchodzącą rozkosz, wycofał się na z góry upatrzone pozycje i zaszczycił swoim życiodajnym strumieniem od dawna niedepilowany i tym samym bardzo zapuszczony wzgórek łonowy swojej królewny. Po czym ubrał gacie na dupę i spierdolił do auta. Nie wiem, na ile jest to prawda. Wieść gminna jednak niesie, że siakieś ziarnko w tym jest. W każdym razie od tego czasu Cygański Książę zwany jest za plecami Mokrym Futrem...
piątek, 17 lutego 2012
Rośnie i rośnie - w końcu teoretycznie pozostały dwa miesiące z hakiem do godziny Wu (Wyswobodzenia). Moje kochanie czuje się nadzwyczaj dobrze - prawie nie przytyła, brzuch - mimo że już całkiem spory - jej nie przeszkadza. Do tego nie zawraca mi głowy bardziej, niż potrzeba. Ot - cisza przed burzą ;) Wiem, że dawno nie pisałem - zatem jutro postaram się szrajbnąć notkę o Dżanim Mokre Futro. Nie obiecuję na stówę, że dotrzymam słowa, bo muszę robić miejsce w szafach pod "pieluchy", a do tego wpada na chlańsko brat z żoną i dzieciakami, ale oczekując na kolejny zastrzyk moich wypocin możecie zgadywać, dlaczego kolesia tak nazywamy. Dla ułatwienia dodam, że część pierwsza ksywki jest całkiem oczywista, a druga całkiem świńska. Obiecałbym zwycięzcy / zwyciężczyni piwo w siakiejś knajpie, ale pod warunkiem, że konsumpcja odbędzie się w karkowie.
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Że stary chuj ze mnie, wiedziałem od dawna. Ale że do tego stary cap - to uświadomiłem sobie na ostatniej imprezie u naszych przyjaciół Borków.
Znaczy czas na nas - wkrótce zasuwam nad morze, przyzwyczajać się do piachu...
piątek, 27 stycznia 2012
Spotkało się dziś u nas dwóch osobników: jeden z naszych klientów i przedstawiciel firmy chcącej nam coś sprzedać. Klient: potężny chłop po pięćdziesiątce, na oko sto czterdzieści kilo żywej wagi, zmierzwiony włos. Do tego potężnie bolał go łeb (nie wiem - kac czy migrena) i poprosił o zmoczenie pod kranem szmatki którą przykładał do skroni. Przedstawiciel: chudy chłopaczek w garniturze, bardzo rozgadany. Klient siedział na krześle obok narciarskich butów i nart mojego wspólnika, oczekując na realizwane na poczekaniu zlecenie. Chłopak czekał, aż ktoś będzie miał czas z nim porozmawiać. A że bardzo gadać mu się chciało, zagadywał klienta pod kątem ekwipunku narciarskiego. W pewnym momencie klient nie wytrzymał, odjął szmatkę z czoła i schrypniętym, wkurzonym głosem spytał: - Chłopcze, a czy ja ci - kurwa - wyglądam na narciarza?!!!
czwartek, 26 stycznia 2012
ajajajajaj ...czy jak to, kurka, było... Otóż dzisiaj przeglądałem foty i znalazłem zdjęcie mojego przyjaciela Waldiego. Od razu stanęły mi przed oczami nasze wspólne, studenckie czasy i jego współlokator z pokoju na krakowskim Miasteczku Studenckim AGH. Marcin - bo tak ten gostek miał na imię - zwany był RPA. Znaczy, jego starzy wynieśli się w cholerę z komunistycznego raju w latach osiemdziesiątych, uwożąc ze sobą niemowlę. Ów biały dzieciak po latach kilkunastu postanowił wrócić do kraju przodków na nauki i wylądował w Krakowie. Wpadam raz do Waldiego. Na wejście wita mnie Marcin, wpierdalając mit-konserwę ze słoika. - Cześć stary, co wpieprzasz? Przyznam, że zwątpiłem... Okazało się, że jego starzy mają udziały w zakładzie mięsnym, specjalizującym się w uboju gadów i synalek musi zapierdalać tam w każde wakacje. A jeśli chodzi o Die Antwoord. Prosim: Enter the Ninja, czyli marzenia grzecznej dziewczynki o czarnym facecie z dłuuugim mieczem:
A ten mały, śmieszny (wg niektórych) człowieczek, to Leon Botha. Koleś chory na progerię. Miał wtedy dwadzieścia parę lat i był najdłużej dotąd żyjącym gościem, chorym na tę chorobę. Umarł w zeszłym roku... http://en.wikipedia.org/wiki/Leon_Botha
EDIT Przyznam się, że prawie się popłakałem, oglądając TO Śmierć to niedobra rzecz. Niestety czeka nas wszystkich. Tagi:
Die Antwoord Leon Botha
02:09, koziolek_matolek_1234 ,
Jak dziś pamiętam
Link Komentarze (2) »
wtorek, 24 stycznia 2012
No dobra. Gwoli sprawiedliwości nie tylko ja byłem ofiarą, lecz również Wspólnik i Pablo. Feralnego dnia zamówiliśmy żarło (ja zjadłem zajebisty zapiekany makaron z sosem serowym i szpinakiem, ale bez surówek - zresztą i bez nich mi prawie dupa pękła), prócz tego skończyło się masło. Tym samym ostał się nam tylko krem z gorczycy z miodem. - No tak. Ale nie każdemu przy ladzie wypada gówno z nogawki!
niedziela, 22 stycznia 2012
Swego czasu pomieszkiwał Koziołek ze swoim Kochaniem na krakowskim Czerwonym Prądniku. Wynajmowany apartament oprócz megazalet w postaci całych 38 metrów kwadratowych powierzchni, płytek PCV i betonowych ścianek wielkiej pyty miał też feler: otóż znajdował się na parterze.
środa, 18 stycznia 2012
Jak obiecałem, za zgodą zainteresowanych wrzucam zdjęcie: Marcin i "wyprodukowany" przez niego tekturowy Louis de Funes. Smacznego :)
wtorek, 17 stycznia 2012
Wpadł do nas dzisiaj klient - przyniósł do oprawy wiekopomne dzieło pod tytułem "Co zapobiega niedołęstwu starczemu" - praca zbiorowa. Poniżej kilka zdjęć tej jakże ważnej księgi.
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Jest to historia prawdziwa i wzruszająca, a zasłyszana ostatnio od Pabla. Rozkminiałem ostatnio temat ulotki i plakatów dla pewnej organizacji pożytku publicznego. Projekt ten ma być super, hiper wypaśny, a zatem już na starcie porzuciłem pomysł, aby samemu coś takiego wyprodukować i dzięki temu zgarnąć całą bułę za "lejałt". Znaczy, trzeba się podzielić i zapłacić komuś za to, że urodził się utalentowanym. |
Archiwum
O autorze
Zakładki:
Czytam
Odwiedź koniecznie
Pompa G.
ZUPA Z KOZICH BOBKÓW
![]()
|